wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
82 obserwujących
129 notek
316k odsłon
  1865   7

Trójpodział władzy. Szkodliwy dogmat

Skąd się wzięło uwielbienie dla Monteskiusza ( właściwie Karol Ludwik de Secondat, baron de La Brede i de Montesquieu ) i jego dzieła o "Duchu Praw " zaiste trudno dociec. Książka wydana anonimowo, w Genewie w 1748r. nie wyróżnia się bowiem niczym, spośród wielu dzieł libertyńskiej epoki. Długa, nudna, a przy tym o absurdalnym częstokroć poziomie argumentacji , opartym w dużej mierze na powziętych przez autora informacjach, zaświadczających istnienie kota w butach na wyspach bergamutach. Sam pisarz nie był przekonany o wartości dzieła, słusznie przewidując, że niewielu je przeczyta. Niestety równie proroczo orzekł, że na "Ducha Praw" powoływać się będą wszyscy. I rzeczywiście. Przydługa rozprawa o zwyczajach Franków Salickich i Rypuarskich w czasach Merowingów i Karolingów, ledwie w kilku z 31 ksiąg zawiera jakieś wartościowe obserwacje. Głównie zresztą praktyczne, przywołujące zapomniane dzisiaj zasady, że tam gdzie jest mroźnie, należy przygotowywać opał na zimę i ubierać się w futra, a tam gdzie jest gorąco należy dbać o zapasy wody. A jednak zrobiła zawrotną karierę.

Dla kilku słusznych uwag wiążących obyczaje i wynikające z nich prawa, z naturalnymi warunkami życia, czy też stwierdzenia związku między wysokością opodatkowania, a dynamiką życia gospodarczego, nie warto temu dziełu nadawać rozgłosu. Stało się inaczej, ponieważ autor sformułował kilka praktycznych wskazówek dotyczących zasad sprawowania władzy w państwie, słusznie mniemając, ze najlepszym i najbardziej efektywnym sposobem organizacji zarządzania krajem jest rozdzielenie władz, w zależności od kompetencji i przedmiotu działalności. Kto inny powinien prawa stanowić, kto inny je realizować, a kto inny karać za przekroczenie. Trudno się nie zgodzić. Jako zwolennik umiarkowanej monarchii wyróżnił zatem władzę ustawodawczą, wykonawczą i królewską, stanowczo podkreślając ( jako praktyk ) aby nie konstytuować żadnej odrębnej władzy sądowniczej, zwłaszcza gdyby ta miała składać się z dożywotnich sędziów, jak to miało miejsce we Francji.

Nic nadzwyczajnego, praktyczne wskazówki doświadczonego człowieka, arystokraty, członka regionalnego parlamentu ( czyli sądu ), który podzielił się swoimi doświadczeniami, bez jakiejś głębi myśli, a już zupełnie bez znajomości prawa porównawczego i jakichkolwiek teorii państwa i prawa. Pamiętajmy przy tym, że Monteskiusz był typowym przedstawicielem swojej epoki i sfery. Przez myśl mu nie przechodziły idee demokratyczne, z wybieralną władzą i suwerennością ludu. W jego systemie każda z wymienionych władz ma to samo umocowanie, czyli nie wiadomo jakie, ale z pewnością nie pochodzące od wyborców.

Z niejasnych przyczyn ten monteskiuszowski podział stał się absolutnym filarem wszystkich demokratycznych ładów prawnych. To o tyle zadziwiające, że autor demokratą nie był, tworzył w zupełnie niedemokratycznej epoce i nie przejawiał żadnej intencji, aby prawa podmiotowe w zakresie powoływania władzy, powierzać komukolwiek, poza wąskimi grupami różnej proweniencji oligarchów. Z naszego punktu widzenia to oczywisty nonsens, ale brniemy w niego automatycznie i bez żadnej refleksji, wpisując do konstytucji zasadę trójpodziału władzy i warunek wzajemnego równoważenia się każdego z trzech jej członów.

Może nielicznym przychodzi do głowy, że w warunkach demokracji przedstawicielskiej zasada trójpodziału władzy podważa suwerenność obywateli. Jeśli bowiem tylko władza ustawodawcza pochodzi z bezpośrednich wyborów, wykonawcza z mętnych pośrednich, a sądownicza w ogóle - to jak można mówić o równoważności mandatu? Tylko parlament ma tu bowiem legitymację pochodzącą wprost od obywateli i jako taki, wobec pozostałych elementów zarządzających państwem, musi mieć całkowitą autonomię. Żaden organ niewybieralny, nie może uznawać się za równorzędny organowi wybieralnemu. W przeciwnym razie negujemy istotę demokracji u jej podstaw. Co w sposób konieczny musi prowadzić do jej upadku. 

Procesy alienacji władzy i jej oligarchizacji odczuwamy na własnej skórze, nie tylko w skali kraju, ale też w skali UE. Prawo unijne nie pochodzi od organu przedstawicielskiego. Więcej, organy pozostające poza jakąkolwiek kontrolą społeczną, jak TSUE, roszczą sobie wprost kompetencje prawodawcze, wobec państw członkowskich i ich wewnętrznych regulacji.

Na poziomie krajowym mamy zupełne zwasalizowanie parlamentu, obezwładnionego w zakresie prawodawczym przez szerokie uprawnienia władzy wykonawczej w przedmiocie inicjatywy ustawodawczej. Miażdżąca większość przegłosowywanych ustaw to projekty rządowe, a nie poselskie. Nie jesteśmy nawet w stanie przeprowadzić zwykłego rozdzielenia personalnego, na poziomie elementarnym, czyli uniemożliwienia posłom przyjmowania funkcji rządowych, a członkom rządu zasiadania w parlamencie.

Wyodrębniliśmy władzę sądowniczą, nadając jej nimb niezawisłości i niezależności, wyjmując spod wszelkiej społecznej kontroli, co w efekcie ( zgodnie zresztą z przewidywaniami Monteskiusza ) doprowadziło do powstania niekompetentnej, nieobiektywnej, nieusuwalnej kasty sędziów, za nic mających państwo i prawa obywatelskie.

A przyczyną jest bezzasadne przyjęcie doktryny równowagi. Bezzasadne, bo w państwie demokratycznym władzą najważniejszą, której winny podlegać wszystkie inne, jest władza mająca mandat wolnych wyborców. A zatem parlament, składający się z ludzi delegowanych przez tych, którzy na nich głosowali.

Lubię to! Skomentuj188 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka