kelkeszos kelkeszos
2627
BLOG

Szach i mat! O sztuce manipulacji

kelkeszos kelkeszos Film Obserwuj temat Obserwuj notkę 113

"Jednocześnie rozlepiono na ulicach Marsylii olbrzymie afisze. W obwieszczeniach tych spekulant z zadziwiającą czelnością opisywał przymioty cudownego szachisty. Od tej chwili - głosił - otwiera się nowa era dla ludzkości: mechanika doprowadzona przez niego do szczytu doskonałości wkradnie się w prawa natury , zastąpi działanie sił żywotnych , wyrodzi byt organiczny. Będziemy mieli sztucznych ludzi wypełniających nasze prace, zadania  , obowiązki ; wiernych sług, którzy nakręceni wykonają z matematyczną ścisłością wszystkie nasze polecenia.

W tym duchu brzmiały obwieszczenia, a reklama , chociaż grubym tchnąca szarlatanizmem , wywarła niezmierne wrażenie. Publiczność z natury jest ciekawa i lubi nade wszystko każdą rzecz nadzwyczajną, przedstawiającą się w fantastycznych barwach. W dniu oznaczonym na pierwsze przedstawienie tłumy różnego wieku , stanu i płci mieszkańców cisnęły się do kasy, gdzie tłusty pomocnik mojego pryncypała sprzedawał po nader wysokich cenach bilety wejścia".

Gdyby autor powyższego fragmentu urodził się był Francuzem, Anglikiem, Amerykaninem, albo co najmniej Szkotem, Niemcem, czy choćby Rosjaninem, pewnie zrobiłby światową karierę, ponieważ jednak był Polakiem, to został zupełnie zapomniany, a poszukiwanie śladów jego twórczości to zadanie dla wyjątkowo cierpliwego tropiciela. Takim na szczęście okazał się Julian Tuwim, który w swoim świetnie skomponowanym zbiorze "Polska Nowela Fantastyczna" opublikował opowiadanie Ludwika Niemojewskiego ( 1823 - 1892 ) p.t. "Szach i mat!". Mimo podjętych wysiłków nie udało mi się ustalić, gdzie i kiedy zostało wydane po raz pierwszy, bo w ogóle zdobycie jakichkolwiek tekstów tego autora graniczy z cudem i gdyby nie pasja Juliana Tuwima, pewnie nigdy bym się nie dowiedział o jego istnieniu. Dzięki Poecie to znakomite opowiadanie znalazło się jednak w bardzo popularnym i poczytnym zbiorze, obok kilkunastu innych perełek polskiej literatury, a przy tym zostało zekranizowane w słynnym mini serialu p.t. "Opowieści niezwykłe".

Wprawdzie film nieco różni się treścią od oryginału, ale nie zmienia przekazu tekstu Ludwika Niemojewskiego, tak dobrego i ponadczasowego, że przy różnych dyskusjach o kanonie lektur, winien być brany pod uwagę. Rzecz bowiem o sztuce manipulacji, która mimo upływu czasu i zmiany dekoracji, wciąż jest żywa, i wciąż oparta na tych samych ludzkich ułomnościach. 

Film to popis gry aktorskiej, zwłaszcza dwóch ludzi - Andrzeja Łapickiego, wcielającego się w postać genialnego i nieszczęśliwego szachisty Bartolomea i Jana Kreczmara, Anglika - konstruktora i właściciela automatu do gry w szachy. Opowiadanie, o bardziej rozbudowanej strukturze, to z kolei popis literackiej polszczyzny i precyzyjnego ujęcia problemu. Nie wiemy dokładnie kiedy rozgrywa się akcja,  choć z grubsza da się to ustalić, bowiem autorowi/narratorowi w jego podróży do Włoch towarzyszy poeta Teofil L. ( czyli Lenartowicz ), o którym dowiadujemy się, że niedawno wydał swój piękny zbiór poezji "L." ( czyli "Lirenkę", opublikowaną w 1855r. ). Jesteśmy więc w Rzymie pewnie około roku 1860, a zatem w czasach przełomowych, gdy postęp techniczny na niespotykaną skalę puka już do drzwi Europy i problem relacji człowieka z maszyną i kwestia panowania nad materią, zaczyna wysuwać się na plan pierwszy, także w literaturze.

I oto w "Wiecznym Mieście" pojawia się anonimowy Anglik dysponujący pokaźnym majątkiem, któremu udaje się osaczyć najlepszego włoskiego szachistę - Bartolomea właśnie i podstępem skłonić go do bycia mózgiem maszyny, grającej w szachy. Oczywiście publiczność nie ma pojęcia, że za cały mechanizm i jego wydajność odpowiadają ludzie i chciwa nowości, przez dłuższy czas daje sobą manipulować. Bo decyduje obraz, a nie niewidoczne mechanizmy. Samo urządzenie, gdy zajrzymy za kulisy, wcale nie jest bardzo skomplikowane, to tylko fizyka, trochę klawiszy i kabelków, woskowa figura udająca człowieka i wielka szachownica, po której pozornie kukła, a w istocie Bartolomeo przesuwa figury, wywołując na publiczności i partnerze, wrażenie, że grają z robotem.

I choć technika stoi tu - jak na owe czasy - na najwyższym poziomie, to i tak nie jest w stanie zmienić istoty rzeczy. Za wszystkim cały czas stoi człowiek. Na poziomie wykonawczym - genialny szachista Bartolomeo, na poziomie zaprojektowania całego przedsięwzięcia, bezwzględny angielski finansista.

Początkowo całe przedstawienie odnosi ogromny sukces. Bartolomeo, niewidzialny dla publiczności i wykonujący swoje ruchy za pomocą robota, gra perfekcyjnie i nieomylnie. Anglik przyjmuje coraz większe stawki zakładów i nieodmiennie wygrywa, choć ranga i kompetencje przeciwników, gotowych rzucić wyzwanie maszynie - wciąż rosną.

Kryzys przychodzi dopiero w momencie, gdy obsługujący mechanizm, a jednocześnie będący bezpośrednim wykonawcą oszustwa Bartolomeo, ulega wrogowi niepokonanemu przez żadne ziemskie moce. Słabości ludzkiej natury. W pewnym momencie przychodzi kryzys, bo taka jest kolej rzeczy, na którą wpływu nie mamy. Mistrza szachów dopada najpierw załamanie psychiczne, a potem fizyczne, bo nikt nie jest odporny na ciągłe napięcie. I Bartolomeo zaczyna przegrywać, a wraz z nim cała niezawodna angielska maszyna, bo słabość człowieka, okazuje się i jej słabością. W konsekwencji obydwaj - i wielki organizator manipulacji, i wielki mistrz gry, będący jej bezpośrednim wykonawcą, ponoszą klęskę. Zrujnowany przegranymi zakładami Anglik gdzieś znika i nie znamy jego dalszych losów, natomiast Bartolomeo, już śmiertelnie wycieńczony odnajduje się w Rzymie. Tu spotyka go i próbuje ratować narrator. Bezskutecznie, a ostatnie słowa umierającego mistrza brzmią "szach i mat!". Zaiste bardzo pouczająca lektura, godna polecenia organizatorom wielkich medialnych spektakli. Nie przeczytają, a jak przeczytają to i tak nie zrozumieją. A publiczność? W tym problem....

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura