Komisja Wenecka, synekura stworzona dla zapewnienia liukratywnych apanaży byłym urzędasom, którzy - w taki czy inny sposób - na jakimś etapie swej kariery wykonywali ślepo polecenia międzynarodowego kapitału kosztem własnych państw, nie raczyła się przychylić do prośby polskiego MSZ, aby z opinią w sprawie zmian w polskiej Konstytucji odłożyć na później. Jest to, oczywiście, zwykłe chamstwo ze strony urzędasów Komisji: chamstwo i najzwyklejsze w świecie niezrozumienie zasad, na których opiera się demokracja. No, ale żadne niezrozumienie prawa nie zdziwi mnie ze strony ciała, w którym pani Hani Suchockiej zagwarantowano bezpieczne (bo nieweryfikowalne przez nikogo) słodkie pipierdywanie w stołek. A ponieważ strasznie nie lubię chamstwa, zarówno w stosunkach prywatnych, jak i urzędnoczo-międzynarodowych, to uważam, że członków Komisji Weneckiej należy naluczyć podstaw kindersztuby. A jest to rzecz tak łatwa, jak zabranie dziecku lizaka (łatwa jest lekcja - bo w to, czy zostanie przyswojona, trochę wątpię. Nie w tym wieku i nie z takimi zaległościami).
PiS w tym celu potrzebuje jedynie dwóch rzeczy:
1) dokonać dokładnej analizy "wyroków" Komisji Weneckiej,
2) na podstawie jednego, dowolnie wybranego, w miarę pasującego do naszej sytuacji "wyroku" w ciągu kilku dni napisać projekt zmiany Konstytucji i ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.
I wysłać te projekty - łącznie - Komisji Europejskiej - z uprzejmą prośbą o ocenę. List przewodni powinien być grzeczny aż do bólu ... i zjadliwy do granic możliwości. Coś w tym rodzaju, że po publikacji jednej z wersji opinii Komisji Weneckiej w Gazecie Wyborczej Prawo i Sprawiedliwość naszła refleksja, że jednak zmiany wysłane w grudniu do oceny nie są doskonałe. Chcąc więc wyjść Komisji naprzeciw, rząd opracował zmiany, które powinny Komisji przypaść do gustu, bo bazują na propozycjach zgłoszonych swego czasu właśnie przez Komisję.
W tej sytuacji Komisja Wenecka będzie mieć dwa wyjścia:
1) przełożyć w czasie rozpatrzenie projektu PiS (zgodnie z prośbą MSZ) albo
2) zajęcie stanowiska we wcześniej założonym terminie.
W pierwszym przypadku - wiadomo, PiS zyska na czasie. W drugim - Prawo i Sprawiedliwość podziękuje Komisji Weneckiej za trud włożony w opracowanie, przypominając jednocześnie, że opinia dotyczny nieaktualnego projektu - nie można więc się do niej odnieść. Trzeba też wówczas przypomnieć szanownej Komisji, że to rząd polski zwrócił się do Komisji z prośbą o ocenę i rząd polski ma prawo zmienić decyzję co do tego, jaki projekt ma być przedmiotem prac legislacyjnych.
Jednocześnie serdecznie przestrzegam PiS przed doradcami chcącymi, by rząd zlekceważył opinię Komisji Weneckiej. Przypominam, że nad głową Polski wisi gorźba procedury sprawdzającej demokrację w Polsce, a opinia KW jest jej integralną częścią. Natomiast korzystając z mojej rady (nit nie powiedział, że wyłacznie jeden raz ...) można pobić i Komisję, i całą Unię, jej własną bronią.



Komentarze
Pokaż komentarze (56)