wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
124 obserwujących
193 notki
487k odsłon
  1055   13

Władysław Sikorski "Nad Wisłą i Wkrą 1920", czyli cud odwagi

Są takie zapisy naszych dziejów, które nadając się na sztandary i będące świetnym materiałem na obowiązkową lekturę, pozostają na marginesie i z różnych powodów pomijane, egzystują na poboczu głównych traktów jakimi wiedzione są nasze historyczne dysputy i polityczne spory. I nawet jeśli wiążą się z postacią znaną powszechnie, to akurat ze sferą jej aktywności zabłąkaną w zakamarkach biografii, na tyle rzadko odwiedzanych przez publiczność, aby wielkie zasługi i wielkie przykłady, pozostawały znane tylko nielicznym.

Mamy świetny przykład takiej sytuacji w osobie Władysława Sikorskiego, człowieka znanego wszystkim, uhonorowanego grobem w wawelskiej krypcie, a jednak w tym fragmencie swojego życiorysu, który wyniósł go na szczyty w pracy i poświęceniu dla Polski - wciąż nieodkrytego. Bo poza całą swoją polityczną aktywnością, ocenianą różnie i bardzo rozbieżnie, nie może być wątpliwości, że Władysław Sikorski był wielkim żołnierzem, sprawdzonym w najbardziej krytycznym momencie naszych dziejów. A przy tym jego relacja o tych wydarzeniach to popis rzeczowości i wspaniałej polszczyzny, użytej dla opisu wkładu swojego i swoich żołnierzy w wydarzenie dla Polski kluczowe.

Wojna 1920r. i zwycięstwo nad Rosją, to fundament naszej współczesności, obronienie dziedzictwa i stworzenie perspektywy przyszłości w jednym. Wiemy, że najważniejszym momentem tych zmagań była Bitwa Warszawska, polska kontrofensywa znad Wieprza, czyli cały zestaw wydarzeń, znanych pod nazwą "Cudu nad Wisłą". Nie wdając się w rozważania, czy to co się wtedy wydarzyło można wtłaczać w pojęcie cudu, skoncentrujmy się na ich elemencie newralgicznym, choć w powszechnej świadomości mało znanym.

I tu trzeba oddać głos Władysławowi Sikorskiemu. W czasie Bitwy Warszawskiej był dowódcą 5 Armii osłaniającej Warszawę od północnego wschodu i północy. Z walk tych pozostawił wspaniałą relację "Nad Wisłą i Wkrą 1920", będącą zapisem nie tylko czynu zbrojnego, ale może przede wszystkim kwintesencją pojęcia odwagi i wiary we własne siły.

Jeśli zdamy sobie sprawę, że na tym odcinku frontu polsko - bolszewickiego przewaga agresora wynosiła 3:1, a przy tym pod dowództwem Sikorskiego pozostawały jednostki zmęczone i zdemoralizowane ciągłym odwrotem, lub składające się ze słabo przeszkolonych ochotników, mające przeciw sobie chyba najlepszy bolszewicki związek bojowy, czyli 3 korpus kawalerii Gaj - Chana zwany "Kawkorem", to zrozumiemy jakiemu zadaniu musieli podołać obrońcy.

Pamiętać przy tym musimy, że Tuchaczewski chciał powtórzyć manewr Paskiewicza z 1831r., sforsować Wisłę na północ od Warszawy, gdzieś w okolicach Płocka i zaatakować stolicę od zachodu, jak w czasie Powstania Listopadowego, z pamiętnymi relacjami o obronie Woli. I dlatego najsilniejsza, najbardziej zdyscyplinowana, bezwzględna i najskuteczniejsza jednostka sowiecka, stanęła przeciw polskiej 5 armii, docierając do Płocka i Włocławka.

Gdy los Polski wisiał na włosku i zależał od skuteczności kontrofensywy znad Wieprza, pierwsi do kontrataku przystąpili właśnie żołnierze Sikorskiego. Polskie dowództwo nie zdawało sobie sprawy, że ta najsłabsza armia, ma przeciwko sobie główne siły bolszewickie i planując działania ofensywne, nie przypuszczało, że będą one prowadzone przeciwko znacznie silniejszemu przeciwnikowi. To moment kluczowy i niezwykły. Wiara i odwaga dały efekty zadziwiające. Polski zagon kawaleryjski zajął przejściowo Ciechanów, o mało nie biorąc do niewoli całego sztabu sowieckiej 4 armii. Bolszewicy wprawdzie umknęli w ostatniej chwili, ale stracili jedyną radiostację. Od tego momentu całe rosyjskie północne skrzydło, pozostawało bez jakiejkolwiek łączności z centralą i gdy sowiecki front walił się już w gruzy, najlepsze jego jednostki zamiast zawrócić, aby ratować sytuację, zmierzały do Płocka, w taktyczną i strategiczną próżnię.

Zapis tych zmagań autorstwa Sikorskiego, to świetna literatura, a przy tym niezwykła nauka. Bo przecież w 1831r. wydarzenia przebiegały podobnie, z tym, że na czele polskiej armii stali ludzie wyzbyci wiary w zwycięstwo, z góry przekonani o nieuchronnej klęsce i choć geniusz Ignacego Prądzyńskiego wciąż produkował świetne koncepcje, bo przecież pamiętajmy, że plan polskiej kontrofensywy z 1920r. w dużej mierze opierał się na pomyśle Prądzyńskiego z 1831r., to nie było nikogo zdolnego do ich realizacji.

W 1920r. byli już inni Polacy. Do końca przekonani o własnej sile, nieustępliwi i odważni, dzielnie stojący przeciw potężnemu imperium, na dodatek wspieranemu przez Niemców. Bo i w 1831r. i w 1920r. sytuacja się powtórzyła. Pozornie neutralni Prusacy, faktycznie wspierali agresję. I pobity Gaj - Chan po masowych mordach na polskich jeńcach i ludności cywilnej, przebił się do Prus Wschodnich, gdzie został zaledwie symbolicznie internowany.

Dzieło Władysława Sikorskiego to lektura obowiązkowa dla każdego polityka. Po jego przeczytaniu nie ma bowiem miejsca na szukanie tanich usprawiedliwień i oddawanie się błogiej niemożności uzasadnianej działaniami "onych". Nie ma żadnych onych, bo jeśli ktoś nie mając prawie żadnych atutów, pokonuje "Kawkor", to znaczy, że znana maksyma o odważnych, do których należy świat - ma silny kontakt z rzeczywistością. I widać to po tych dwóch niemal bliźniaczych kampaniach, z 1831 i 1920r.

Wczorajsze obchody, okraszone smętnym zrzędzeniem spadkobierców i wychowanków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, uczą nas jednego. Na odwadze i stanowczości rządzący zyskują, bo Polacy w przytłaczającej większości chcą poważnego i sprawnego państwa. I ostatnie wydarzenia dają nam pojęcie jak powinni się zachowywać ludzie odpowiedzialni. I dobrze przygotowani dodajmy, tacy jak Władysław Sikorski, który w pierwszym rozdziale swojej świetnej książki, dał krótką ale jednoznaczną lekcję geografii. Z Azji do Europy prowadzą trzy szlaki. Wszystkie trzy wiodą przez Polskę. Nie jesteśmy zatem żadną brzydką panną bez posagu, tylko dzierżycielem klucza do skarbca. Pamiętajmy o tym i przypominajmy innym, co to na za wiele sobie pozwalają.

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura