wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
114 obserwujących
169 notek
426k odsłon
  2202   12

Rada medyczna, czyli Tomasz Opiskin w Stiepanczikowie

Myśląc o Fiodorze Dostojewskim zawsze zazdroszczę Rosji, że wydała takiego genialnego pisarza, będącego fundamentem naszych zasobów kulturowych, uznanym powszechnie i równie powszechnie cenionym. Nic dziwnego, bo pisał w momencie szczególnym i bezbłędnie określał zagrożenia jakie niesie wielki cywilizacyjny przełom, którego był naocznym świadkiem. Właśnie ludzkość  dostawała do garści nieznane wcześniej narzędzia i choć Rosja była krajem wyraźnie zacofanym wobec awangardy tych przemian, to właśnie jej syn najlepiej zdiagnozował potencjał  skaz i nieszczęść niesionych przez nowoczesność.

Cztery wielkie powieści pisarza : "Zbrodnia i Kara", "Idiota", "Bracia Karamazow" i "Biesy", są znane powszechnie, reklamować ich nie trzeba, doczekały się licznych ekranizacji i niezliczonej liczby odniesień, recenzji i odwołań, nawet w popkulturze. Inaczej jest ze "Siołem Stiepanczikowem i jego mieszkańcami" , dziełem zapomnianym, choć to pierwszy przebłysk geniuszu Dostojewskiego. Pierwsze studium. Rzecz czyta się ciężko, wręcz z bólem, co jednak nie wynika z pisarskiej nieumiejętności. Przeciwnie, autor daje tu popis swojego talentu, co właśnie paradoksalnie powoduje ową mękę czytania. Bo wyobraźmy sobie sytuację, gdy popełniamy towarzyskie gafy, albo jeszcze gorszą, gdy w naszej obecności ktoś zachowuje się prowokująco, bezczelnie, poza wszelkim konwenansem i przyjętymi zwyczajami. I nic nie możemy zrobić. Jakaś siła powstrzymuje przed reakcją nie tylko nas, ale całe otoczenie. A impertynent, czy wręcz cham wciąż się nakręca naszą powolnością i biernością , wciąż eskalując opresję.  A przy tym nikt nie wie z czego wynika nasza słabość, a jego siła, bo nic nie wskazuje na racjonalne przesłanki takiej sytuacji.

I właśnie dlatego "Sioło Stiepanczikowo" jest studium tyranii. Nie takiej w ujęciu tradycyjnym, w której bezwzględny dyktator, za nic mający prawa ludzkie i boskie, rządzi przy pomocy swoich siepaczy, a opór jest sparaliżowany przez bezwzględną siłę. To klasyczne ujęcia, z Herodota i antycznych następców, z Szekspira czy Calderona. Nie. Tyran Dostojewskiego to żaden Kserkses, Neron, Makbet. Tyran Dostojewskiego to Tomasz Opiskin, były błazen pana domu. W celu zniewolenia i podporządkowania nie posługuje się żadną własną siłą, której nie ma. On wyłącznie gra słabością otoczenia. I to jest istota nieszczęścia. Przypomnijmy sobie owych mrocznych despotów ubiegłego wieku, Stalina, Hitlera, Mussoliniego, Mao, czy mniej znanych jak Hodża. To wszystko ludzi z jakichś nienazwanych miejsc, nie wiadomo jaką siłą wypchnięci na szczyt. Pozornie nie wiadomo, bo właśnie Dostojewski nam ten mechanizm pokazuje. Grzęźnięcia w niewoli, w systemie tyrana, opartym wyłącznie na naszej własnej słabości i zatraceniu instynktu wolności. W taką lukę może wejść byle błazen i zupełnie nad nami zapanować. 

"Sioło Stiepanczikowo" staje się w pewnym momencie książką paskudną. Podobnego schematu użył Sławomir Mrożek w swoim słynnym "Tangu", gdzie w postaci Edka znajdujemy wiele cech Opiskina i tę samą bierność otoczenia w poddawaniu się opresji. I podobnie jak Edek swoim krystalicznym chamstwem demoluje dom Stomila, tak Tomasz Opiskin wywraca do góry nogami zasady w jakich żyją pułkownik i jego domownicy. O ile Edek nie wiadomo skąd wziął się u swoich gospodarzy, o tyle umocowanie Opiskina mniej więcej znamy. To były błazen generała, ojca pułkownika, który w dziwaczny sposób omamił wdowę - matkę i pewny jej protekcji znęca się nad wszystkimi. Bynajmniej nie fizycznie - popełniając nietakt, za nietaktem, szyderstwo za szyderstwem i gafę za gafą, zadręcza mieszkańców, bo jak to u Dostojewskiego - tortura nie ma wymiaru fizycznego, jest wyłącznie udręką psychiczną. Pułkownik w pewnym momencie chce nawet oddać połowę majątku, aby się pozbyć intruza, ale to nie możliwe. I nikt nie wie dlaczego. Jakaś niewidzialna autodestrukcyjna siła trzyma wszystkich w szachu i dalej znoszą jego idiotyczne pomysły, jak choćby ten, żeby służba składająca się wyłącznie z ruskich chłopów, zwracała się do państwa po francusku.

Finał jest równie wstrząsający jak cały mechanizm opresji. Opiskin wciąż szantażuje wszystkich swoim odejściem, choć doskonale wie, że nie ma dokąd iść. W końcu jednak zostaje wyrzucony, bo wydaje się , że przebrał miarę. Niby wszyscy oddychają z ulgą. Przez chwilę. Niemal natychmiast ci , zarzucający pułkownikowi brak charakteru, zaczynają żałować wygnanego w czasie burzy tyrana i rozczulać się nad jego losem. Jego brak staje się dojmujący, domownicy nie są w stanie żyć bez ciągłego upokarzania, pułkownik wskakuje na nieosiodłanego konia, w strugach deszczu dogania wygnańca i ponownie wprowadza go do domu. Wszystko zaczyna się od nowa.

Mechanizm pozornie wydaje nam się absurdalny, jednak na tym polega geniusz Dostojewskiego, że zdiagnozował nas co do milimetra, bez żadnych odstępstw. Wszystkie nasze słabości są pożywką tyrana i wcale nie musi być nikim specjalnym, ani się nawet wysilać jak Tartuffe u Moliera. Wystarczy proste zdiagnozowanie strachu i kompleksu, połączone z chęcią odegrania się za prawdziwe, czy urojone krzywdy i nieszczęście gotowe.

Od publikacji "Sioła Stiepanczikowa" minęło 160 lat, a studium wciąż jest boleśnie aktualne. Stworzyliśmy systemy gwarancji prawnych mających zabezpieczać nasze wolności. Ale wystarczy cokolwiek, aby wszystko się zawaliło, a oparty na tych zasadach ład społeczny okazał się iluzją. Oto mamy parlamenty, rady ministrów, sądy i samorządy, mamy przekonanie o własnej podmiotowości i poczucie obywatelstwa, a pod byle pozorem i tak rządzi Tomasz Opiskin. Tym razem, przynajmniej u nas, kolektywny. Nie chcę tu dokładnie określać kto jest ową wdową po generale, a kto jej synem - pułkownikiem, ale twarze Opiskina są już jednoznaczne. Inaczej się tylko nazywają. Niedzielski, Gut, Horban, Simon i kilka innych. Ludzie, o których nikt wcześniej nie słyszał, a którzy dostali nad nami władzę bezwzględną i nieograniczoną. W żadnym trybie. Władzę czwartą , czy piątą, wszystko jedno, w każdym razie absolutną i nieodwoływalną. Rada medyczna rekomenduje, rada medyczna ostrzega, rada medyczna zaleca i wymaga, a na koniec żąda. Kim są, kto ich wybrał, z czego wynika umocowanie. Nie wiemy. W każdym razie wykonujemy, a kto ma wątpliwości, tego pozostali natychmiast przywołają do porządku i ustawią według dyrektyw rady medycznej. Czy to się kiedyś skończy? Nie. Jeśli Opiskin raz nad nami zapanował , to już się go nie pozbędziemy. To dokładnie opisał Dostojewski i nie wiem czy twórcy "pandemii" znali tę powieść, ale nawet jeśli nie to myśmy poznali opisane w niej mechanizmy na własnej skórze. Nawet bez czytania.

Lubię to! Skomentuj125 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości