O "aferze językowej" z udziałem kontrowersyjnej poseł Pawłowicz dowiedziałam się z dużym opóźnieniem. Przyznam, że do pani poseł mam stosunek ambiwalentny. Oczywiście, na tle takich kuriozów, jak profesor-furiat pani poseł jest uosobieniem dobrych manier, ale na tle takiego - aby daleko nie szukać - p. Waszczykowskiego, pani profesor wydaje się jednak ptakiem kolorowym i egzotycznym. Tak czy inaczej, poseł Pawłowicz WSZYSTKICH posłów i senatorów PO, nie wspominając już o "chłopskim koalicjancie", przerasta o głowę: i to pod wieloma względami.
Wziąść czy wziąć? Ja piszę i mówię zawsze "wziąć", bo tak zostałam nauczona w szkole w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że był to w naszej historii okres zwyczajnie chory, kiedy prostaccy rządzący postanowili zunifikować Polaków pod każdym względem; również językowym. "Chłopi" co prawda byli lekturą obowiązkową, ale chłopów się wstydzono - razem z ich chłopską gwarą. A przecież, gdyby Reymont czy Wyspiański dożyli do czasów PRL, to umarliby ze wstydu z powodu takiego traktowania warstwy społecznej, którą oni wręcz gloryfikowali!
Mickiewicz czy Asnyk (i wielu innych) świadomie używali formy "wziąść". Współcześni puryści językowi są jednak nieubłagani: to, że jakiś tam wieszcz pisał "wziąść", nie oznacza, że ta forma może wejść do słowników poprawnej polszczyzny. Nie - bo nie. I już!
Znacznie bardziej tolerancyjni pod względem poprawności językowej są Anglosasi. Jak wiadomo, odmian języka angielskiego jest multum, i jakoś nie toczy się tam świętych bojów o użycie w nieoficjalnej sytuacji słowa gwarowego. Ja, gdy słyszę Annie Lennox z tym jej "gyrl", zawsze się uśmiecham z uznaniem, jak różnorodny potrafi być świat.
Jedna z głównych postaci "W poszukiwaniu straconego czasu", księżna Oriana Guermantes, choć pochodziła z najprawdziwszej starej arystokracji, w sposób niezwykle umiejętny do swojego słownictwa wtrącała wyrazy gwarowe lub przynajmniej nadawała słowom gwarową wymowę (lelija, gięś). Na odwrotnym biegunie Proust umieścił służącą Franciszkę, która posługiwała się gwarową francuszczyzną, co drażniło Narratora tak długo, dopóki nie zrozumiał, że to właśnie Franciszka posługuje się czystszą, bo nieskażoną przez wielki naleciałości z innych języków, francuszczyznę.
Do tego jednak, by takie rzeczy rozumieć, trzeba być arystokratą z urodzenia lub choćby umysłu - po prostu geniuszem. Jak Proust



Komentarze
Pokaż komentarze (30)