wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
31 obserwujących
46 notek
93k odsłony
1435 odsłon

Kościuszek na koniu skacze do Esterki. O mistyce antykwariatów.

Wykop Skomentuj123

Jak powszechnie wiadomo współczesnym cesarzem polskich bibliofili jest Waldemar Łysiak. Wyróżnia go wartość biblioteki i oczywiście niesamowita wiedza i swoboda w jej przekazywaniu czytelnikom. Kto zna Empireum, wie o czym piszę.

W okresie międzywojennym czołowym krajowym bibliofilem był Julian Tuwim. Jego pasji zawdzięczamy kilka unikalnych publikacji, jak "Czary i czarty polskie", "Polski słownik pijacki", "Cztery wieki fraszki polskiej", czy świetny zbiór "Polska nowela fantastyczna", częściowo zekranizowany w postaci kapitalnej serii "Opowieści niezwykłe", z genialnym "Ja gorę", czyli sfilmowaną nie - bajką Henryka Rzewuskiego.

Ulubionym miejscem "polowań" Tuwima była warszawska ulica Świętokrzyska, mająca  przed zniszczeniem inny od obecnego charakter, bo była węższa, krótsza ( tylko między Nowym Światem i Marszałkowską, dalej przechodziła w ulicę Bagno ) i wyróżniająca się zabudową w postaci eleganckich kamienic, w sporej części jeszcze z połowy XIXw. Świętokrzyska wielkie dni przeżywała zawsze w sierpniu, bo liczne tam księgarnie i antykwariaty były oblegane przez szkolną młodzież sprzedającą i kupującą podręczniki. Ostatnie takie wzmożenie miało miejsce w sierpniu 1939r. Potem przyszedł wrzesień i pierwsza część zagłady miasta, resztę dokończyło Powstanie i Biuro Odbudowy Stolicy. 

Najsłynniejsze antykwariaty prowadzili: Adler Meier Mordka, Dawid Baumkoler, Naftali Cytryn. Nad wszystkimi dominował położony u zbiegu z Mazowiecką antykwariat Abrahama Rosenweina. Chyba tam właśnie Tuwim natknął się na ozdabiającą wystawę piękną rycinę, przedstawiającą śmierć Księcia Józefa Poniatowskiego, zaopatrzoną w zachęcający ( acz wprawiający w osłupienie ) opis: "Kościuszek na koniu skacze do Esterki". Nie dziwi zatem, że w tych warunkach będący wielkim i wytrawnym znawcą Tuwim, spędzający w antykwariatach całe godziny, znajdował na stertach ksiąg, książek, map i rycin, prawdziwe cymesy, białe kruki i jednorożce, kupowane za bardzo umiarkowane kwoty, a niejednokrotnie warte fortunę.

Poeta wielokrotnie wspominał, że antykwariaty były centrum niezwykłych towarzyskich spotkań, bo bywała w nich cała Warszawa, od arystokratów, naukowców, wojskowych, artystów, lekarzy, prawników, literatów, studentów, po nikomu nieznanych ubogich pasjonatów z różnych sfer. Dyskutowano godzinami, a ludzi o zupełnie przeciwstawnych poglądach i pozycjach w społecznej hierarchii łączyła miłość do książek.

Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku antykwariaty prosperowały świetnie, odwiedzali je bardzo liczni klienci, kupując i sprzedając całe spektrum pozycji. Od unikatów  bibliofilskiej wartości, po współczesne popularne wydania klasyków i gwiazd literatury. Mimo trudnych przeważnie warunków lokalowych, publiczność budowała spore biblioteki i prywatne zbiory książek różnej wartości i objętości były czymś powszechnym, a już zwłaszcza w domach "inteligenckich'. Lat temu paręnaście, po śmierci wspaniałego gawędziarza i rysownika - Szymona Kobylińskiego, okazało się, że jego niewielkie, komunalne mieszkanie było do tego stopnia wypełnione książkami, że z trudem się można było po nim poruszać. Dla spadkobierców i władz miasta okazało się to wielkim problemem - co zrobić z biblioteką, na którą .... nie było chętnych. To coraz powszechniejszy problem. Wręcz dojmujący. Ludzie nie czytają i książek nie szanują. Nawet pomników polskiej kultury.

Atrofia domowych bibliotek jest przerażająca. Znam sporo zasobnych domów, w których nie ma nic do czytania. A ściany ozdobione są jedynie wielkim telewizorem i reprodukcjami różnej proweniencji malarstwa.

Anegdotycznie sytuację przedstawił pewien mój znajomy wybitny antykwariusz. Jeśli ktoś w Stanach odkryje w spuściźnie po przodkach pierwodruk np. Marka Twaina, to będzie mógł sobie za niego kupić dom i rower. Jeśli w Polsce odnajdzie pierwodruk Mickiewicza, to w zamian będzie sobie mógł nabyć rower. Ów znajomy wystawił ostatnio do sprzedaży ośmiotomowe wydanie dzieł wszystkich Wieszcza z 1858r. z kompletem rycin. Nie dość, że jest to jedyne ilustrowane wydanie dzieł Mickiewicza, to jeszcze w tomie III i IV zawiera polski pierwodruk Pana Tadeusza - okrojony przez cenzurę z przeszło tysiąca wierszy, ale jednak. Pierwsze paryskie wydanie epopei narodowej z 1834r., nie jest wcale rzadkie i w dobrym stanie osiąga ceny rzędu 12.000 - 14.000 tysięcy. Pan antykwariusz uznał zatem, że wystawiona przez niego edycja powinna się sprzedać za 6.000 zł. Próbował przez rok, ostatecznie znalazł kupca z 4.000. Podobnie z innymi dziełami. Trzeba naprawdę wielkiego rarytasu, absolutnie niepowtarzalnego, typu jedyny istniejący egzemplarz I wydania Trenów Kochanowskiego, który Waldemar Łysiak nabył podobno za 250.000 zł.

Swego czasu przyciśnięty do muru Paweł Piskorski tłumaczył źródła swojego wielkiego majątku nieprawdopodobnym szczęściem w grze w ruletkę i handlem zabytkowymi książkami, przy czym wymienił tu pełną edycję dzieł Ignacego Krasickiego z 1803r., twierdząc, że dostał za nią paręset tysięcy złotych. Bez zbędnej złośliwości zaświadczam, że da się ją skompletować za 4 - 5 tysięcy. Zresztą Piskorski to ciekawy wątek, bo wskazuje zamiłowanie polityków do starodruków i pięknych bibliotek, wyrażane ostatnio powszechnie poprzez występowanie na tle regałów z książkami, lub fototapet z pięknymi skórzanymi lub półskórkowymi oprawami. 

Niestety, znani mi antykwariusze nie potwierdzają powszechności tych zainteresowań. Przeciwnie, w tego typu placówkach spotkanie ludzi, których przed wojną widywał Tuwim graniczy z cudem. Nie umiem tego zjawiska wytłumaczyć, bo choć spora część handlu przeniosła się do internetu, to i tam popyt na pozycje bibliofilskie jest znikomy, a ceny niekiedy zabawne. Co dziwne - w dziale numizmatyka, czy malarstwo kupujących jest wielokrotnie więcej, a ceny bardzo solidne. W każdym razie za rzadką, ale dostępną monetę, można dostać sporo więcej niż za unikatową i ważną dla rodzimej kultury książkę. O obrazach czy plakatach, a nawet grafikach uznanych artystów, nawet nie wspomnę.

A przecież mistyki starej książki, nie da się z niczym porównać. Z żadnym innym przedmiotem, zwłaszcza gdy obok treści trafiają się dodatki, typu ekslibrisy, dedykacje, notatki, czy odręczne uzupełnienia. Antykwariaty pustoszeją, nie ma w nich z kim pogadać i tylko książek żal.

Wykop Skomentuj123
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura