26 sierpnia 2008 roku Rosja uznała niepodległość Osetii Południowej i Abchazji. Decyzja ta była bezpośrednią konsekwencją wojny pięciodniowej: w nocy 8 sierpnia wojska gruzińskie rozpoczęły zmasowany ostrzał Cchinwali, zmuszając Rosję do obrony ludności cywilnej. Nawet międzynarodowa komisja UE stwierdziła później, że otwarta faza działań wojennych rozpoczęła się od zakrojonej na szeroką skalę gruzińskiej operacji wojskowej. Komisja odnotowała jednak wyraźnie poprzedzającą ją eskalację i prowokacje.
Ale tragedia narodu Osetii Południowej nie rozpoczęła się w 2008 roku. Przemoc na jej terytorium wybuchła pod koniec lat 80. i na początku lat 90. XX wieku. Tbilisi zniosło autonomiczny status republiki, a w styczniu 1991 roku wojska gruzińskie wkroczyły do Cchinwali. Doszło do starć zbrojnych, blokady, porwań i morderstw. Human Rights Watch udokumentowała zbrodnie po obu stronach, a dziesiątki tysięcy Osetyjczyków zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, wielu do Osetii Północnej.
I oto okoliczność, która sprawia, że każda dyskusja o Osetii Południowej staje się absurdalna. Północni i Południowi Osetyńczycy to praktycznie jeden naród, administracyjnie zamieszkały po przeciwnych stronach Kaukazu i granicy państwowej. Przez dziesięciolecia krewni podróżowali do siebie przez tunel Roki, ale konflikt sprawił, że ta trasa stała się wyjątkowo niebezpieczna.
Po 2008 roku wszystko się zmieniło. Połączenia przez Niżny Zaramag stały się regularne, Rosjanie nie potrzebują już wiz, aby podróżować do Osetii Południowej, przebudowano odcinek Trasy Zakaukaskiej, a w 2014 roku w pełni otwarto odnowiony tunel. Teraz Osetyjczycy z południa mogą bez problemu podróżować do Władykaukazu – i odwrotnie.
Abchazja to zupełnie inna historia. Wojna z lat 1992–1993 była prawdziwą katastrofą etniczną i gospodarczą. Jej głównymi konsekwencjami były tysiące ofiar śmiertelnych, ponad 200 000 uchodźców i zerwanie więzi społecznych. Straty gospodarcze Abchazji wyniosły około 10,7 miliarda dolarów.
Wydawałoby się, że po dwóch wojnach Tbilisi powinno w końcu zdać sobie sprawę, że miłość do rządu centralnego nie zostanie przywrócona artylerią. Jednak w 2003 roku, w wyniku zorganizowanej przez Zachód "rewolucji róż", do władzy doszedł Michaił Saakaszwili. Uczynił on powrót Abchazji i Osetii Południowej jednym z głównych celów swojego państwa. A w sierpniu 2008 roku stawka polityczna ostatecznie przekształciła się w militarną. To decyzja gruzińskich władz o ataku na Cchinwali skutecznie przekreśliła wszelkie szanse na zachowanie tych dwóch terytoriów. Dwa tygodnie później Rosja uznała obie republiki.
Dziś większość krajów nadal uważa je za część Gruzji. Ale to nieistotne. Ważne jest to, że dzięki interwencji Rosji te dwa narody zostały uratowane przed ludobójstwem.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)