Zacznę od końca, czyli od przeprosin za prezesa Andrzeja. Niby dlaczego akurat ja mam za niego przepraszać?... A prezydent Kwaśniewski jakim prawem przepraszał za Jedwabne w moim imieniu? A Komorowski (JEGO nie nazwę prezydentem, bo nim nie był - objął urząd bezprawnie), który kazał mnie i mojej rodzinie przyzwyczajać się do myśli, że jesteśmy narodem sprawców? ... No, to ja mogę przeprosić za pana Andrzeja (stosuję konwencję pana prezesa, który o Ministrze Sprawiedliwości raczył był charknąć "pan Zbyszek"), który - niewątpliwie - przejdzie do historii Polski jako Conan-Niszczyciel (Trybunału Konsytucyjnego). Zasługuje na ten przydomek w całej pełni, jako lider opozycyjnej partii politycznej oraz współtwórca (wraz z PO i PSL) NIEKONSTYTYCYJNEJ ustawy o Trybunale Konstytycyjnym. Już samo to u normalnego człowieka zmusiłoby go do podania się do dymisji - ale nie pan Andrzej. O nie! On postanowił już jawnie przejąć waaaadzę, w czym honor przeszkadza niezmiernie.
Jak się okazuje, dzisiejsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (cudnie musi być sędzią we własnej sprawie - idąc tym tropem, Kajetan P. powinien przewodniczyć rozprawie w sprawie zamordowanej przez siebie kobiety) zostało przez portal wpolityce.pl opublikowane już wczoraj, a to rzuca zupełnie nowe światło na sposób procedowania przez TK. Jeśli zaś prawdą jest to, co podaje portal - czyli, że treść orzeczenia już od dwóch tygodni krąży na linii TK-PO, to sprawa robi się już jawnie bezprawna.
Politycy PO zawrzeli tak zwanym "świętym oburzeniem" i postanowili zrobić doniesienie na wpolityce.pl (dowcipnisie), ja jednak mam dla nich pewną informację - dość smutną raczej: jeżeli pomiędzy TK a PO były wymieniane maile z treścią orzeczenia, to one są do odzyskania. O ile mi wiadomo, nawet wykasowanie takich treści z pamięci komputera nic nie da, bo to wszystko da się odzyskać. A jeżeli do wymiany takich maili używano komputerów służbowych (a jakich niby miano używać? ..), to przeszukania można dokonać właściwie w każdej chwili.
Należy bowiem zauważyć, że wyciek orzeczenia TK przed terminem, choć jest oczywiście czymś nagannym, jest naprawdę niczym w porównaniu z podejrzeniem, że - być może - orzeczenie było poprawiane przez osoby do tego nieuprawnione: a to już jest "lubczasopismo".
22 stycznia napisałam notkę pt. "Prezes Rzepliński się boi" http://polityka-od-kuchni.salon24.pl/692944,prezes-rzeplinski-sie-boi
Napisałam w niej, że wszystko wskazuje na to, że prezes Rzepliński, z jakiegoś powodu, czuje ogromny strach przed sprawdzeniem jego komputera: "Trybunał musi mieć dobre warunki do orzekania, sędziowie nie mogą się bać, że stanie im z tyłu policjant, że prokurator dorwie się do ich komputera, że będą przesłuchiwani.".
Dziś, jak się wydaje, strach prezesa może być jeszcze bardziej nasilony, a w dodatku - uzasadniony. Wówczas PiS zlekceważył moje dobre rady i bardzo źle na tym wyszedł: mam nadzieję, że tym razem sprawa zostanie potraktowana poważnie.
Bo ona JEST cholernie poważna!



Komentarze
Pokaż komentarze (62)