"Wtedy ja się na Pana płaczącą prośbę zgodziłem, podpisałem podobne papiery, ale Pan pod przysięgą obiecał, że wszystkie te papiery wrócą do mnie, a na pewno będą zniszczone."
W tym właśnie zdaniu Bolesław Wałęsa jest szczery aż do bólu: podpisał, bo mu przyrzeczono, że kwity nie ujrzą światła dziennego, że - po prostu - wrócą do niego, a jeśli nawet nie wrócą, to nie-esbek je zniszczy. Wałęsa ze swojej strony umowy się wywiązał, a tamten - drań podły - nie!
I jak tu można komuś zaufać na tym świecie? ... A przecież to taki był dobroci człowiek, i bynajmniej nie esbek, tylko kontrwywiad! Bolek powieierzył człowiekowi to, co ma najcenniejsze, czyli życie, a tamten - zdradził! Kwity są opublikowane, i teraz legenda opozycyjna, już wcześniej nieco kusa, skurczyła się do takich rozmiarów, że Walensowi widać ... te, no ... zresztą - fakt. Nie widać. Nie ma czego, bo warsztat Bolek już dawno wyniósł na strych.
Tyrał ten Bolesłw dla Ojczyzny umiłowanej w pocie czoła, a tu - taki cios w plecy! Tym ręcamy, prawda, sam jeden z Danuśką i dziećmi, a inni tylko przeszkadzali ... No i samjeden (z Danuśką etc.) obalił Bolek komunę, a teraz przyjdzie mu żałować - bo nie-esbek (już prędzej kontrwywiad, to brzmi lepiej, nieprawdaż) nie dotrzymuje słowa! ...
Tyle lat harówy dla Polski, tej suczy niewdzięcznej! Nie dość, że z Matką Boską w klapie, to jeszcze z siekierą po kraju biegał i ciął złodziei, żeby tylko aferzystów w skarpetkach puścić (czy może dać im po sto milionów? swoje lata mam i mnie też trochę zaczyna się wszystko mylić), a tu taki despekt! Tak płakał, tak płakał, ten esbek ... wróć, właśnie że nie-esbek! ... i tak obiecywał: słiuchaj, Bolek, podpisz, co ci szkodzi? A ja zyskam! A przecież mnie znasz: gdybym ja był jakiś esbek, to bym mógł wyciąć jakiś numer, ale przecież jam kontrwywiad! Na tę Matkę Boskę w klapie ci przysięgam, że wszystkie kwity, co do jednego, pozbieram i spalę!
I tak Bolka ten nie-esbek przy tych winach i szampanach (bo wódki, zwykłe i kolorowe, to on tylko kwitował, a co inni z tym robili, to już się nie interesował) błagał, tak go brał pod włos, tak szlochał, aż mu Bolesław (dobry chłop z kościami od urodzenia, jak wiadomo) podpisał, co tamten chciał.
A że to się nie spaliło, to już nie wina Wałęsy, tylko tego oczajduszy. Nie-esbeka. Z kontrwywiadu ...



Komentarze
Pokaż komentarze (31)