Zacznę od tego, co najważniejsze: 100 dni to nie jest jakiś termin, w którym rząd ma się zmieścić z realizacją obietnic wyborczych. To jest zwyczajowy okres ochronny dla nowego rządu - czas, w którym należy się powstrzymać przed krytyką. To, że rząd PiS został zaatakowany (z furią iście bezmyślną, bo skutkującą spadkiem poparcia) zarówno przez PO, jak i Nowoczesną PO, jak i tzw. dziennikarzy, było widoczne gołym okiem, ale zawsze warto to podkreślać. Gdyby nie ten wściekły atak połączony z aktami jawnej zdrady stanu (plus próbą puczu w wykonaniu Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej) rząd mógły dziś mieć więcej sukcesów - i o to właśnie chodziło. Na marginesie: Nowoczesna PO pod wodzą swego sfinksa i tak toczy się w przepaść ruchem jednostajnie przyspieszonym, ale krzyk o "złamanych obietnicach wyborczych" w wykonaniu Platformy Obywatelskiej to już po prostu coup de grace ... ze strony jej niektórych, widocznie miłosiernych, członków.
Ja nie mam zamaiaru podsumowywać "100 dni rządu", ponieważ jest to czynność idiotyczna, wewnętrznie sprzeczna (zważywszy to definicję tego pojęcia) i jałowa. Każdy rząd na realizację obietnic ma 4 lata ... a raczej, patrząc pragmatycznie) rok - bo, jak twierdzą politolodzy, potem już się tylko pracuje na relekcję. Podsumowania dokonań rządu dokonam więc za 8 miesięcy.Dziś natomiast chciałam się odnieść do fali krytyki związanej z "dziwnymi" nominacjami w spółkach Skarbu Państwa. Bo gdy propagandziści piszą o "pozbawionym wstydu zawłaszczaniu posad", to można się wyłącznie uśmiechąć z pogardą i przypomnieć sobie Ratusz pod rządami HG-W, Elewarr i w ogóle całość zarządów spółek, zawłaszczonyc przez koalicję PO-PZL, które dzisiejszym Katonom nie przeszkadzało. Dziwniejsze, że ten bezpardonowy atak idzie również ze strony tzw. "nszych".
Teoretycznie - to dobrze, że nasi patrzą władzy na ręce ... trzeba jednak pamiętać, że polska rzeczywistość nie jest normalna. W Polsce toczy się od lat nieustająca, wyniszczająca wojna, wydana Polakom przez Tuska, a następnie kontynuowana przez Kopacz, a obecnie - PO i Nowoczesną PO. I nie ma w tym najmniejszej przesady: to jest wojna na śmierć i życie, z wykorzystaniem obcych mocarstw, z próbą PUCZU WOJSKOWEGO. Czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia i zapamiętania? ... Wojna - a na wojnie, jak to na wojnie. Jeńców się nie bierze.
Robienie afery z tego, że PiS zdjął ze stanowika faceta, który tam panował niepodzielnie od bodajże 16 lat i doprowadził do tego, że hodowla koni - w mądrym zarządzie jajko złoszące złote jajka - przynosi potężne STRATY, to już nie jest głupota. To jest po prostu robota dywersyjna.
No, to ja Państwu uświadoię, skąd się biorą takie straty: stąd, że wojna, jaką PO i Nowoczesna PO prowadzi z Polakami, jest kosztowna - i skądś ci ludzie muszą na nią brać pieniędze. A i już wcześniej, prawdopodobnie, trzeba było załatwiać sobie przychylność dla prowadzenia biznesu, który przynosi STRATY. Muszę jaśniej? ... A pisanie, że stadnina w Janowie Podlaskim to nasze dobro narodowe, to po prostu jakaś - przepraszam - histeria. Dobro narodowe to było, gdy przynosiło potężne pieniądze ... Przepraszam, ale Janów nie jest jedyną stadniną hodującą z powodzeniem araby.
Też coś! ....
Druga sprawa, która mnie dziś uderzyła, to atak na generalną konserwator zabytków. Bo żona, bo historyk ... No litości! Jakbym słyszłam palikociarnę krzyczącą, że demokracja w Polsce umiera, bo dwie najważniejsze funkcje w Polsce objęli BLIŹNIACY!!!!
Pozwolę już sobie litosiernie nie wspomnieć przypadku braci Kennedy - w tak komunistycznym państwie jak USA ...
Co do kwalifikacji, to historyk jako generalny konserwator zabytków wydaje się opcją bardzo sensowną - nie mam pojęcia, skąd oburzenie. Przypominam, że nie ma obowiązku, aby główny konserwator osobiście konserwował zabytki - od tego są fachowcy!
A już tak zupełnie na sam koniec, tytułem podsumowania, pewna refleksja natury generalnej. W wielu krajach przyjęło się, że w sferze publicznej istnieją stanowiska merytoryczne i polityczne. Nikt na świecie nie wyobraża sobie, alby miniostrowie byli mianowani na podstawie konkursu. Oni mają realizować wizję polityczną premiera, więc oczywistym jest, że muszą to być osoby sprawdzone. To samo, moim zdaniem, da się powiedzieć o zarządach strategicznych firm. Choćby dlatego, że ewentualne skutki nieudolności lub malwersacji takich prezesów nieuchronnie idą na karb rządu. Zresztą - co tu mówić o malwersacjach. Wystarczyłoby, żeby generalny konserwator zabytków, w jakiś sposób niechętny wobec PiS, zezwolił na postawienie w kluczowym miejscu Warszawy pomnika Pinocheta. Komu by się oberwało? No oczywiście, że premier Szydło w pierwszym rzędzie! ...
Czasami się zastanawiam, czy wszystkie takie "dobre rady" personalne są zupełnie, ale to zupełnie bezinteresowne. Choćby na poziomie podświadomości.
Dlatego pozwalam sobie apelować o jednak wyważone zdanie na temat personalnych decyzji nowych władz, dać rządowi odrobinę zaufania, a jeśli nowe władze spółek czy generalny konserwator zabytków się nie sprawdzi - alarmować.
Ciągle jednak pamiętając, że w Polsce mamy wojnę.



Komentarze
Pokaż komentarze (40)