"Świecka szkoła" to obywatelska inicjatywa ustawodawcza, mająca na celu zniesienie publicznego finansowania nauczania religii w szkołach. Na stronie internetowej niewiele znalazłam poza tym, że akcja ponoć nie jest skierowana przeciwko religii. Trudno ocenić, na ile jest to prawdą - projekt ustawy nie ma uzasadnienia, a i sami inicjatorzy nie są wyrywni w informowaniu, dlaczego akurat finansowanie religii im tak przeszkadza.
Ja akurat wychowałam się w PRL, gdzie również nie było finansowania religii przez państwo, i jakoś nie było problemu z dostępem do nauki. Mało tego - o ile dzieci, a potem młodzież, wagarowały z innych lekcji, to na religię chodziliśmy wszyscy - i to niezależnie od przekonań rodziców. Dzieci sekretarza POP, milicjanta, rolnika i nauczyciela zgodnie i w porozumieniu chodziły na lekcje religii. Ja, oczywiście, z matury z religii mam piątkę.
Mało tego - kiedy nastały "przemiany" i religia wróciła do szkół, od początku byłam temu przeciwna i wietrzyłam spisek antykościelny. No i, jak się okazało, miałam rację. Owoc zakazany pociągał z nieodpartą siłą; przymus szkolny - nudzi. W dodatku konieczność zabiegania władz Kościoła o dofinansowanie na odpowiednim poziomie stworzył pozycję zależności, co nie jest zdrowe. Tak więc uważam, że jeśli "Świecka szkoła" osiągnie swój cel, to odda Kościołowi olbrzymią przysługę: bo znów dzieciaki będą latać na modne "zakazane" zajęcia.
Jeśłi jednak postępowi katolicy widzą problem w finansowaniu nauki religii, to wielokrotnie większa liczba osób widzi problem w finansowaniu wszelakich Tęcz, idelologii gender czy tak równościowej. Dla równowagi należy więc jednocześnie:
a) zlikwidować finansowanie nauki religii z budżetu państwa
oraz
b) finansowania lewicowych pism, klubów, tęcz, programów telewizyjnych i radiowych, uczelni, portali internetowych, lekcji, sztuk teatralnych, przetiwali filmowych, muzeów itd. itp.
Uważm, że jest to wyjątkowo sprawiedliwy sposób funkcjonowania.



Komentarze
Pokaż komentarze (110)