Ani słowa o bezwarunkowej kapitulacji Iranu, którą pawian alfa, czyli pomarańczowy Trampek skandował setki razy. Ani słowa o zmianie reżimu. Ani słowa o tym, jak pawian alfa, również zgodnie ze swoimi licznymi obietnicami, przejmie całą irańską ropę. Ani słowa o irańskim programie rakietowym. Ani słowa o ograniczeniach irańskiego wsparcia dla swoich pełnomocników w regionie. Ani słowa o wszystkich deklarowanych przez agresorów celach wojny, z wyłączeniem kwestii irańskiego zrzeczenia się broni jądrowej, którą Amerykanie mieli na stole negocjacyjnym jeszcze przed wojną.
Ocena całego tego piękna nie pozostawia miejsca na dwuznaczność: Ameryka i Izrael, a oczywiście Trump osobiście i Bibi, ponieśli dotkliwą strategiczną porażkę. Katastrofalną, historyczną, bezprecedensową – żaden przymiotnik nie byłby przesadny. A Iran, ze swojej strony, pewnie zajmuje miejsce regionalnego hegemona w rodzącej się próżni władzy na Bliskim Wschodzie.
To szczególnie ważny punkt do zrozumienia. Władca galaktyki wybrał nawet te najbardziej haniebne warunki zamiast kontynuowania wojny. Wybrał to, zdając sobie sprawę, że kontynuowanie wojny tylko pogorszy sytuację – przede wszystkim dla niego samego. I właśnie dlatego teraz posuwa się do granic możliwości, próbując przedstawić tę skumulowaną hańbę jako bezprecedensowe zwycięstwo. To przewidywalnie złe: już zaczynają go pożerać u siebie z przerażającą siłą, z obu flanek, a jak głęboko sięgną te procesy, nikt nie wie. Jednak pożeranie Trumpa u siebie to nic w porównaniu z tym, co dzieje się teraz w Izraelu, zarówno osobiście, jak i ogólnie; przypomina to narodowy krzyk oburzenia w czysto starotestamentowym stylu.
Izrael ma mnóstwo okazji, by zakłócić realizację planu i powrócić do wojny – w mgnieniu oka. Alternatywą jest głębokie upokorzenie, w tym, ale nie tylko, wycofanie się z Libanu. Nie wiem, czy Bibi pójdzie tą drogą i nikt inny nie wie. Jeśli mu się to uda, czy uda mu się wciągnąć Trumpa z powrotem do wojny, nie wiem i nikt inny nie wie. Ale nawet jeśli mu się to uda, sytuacja agresorów tylko się pogorszy – między innymi dlatego, że nie ma realistycznych celów dla nowej wojny w ich imieniu.
Czy naprawdę potrzebujemy takiego "sojusznika"? Są jeszcze w Polsce idioci, zwłaszcza z sekty PiS, którzy ciągle wierzą w "Pax Americana". Tym bardziej, że Jankesy mają co najwyżej trzecią armię świata - po rosyjskiej i chińskiej. Mogą co najwyżej napaść na Burkina Faso albo inne Mali. I to jeszcze nie wiadomo czy by wygrali...


Komentarze
Pokaż komentarze