wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
76 obserwujących
123 notki
300k odsłon
  4546   0

O Polsce co ( nie ) rządem stoi.

Wielu to przewidywało, i tym razem przepowiednie co trzeźwiejszych komentatorów się potwierdziły.  Zarządzanie kryzysem "pandemicznym" poniosło w Polsce klęskę , na którą zapracowała cała klasa polityczna, być może opozycja nawet bardziej niż rządzący. Jak nauczał Marek Aureliusz na fakty nie należy się gniewać, bo nie są tym zainteresowane. A fakty są jednoznaczne - pod wpływem wzbierającej fali buntu, rząd ustępuje, choć rokosz jest jeszcze we wstępnej fazie. 

Sprawa była łatwa do przewidzenia, bo już Machiavelli zauważył ułomność ludzkiej natury, powodującą większy ból po stracie ojcowizny niż ojca. W sytuacji gdy ludziom zaczyna grozić utrata majątku, żadne apele, prośby i groźby nic nie pomogą, zwłaszcza kiedy ich egzekwowanie byłoby społecznie nieakceptowalne. Ktoś komu grozi plajta staje się z konieczności kontestatorem polityki władzy, a jeśli na dodatek jest ona niekonsekwentna, rażąco niesamodzielna, a przy tym bezradna wobec silniejszych, za nic mających ograniczenia - jak notable, ulicznice od Lempart , czy wielkie koncerny, to frustracja dotkniętych ograniczeniami w końcu zamienia się w antyrządową energię.

Antyrządową, czy antypaństwową? To jest zasadnicze w tych warunkach pytanie. Czy wracamy do czasów anarchii, gdy co bardziej bezczelni sobiepanowie wyrokami sądów podbijali delię, a każdy kto mógł zebrać lada jaką "kupę zbrojną", mógł bezkarnie swawolić? Czy też może w końcu doczekaliśmy się słusznego aktu obywatelskiego nieposłuszeństwa, ratującego kraj przed ignorancją, bezradnością i bezczelnością polityków?

Od początku "pandemii" miałem na ten temat jasny pogląd. Może nie prezentowałem go tak odważnie jak @Zbyszek, który od początku przewidywał destrukcyjne skutki przyjętych metod postępowania, ale jednak - początkowo w komentarzach ( bloga prowadzę dopiero od 01.07.2020r. ) potem w notkach podkreślałem swoje przekonanie o błędnej strategii walki z wirusem, której skutki w dystansie okażą się zabójcze dla ładu republikańskiego. Tak się stało, a przy tym nie osiągnięto żadnego sukcesu w dziedzinie ochrony ludzkiego życia. Przeciwnie, liczba zgonów gwałtownie wzrosła, tyle że niecovidowych.

Oczywiście odwaga nawet popularnego blogera jak Piotr Wielgucki, jak kilku naszych salonowych kolegów, których tu nie wymienię, aby nikogo nie pominąć, w głoszeniu prawd oczywistych i w obronie podstawowych wolności, wbrew przerażonej masie, jest czym innym niż odwaga polityka, zobowiązanego podejmować decyzje dotyczące milionów. Co nie zmienia faktu, że brak takiej dzielności po stronie polityków stał się destrukcyjny dla państwa i demokracji. A odwagą nie wykazał się nikt, ani władza, ani opozycja. Zajmując się manewrami, grami wojennymi i ostrzeliwaniem przeciwnika, co było szczególnie widoczne i kompromitujące przy okazji wyborów prezydenckich, zapomniano o ludziach. Zapomniano o tym ile kosztowało nas wyjście z komunistycznej i postkomunistycznej biedy, jakie masy wegetowały "na zeszyt" całymi latami, ile milionów wyjechało, a ile zmarło przedwcześnie w wyniku biedy, załamań i cywilizacyjnej depresji, zafundowanej przez terapię szokową. 

Ostatnie 30 lat było ciągiem klęsk rządzących, a wielkim zwycięstwem Polaków jako Wspólnoty. Poprzedni rok prawie  to przekreślił. Nasza cywilizacja opiera się na byciu razem, społem, a nie  "dystansie społecznym". Byliśmy podzieleni politycznie, teraz stajemy się oddzieleni fizycznie, a wszystko pod szyldem "solidarności", której nikt w tym wszystkim co się od marca ubiegłego roku dzieje - nie znajduje ani grama. I mimo wszystko wygraliśmy sobie piękny kraj, w którym coraz lepiej się żyło i żyć się chciało.

I teraz stanęliśmy w obliczu przegranej, bo znów wpadają w biedę masy ludzi, a długi zaciągnięte na płacenie tym, którzy z konieczności nic nie robią uderzą w przyszłość następców. Tych dzieciaków, których już od dawna nie potrafimy uczyć, a teraz dobiliśmy cały system edukacji zdemolowaniem już dwóch lat szkolnych. Za to też przyjdzie zapłacić.

Po co zatem mamy państwo?  Na pewno nie po to aby jego bezduszna opresja niszczyła zasoby. Opór przeciwko takim uroszczeniom klasy politycznej, zblatowanej z oligarchią biznesową skupioną w międzynarodowe koncerny, jest niestety koniecznością - nie po to aby państwo niszczyć, tylko żeby je ratować.

Rząd się cofnął. To dobrze i zarazem bardzo źle. Wycofanie się z niedorzeczności należy oceniać pozytywnie. Ale wyjątkowo negatywnie trzeba spojrzeć na przyczyny tego odwrotu. To strach. Strach przed ludźmi zdesperowanymi i potraktowanymi niesprawiedliwie. A boi się władza, mająca świadomość tej niesprawiedliwości i wyczuwająca potencjał buntu. To nie powinno mieć miejsca.. Trudno - stało się. Klęskę będą teraz zasypywać piarowcy, a rząd nadal się będzie miotał.

A nam obywatelom pozostaje tylko smutna konstatacja, że nawet gdy władza zawodzi, to nie ma na kogo liczyć, bo opozycja jest jeszcze gorsza, a jeśli nie daj Boże stanie się władzą, to zrobi dokładnie to samo, tylko bardziej. Pocieszający jest tylko ten społeczny ład i odpowiedzialność jaką pokazali Polacy. Gdy trzeba było podporządkowali się zarządzeniom, dając klasie politycznej czas, szanse i zaufanie. Gdy ta w całości, a autorytety i eksperci w szczególności - zawiodła, Polacy zaczęli racjonalizować swoje postępowanie, tak aby bronić wolności i nie demolować państwa. Sami, bez żadnego politycznego wsparcia skądkolwiek.

To akurat dobry prognostyk. W sferze społecznej samoregulacji zadziałaliśmy niezawodnie i to pokazuje nasz potencjał.  Nie obudziliśmy żadnego upiora dawnego polskiego "nierządu".  Obudziliśmy ducha obywatelskiego, szkoda tylko, że w ten sposób i po przywiedzeniu ludzi do desperacji.

Lubię to! Skomentuj421 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka