Animela Animela
405
BLOG

Ballada o biednych bankierach i pazernych frankowiczach

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 35

Tak się składa, że ilekroć napiszę notkę na temat banków i ich niecnych działań, na moim blogu pojawia się Trust i Control. Na początku pisał z innego klucza, by ostatnio ograniczyć się do prostej informacji, że nic a nic nie rozumiem z systemowego ryzyka, jakie się wiąże z bankructwami banków. Tak to właśnie jest. Już nie wmawianie, że klienci są sami sobie winni, a banki – czyste jak łza, lecz zwyczajne i nawet urokliwe w swej pierwotnej prostocie „nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi?!!!”.

Od razu chcę zaznaczyć, że ani myślę podważać kompetencje Trust and Control w kwestiach bankowych. Więcej – wszystko wskazuje na to, że jest to osoba świetnie obeznana w tym światku (pół-światku? …), a nawet, zapewne, bardzo wysoko ulokowana w strukturach bankowych. Albo nawet jeszcze wyżej. Najwyższa polska liga, a może nawet wręcz: światowa. Creme de la creme. Absolutnie górna półka. I ja tego wcale nie piszę ironicznie. Ja istotnie jestem przekonana, że Trust and Copntrol jest kimś z najwyższych sfer bankowych. I z odpowiednią do tej pozycji wiedzą.

Tyle, że to wcale nie oznacza, że to on ma rację.

Zacznę od przypomnienia sytuacji, o jakich głośno było od czasu do czasu i w Polsce, i na świecie (a nawet – głównie na świecie). Mianowicie jakiś bank przelał na konto pana X – przez pomyłkę – pewną kwotę, a pan X tę kwotę w szybkim tempie wydał na dowolne przyjemności. Oczywiście, bank po zorientowaniu się, że nastąpiła pomyłka, występował do pana X o zwrot pieniędzy, a X nie chciał ich zwrócić, bo niby dlaczego? Dostał, to i wydał. Na drugi raz niech bank pilnuje swoich przelewów! Oczywiście, sprawa kończyła się w sądzie, a sądy, o ile mi wiadomo, nieodmiennie kazały X zwrócić nienależnie otrzymane pieniądze.

Myślę, że już się Państwo domyślają, o co mi chodzi? …

Polska, jak wiadomo, cierpi na brak mieszkań. W tej chwili ten ból trochę się zmniejszył, ale nadal głód własnych czterech kątów jest ogromy. W dodatku – Polacy zarabiają o wiele mniej, niż zachodni Europejczycy, stosunkowo droższe są też mieszkania. Kilka lat temu kredyt we frankach szwajcarskich był stręczony wszystkim klientom, którzy chcieli wziąć kredyt hipoteczny, a opcja frankowa – wbrew bankowej propagandzie – była JEDYNĄ dostępną dla osób o niskich dochodach. Rzeźnicy bankowi po profesjonalnych szkoleniach (tak sami o sobie mówią) kusili i roztaczali świetlane perspektywy przed ludźmi, którzy o finansach mieli luźnie pojęcie. No, i kończyło się zaciśnięciem finansowej pętli na szyi niejednego Polaka. Banki na tym zarobiły dodatkowe miliardy, a klienci – stracili potworne pieniądze.

O złych intencjach banków świadczy dodatkowo fakt, że gremialnie zignorowały one wszelkie propozycje polubowne składane przez posiadaczy kredytów w obcej walucie. Powtarzam: takich propozycji było sporo, ale banksterzy uznali, że nie są zainteresowani: skoro zamiast 200 procent mogą zarobić 400, to – czemu nie obedrzeć frajerów żywcem ze skóry? …

Teraz Polska stoli przed koniecznością wyboru sposobu postępowania z bankami: albo droga grecka (całe społeczeństwo składa się na długi rządzących, aby powstrzymać niemieckie banki przed upadłością (to, oczywiście, populistyczny skrót), albo drogą małej, za to dzielnej, Islandii.

Droga Grecji to droga do kompletnego bankructwa. A co z Islandią? …

Islandia w roku 2008, po wybuchu kryzysu, stanęła w obliczu dylematu: albo upadną banki, albo zbankrutują obywatele. Doradcy wszelkiej maści (islandzcy i zagraniczni) oczywiście krzyczeli, że „ludzie sobie nie zdają z systemowego niebezpieczeństwa upadku banków”. Jednak rząd Islandii (fakt, że przymuszony masowymi protestami zbuntowanych obywateli) postanowiły zaryzykować to „systemowe niebezpieczeństwo”. Trzy banki upadły, kilkudziesięciu banksterów poszło za kraty, rząd w większości pokrył straty klientów. Reszta została spłacona z majątku wierzycieli. Po przejściowych zawirowaniach – Islandia od kilku już lat powróciła na kurs i ścieżkę stabilnego rozwoju. Jak widać, upadek banków (trzech! w takiej Islandii!) nie tylko nie powoduje kataklizmu gospodarczego ani finansowego, ale nawet przyczynia się do odbudowy państwa (kto jeszcze pamięta, że swego czasu Tusk z naszych pieniędzy hojnie wspomógł Islandię – czytaj: banki – pewną kwotą walut? …). Jeszcze lepiej, gdy taka upadłość poparta jest wyrokami bezwzględnego więzienia dla nieuczciwych bankierów.

I tak próbuje sobie zracjonalizować – uwzględniwszy dysproporcje między naszymi krajami – ile banków musiałoby w Polsce upaść, aby życie finansowe kraju uległo uzdrowieniu? 10? 20? .. A ilu bankierów powinno wylądować za kratami w Polsce? Setki? Nie chce mi się liczyć, ale raczej – tysiące.

Zbrodnia i kara. Mam nadzieję, że wreszcie „wtymkraju” winni zaczną wreszcie ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Rozpoczęcie uzdrawiania sytuacji w Polsce od bankierów wydaje mi się jedynie racjonalnym posunięciem.

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka