Ponieważ moja dzisiejsza notka została strolowana w najbardziej klasyczny sposób przez dwóch smutnych panów (chyba, że jednego), odpuszczam sobie kopanie się z koniem. Żaluję, ponieważ poruszyłam problem bardzo istotny dla funkcjonowania Polski (a nawet - nie tylko Polski), no, ale dotknęłam interesów (w przenośni i dosłownie) zbyt dużych, aby mi to uszło płazem. Na salooonie ma być letko, łatwo i przyjimni.
Dlatego, dla ukojenia nerwów i dla czystej intelektualnej przyjemności, pozwalam sobie zalinkować tekst Łukasza Warzechy. Facet ma ma oblicza: gdy chce być dowcipny, puder na twarzy zamraża mi się pęka z trzaskiem. Jednak akurat Warzecha jest jedynym dziennikarzem w Polsce, który ma do perfekcji opanowaną metodę analizy. Mówiąc szczerze - podejrzewam, że facet jes, po prostu ciężko inteligentny. Dawno już chciałam coś zapodać (a jest co - Warzecha od czasu do czasu popełnia taki tekst, że czytam go kilkakrotnie), ale zawsze miałam własne teksty, i to pilniejsze. Ale dzś Warzecha (przepraszam za nieładne porównanie) z ust mi wyjął pytania na temat przyjmowania imigrantów w Polsce. Sama ich zadałam niemało, ale tu są zebrane wszystkie razem.
Lektura obowiązkowa!
http://wpolityce.pl/polityka/266785-imigranci-pytania-do-rafala-trzaskowskiego-albo-do-kogokolwiek-z-rzadu-piec-szalenie-istotnych-kwestii?strona=2



Komentarze
Pokaż komentarze (19)