wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
37 obserwujących
50 notek
106k odsłon
1989 odsłon

Pandemia, czyli requiem dla wolności.

Wykop Skomentuj146

Szeroko komentowany przypadek mieszkanki Torunia, umieszczonej na wiele miesięcy w areszcie tymczasowym za złamanie nakazu kwarantanny, wywołał powszechne wrażenie niesprawiedliwości ze względu na absurdalną surowość postępowania. Jeśli zestawić to z dzisiejszą sprawą, w której człowiek oskarżony o gwałt i morderstwo, bez mrugnięcia okiem godzący się na to, że w więzieniu przez 18 lat siedział za niego ktoś niewinny, odpowiadał z wolnej stopy i dopiero równolegle z ogłoszeniem wyroku sąd zastosował wobec niego środek zapobiegawczy, w postaci tymczasowego aresztowania, to powstaje wrażenie zupełnego rozchwiania wymiaru sprawiedliwości.

To złudzenie. Wbrew pozorom te dwie sytuacje są idealnie zgodne z logiką systemu i wskazują na tendencję znaną od wieków, właściwie od zarania systemów społecznych. 

Historia naucza, że nie ma gorszej zbrodni niż wystąpienie przeciwko podstawom systemu, a procesy Sokratesa,  czy Tomasza Morusa wskazują, że w  najgorszej sytuacji znajdowali się ci, których sprzeciw wobec układu, motywowany był wolnością sumienia. W takich wypadkach władza jest bezlitosna. Uderzenie w filar na którym opiera się legitymacja rządzących jest w oczach wymiaru sprawiedliwości znacznie poważniejszą zbrodnią, niż ta popełniona wobec jednostki. Dlatego błahy czyn uderzający w system zawsze będzie potraktowany znacznie surowiej, niż indywidualny występek, na szkodę jakiegoś anonimowego obywatela.

Warunek jest jeden. Czyn musi naruszać istotę fundamentu władzy. Wtedy wszyscy uczestnicy życia publicznego działają zadziwiająco zgodnie. Zwykle skonfliktowane ze sobą sądy i prokuratura, parlamentarzyści, rzecznicy, pozornie niezależni działacze społeczni - wszyscy w sprawie łamiącej kwarantannę zachowali się w ten sam sposób. Ukarać. Najsurowiej jak się da w dostępnych warunkach. Przez kilka miesięcy losem oskarżonej nie interesował się nikt znaczący, nie było protestów, apeli, podpisów, demonstracji i międzynarodowych interwencji.

Nie znam szczegółów sprawy na tyle , aby rozstrzygać, czy oskarżona stworzyła dla kogokolwiek realną groźbę, czy rzeczywiście jej motywy wynikały z katastrofalnych warunków kwarantanny. Wiem jedno. Ani w opisie wirusa i wywołanej przez niego choroby, ani w reakcjach na pojawienie się go w przestrzeni publicznej, nie ma żadnej konsekwencji. Brak logiki w działaniu władz ( i to wszędzie ) jest uderzający, poza jednym - radykalnymi formami rozprawy ze wszystkimi podważającymi oficjalny przekaz. 

Absurdalność sytuacji i sposób odwrócenia znanych nam pojęć, najlepiej widać w bankach. Obecnie mogą do nich wchodzić wyłącznie ludzie zamaskowani. Ci z odkrytą twarzą są wyrzucani. Im dłużej taka sytuacja trwa, im więcej komunikatów o wielkiej skali zakażeń, które w odróżnieniu od podobnych trwożliwych oświadczeń sprzed kilku miesięcy, nie wywołują konsekwencji w postaci zakazywania wszystkiego wszystkim, tym bardziej widać, że staliśmy się przedmiotem wielkiej społecznej gry.

Pani z Torunia nie zrozumiała jej reguł, dlatego siedziała w więzieniu i inaczej być nie mogło, bo jeśli wpływowe siły prowadzą swoje rozgrywki, to zadaniem maluczkich jest siedzenie cicho i posłuszne przyjmowanie nakazów, a nie wprowadzanie anarchii poprzez wychodzenie z domu do sklepu.

Nie będę udawał, że wiem kto  i po co to rozpoczął, ani jakie skutki chce osiągnąć. Nie mam już jednak wątpliwości, że władza gra z nami nieczysto i jej celem, niezależnie od tego jakimi flagami powiewa i pod jakim szyldem startuje - jest odebranie nam resztek swobód. Bo jak i inaczej wytłumaczyć ten wstrząsający toruński przypadek? Gdy popularny medialnie pomyleniec popełniwszy czyn kryminalny trafił za kratki, pół Polski i kawałek świata nie posiadały  się z oburzenia, o obywatelce łamiącej kwarantannę nikt słyszeć nie chciał, bo..... 

Właśnie. Bo chciała wyjść z domu i wyszła. Wbrew zakazowi polityków. I to ich wszystkich jednoczy. Od lewa do prawa. To oni swoim, jak to się kiedyś mówiło "powielaczowym" prawem, chcą nam regulować długość smyczy i żadne niezależne i niezawisłe sądy nam tu nie pomogą. Przeciwnie, ogłoszą wyrok, czy postanowienie w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, bo wszystkie trzy władze nie pozwolą, aby obywatel mógł wyjść z domu, kiedy mu tego zakazują.

Trzeba przyznać, że pretekst do zniszczenia swobody przemieszczania się został wybrany wyjątkowo trafnie i precyzyjnie. Przypomniała mi się kopuła w Seksmisji, poza którą jest promieniowanie i śmierć, ale to wadliwe porównanie. Tam opuszczający bezpieczne podziemie, narażał się sam. Pandemię skonstruowano w ten sposób, aby wychodzący z domu był zagrożeniem dla innych. Śmiertelnym zagrożeniem. A taki człowiek na żadne współczucie liczyć nie może. Przeciwnie - areszt chroni go przed linczem.

W budowaniu psychozy poszczególni gracze w przestrzeni publicznej, działali zastanawiająco jednolicie. Politycy, media, sądy i korporacje. Wszyscy organizujący nam życie, na co dzień skłóceni, nagle stanęli w jednym szeregu i zwartym frontem, z którego nikt poważny się nie wyłamuje, rozdeptują wszystkich, świadomie czy mimowolnie kwestionujących przekaz. Od Polski po Australię. Program jest na tyle skuteczny, że w pewnym momencie ludzie sami zaczynają się pilnować, a jeden słabszy psychicznie element, infekuje paniką każdą społeczność. 

Czy z tego wyjdziemy? Być może, ale z elektroniczną obrożą.

Wykop Skomentuj146
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości