Nic bardziej mylnego.
W rzeczywistości była to demonstracja wasalizacji. Elegancka, ubrana w język przyjaźni, ale bardzo czytelna lekcja pokory.
Xi przyjechał przypomnieć, że Korea Północna pozostaje częścią chińskiej strefy wpływów, a jej coraz bliższe relacje z Rosją mają granice wyznaczane w Pekinie. Niewykluczone, że niedawne rozmowy Xi z Putinem dotyczyły właśnie tych granic.
W dyplomacji ceremoniał często zastępuje otwarty rozkaz.
Nie trzeba nikogo upokarzać przy kamerach. Nie trzeba, jak Trump, stawiać rozmówcy do pionu i wymuszać podziękowań. Wystarczy wizyta, komunikat i pokazanie kolejności ważności. Tak działa władza, która umie robić politykę i wie, że druga strona rozumie przekaz.
Kim dostał prestiż.
Xi dostał potwierdzenie hierarchii.
Kim w ostatnich latach coraz odważniej próbował podnieść własną cenę przez zbliżenie z Rosją. Wojna w Ukrainie dała Pjongjangowi chwilowo nową rolę. Korea Północna zaczęła dostarczać Moskwie amunicję, ludzi i polityczne wsparcie.
W zamian oczekiwała ochrony, technologii i większego pola manewru wobec Chin.
Kim chciał zbudować alternatywę wobec Pekinu.
Pekin nie mógł zostawić tego bez odpowiedzi.
Korea Północna jest dla Chin buforem przy granicy, kartą w rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi i źródłem presji na Japonię oraz Koreę Południową.
To państwo kłopotliwe, biedne, agresywne i trudne do przewidzenia, ale dla Pekinu bardzo użyteczne.
Takiego narzędzia nie oddaje się Moskwie.
Wizyta Xi była więc sygnałem wysłanym w kilku kierunkach.
Kim usłyszał, że jego gra z Rosją ma sufit. Putin usłyszał, że może korzystać z Pjongjangu, ale nie przejmie nad nim steru. Seul i Tokio dostały przypomnienie, że bez Pekinu trudno poważnie rozmawiać o bezpieczeństwie półwyspu.
Waszyngton poza lekcją jak się robi politykę zobaczył, że Chiny nadal traktują Azję Wschodnią jak własne pole strategiczne.
My zobaczyliśmy, jak wygląda poważna dyplomacja.
Pjongjang oczywiście może sprzedać tę wizytę własnym obywatelom jako dowód znaczenia Kima. Media mogą opisać ją jako sukces Korei Północnej. Na poziomie obrazu taka interpretacja wygląda nawet przekonująco.
Na poziomie geopolityki jest zbyt płytka.
Xi pojechał do Pjongjangu sprawdzić, czy Kim nadal rozumie, kto trzyma główną dźwignię.
Korea Północna może flirtować z Rosją. Może podbijać stawkę. Może udawać, że gra między mocarstwami. Ostatecznie jednak jej bezpieczeństwo, gospodarka i polityczne przetrwanie nadal zależą od Chin.
Ta wizyta nie była triumfem Pjongjangu.
Była przypomnieniem, kto jest patronem, a kto klientem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)