wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
124 obserwujących
193 notki
487k odsłon
  1872   14

Drodzy państwo z telewizji, czyli świat w konwulsjach

Kto przeżywał okres fascynacji czechosłowacką komedią mieszczańską, zapewne nie przegapił tryptyku o praskiej rodzinie Homolków. Jego pierwsza część o wiele mówiącym tytule "Straszne skutki awarii telewizora" zaczyna się zapadającą w pamięć sceną. Oto cała Praga wybrała się na majówkę do obszernego lasu, zadeptując go w taki sposób, że pewna młoda para, chcąca dokonać konsumpcji swojego uczucia, nie może zaznać chwili spokoju, nawet w głębokich ostępach. Ciągle ktoś im przeszkadza i w końcu decydują się na działanie proste, ale nadzwyczajnie skuteczne. Oboje zaczynają krzyczeć wzywając pomocy. Las momentalnie pustoszeje, bo tłumy wycieczkowiczów rzucają się do panicznej ucieczki.

Wprawdzie obraz paniki jest sceną rzeczywiście śmieszną, jednak jak to bywa w tego typu przypadkach, ów komizm podszyty jest grubą warstwą goryczy. Widzimy ludzi prezentujących cały przekrój wiekowy, płciowy i społeczny, którzy poddani nagłemu impulsowi, bezmyślnie reagują, kierując się wyłącznie strachem, wywołanym najprostszą możliwą metodą. Ci sami ludzie wracają pędem do swoich domów, w których jak się dowiadujemy króluje telewizor. O ile nie jest zepsuty, bo właśnie niespodziewana awaria tego urządzenia pozwala nam na bliższe przyjrzenie się trzypokoleniowej rodzinie Homolków. A zatem komedia w najlepsze rozwija się w ponure wątki, pokazując nam współczesnych mieszczan pozbawionych głównego bodźca, co wywołuje zupełną histerię wszystkich, prowadzącą do gwałtownego tąpnięcia rodzinnych relacji. Tym razem rodzina praskiego taksówkarza jeszcze sobie poradzi z kryzysem, choć za wysoką cenę wygarnięcia wszystkich tłumionych "żałób". Ale mamy dopiero rok 1969 gdy telewizja jest jeszcze w powijakach, a generowane przez nią impulsy nie mogą się w żaden sposób równać z naszą współczesnością.

I tu trzeba się cofnąć do scen początkowych, gdy reżyser pokazuje nam zarządzanie strachem. Widzimy to uczucie jako podstawę działań mas ludzkich i krzyk młodej pary musi uruchomić reakcję stadną. Kilkoro uciekających porywa pozostałych i nikt tu nie myśli, nie zastanawia się. Wszyscy uciekają , w ogóle nie wiedząc przed czym, a korzyści odnosi młoda para, która wywołała cały efekt. Mają las dla siebie.

I mimo, że to tytularna komedia, to nie ma się z czego śmiać, bo zawarte w niej fundamentalne obserwacje, pokazują jak łatwo jest zlikwidować swobodę, o ile się ma odpowiednie środki. Odpowiednie wcale nie znaczy nadzwyczajne. W większości wypadków starczy zwykły wrzask, byle stosownie wzmocniony. 

"Swoboda" to ciekawe pojęcie, wcale nie tożsame z wolnością. I tę różnicę szczególnie teraz możemy zauważyć. O ile wolność to autonomia w podejmowaniu decyzji i ta przynajmniej formalnie jest wciąż w naszej ułomnej republice chroniona, o tyle swoboda oznacza kierowanie się własnymi bodźcami. A zatem wolność dotyczy samego "aktu woli", a swoboda jego przesłanek. Co nam po autonomii oświadczeń i czynów, jeśli ta wolność w ich podejmowaniu jest efektem "opracowania" nas cudzymi bodźcami? Ba! Najczęściej ci dumni "wolni" ludzie, których aktywności nic nie krępuje, wrzeszczą coś o swojej "wolności", w ogóle nie zdając sobie sprawy, że ich postawa jest w całości zaprogramowana przez bodźce, których działaniu w całości zostali poddani, według ułożonego programu, przekazanego prze "drogich państwa z telewizji", albo innych mediów. Ludzie wolni, ale bez swobód. 

Czeski film operuje najprostszym schematem, sprowadza rzecz do absolutnej podstawy. Jeśli jednak na ową scenę paniki, nałożyć wszystko co są w stanie wyprodukować mistrzowie współczesnych iluzji, profesjonalnie przygotowani i uformowani, a przy tym dysponujący ogromnymi środkami, to widzimy jak marne są szanse naszych swobód obywatelskich. Parze w lesie chodzi tylko o chwilę spokoju, a teraźniejszym tytanom o biliony, dające pełną kontrolę nad każdą gałęzią życia i już nikt w żadnym lesie się nie schowa. Skoro publiczność zerwie się do ucieczki przy byle wrzasku, to "ubodzona" dobrze dobranym zestawem impulsów, wykona każdy zaprogramowany manewr. Kilkoro krzyczących "pali się" pociągnie za sobą resztę, choć z tych pozostałych nikt nie będzie widział ognia , ani czuł dymu. Ważne aby krzyczący mieli jakąkolwiek wiarygodność, a ta nie jest trudna do zbudowania, bo przy pomocy stosownych bodźców, każdego autorytet można zbudować. Gwiazda, ekspert, wybitny naukowiec, profesor, noblista wpływowy podróżnik, esteta, znawca, uczciwy polityk, znakomitość, wspaniałość, jego ekscelencja aktor, polski Messi, albo kusząca modelka. Wszyscy mogą w dowolnym momencie krzyknąć "gore!" pociągnąć za sobą tłum, a kto nie wierzy - ten wariat. Po to są, opłacani milionami, aby dla tych owe miliony wydających, tworzyć przestrzeń. A jak ową przestrzeń zagospodarują władcy marionetek? Tak jak będą chcieli.

Aby wielcy mogli być wielkimi, mali muszą żyć w ciągłym strachu. No to żyją. Informacje jakimi się ich karmi w przytłaczającej większości dotyczą katastrof. Odpowiednio ustawiony obraz może wywołać dowolne wrażenie, a stosowny komentarz jeszcze je zwielokrotnić. Nikt cało nie ujdzie, jeśli "droga pani z telewizji" spotka się z " Co to za pan? Tak kulturalnie opowiada, jak się stara ładnie siedzieć i wysławiać, ach co za ton , co za ukłon, jaka wiara w każdym zdaniu. I jakie mądre przekonania!" 

Na każdym kroku informacje o zagładzie, tej indywidualnej niesionej przez czyhającą wszędzie zarazę i tej globalnej, bo przecież za chwilę ziemia pokryje się nieprzeniknionymi tumanami śmiercionośnego dwutlenku węgla. Zaszczep się, załóż maseczkę, nie wychodź z domu, przestań jeść mięso i zużywać prąd. Jeśli nie to zginiesz i wszyscy twoi bliscy. W tej sytuacji pozostaje flaszka i proszek, żeby "nie zwariować".

Co nam pozostaje? Czucie i wiara. Choć akurat i tu już się współczesność dobrała do zasobów. W formie czysto komediowej , bo przecież najzagorzalsi obrońcy "Dziadów" w  wersji współczesnej, autora dramatu utopiliby w łyżce wody za słowa: "Czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko".




Lubię to! Skomentuj95 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura