Jako człowiek zawsze wielką wagę przywiązujący do impresji ( czyli dosłownie "wyciśnięć" ) w badaniu zjawisk, staram się w swoich analizach znajdować szczegóły, wiele mówiące o omawianym układzie, a najczęściej nie pasujące do dominujących narracji. Zazwyczaj bowiem jest tak, że świat przedstawiany różni się zasadniczo od realnego przebiegu zdarzeń i każdy kto chociaż raz świadomie brał udział w postępowaniu sądowym - wie o co chodzi. Zakłamaną narrację najczęściej obala impresja właśnie, często będąca przeoczoną drobnostką, na tyle jednak sugestywną, aby u uważnego obserwatora wywołać stosowną reakcję i zmusić go do prowadzenia rozważań, ów szczegół mających za punkt wyjścia.
W większości polskich debat politycznych i historycznych nie umiemy używać mianowników, czyli nazywać zjawisk, natomiast z lubością posługujemy się wołaczami, okrzykując temat, zamiast go zgłębiać. To jeden z głównych objawów tych wszystkich naszych pęknięć i ułomności, nie pozwalających Polsce na równoprawną grę z innymi państwami, nie tylko zresztą mocarstwami, ale nawet krajami od nas całkowicie zależnymi.
Fronda Mateusza Morawieckiego jest przedsięwzięciem trudnym do zdiagnozowania, choć pewne związane z nią okoliczności wywołują impresje właśnie, na podstawie których można spróbować dotrzeć do istoty zjawiska. Oto dwa wielkie autorytety naszej sceny społecznej - Jan Maria Rokita i Bronisław Wildstein wspierając przedsięwzięcie byłego premiera, jednoznacznie określają głównego przeciwnika nowej formacji. Nie jest nim bynajmniej Donald Tusk tylko Grzegorz Braun. O ile bowiem wobec pierwszego formułują postulat odsunięcia od władzy, sprawowanej obecnie ze szkodą dla Polski, o tyle wobec "Korony" i jej lidera mają tylko jedno życzenie - aby zniknęli z życia politycznego.
W tym momencie zyskujemy jasność spojrzenia w ujęciu panoramicznym. Mniej więcej od czasów "pandemii" proces powstawania realnej, bardzo silnej i antysystemowej emocji społecznej zaczął bardzo mocno przybierać na sile. Sprzeciw wobec destrukcji naszego życia społecznego pod dyktando globalistów zaczął być zjawiskiem powszechnym i co gorsza dla dwubiegunowego układu władzy - wyrywał się z ram, określonych przez "popisowy" spór. Tę energię przy pomocy prostackich, ale skutecznych technik zdołał jeszcze w 2023r. wykorzystać Tusk. Teraz to nie możliwe. Jednak nadzieje Jarosława Kaczyńskiego na podobny manewr już od dawna rozmijają się z rzeczywistością społeczną i Naczelnik nie umiejąc się z tym pogodzić, próbuje grać w swoją starą grę z przestawianiem figurek. Tyle, że to już umiejętności przedawnione, nie mogące przynieść żadnego efektu. A to zwiększa frustrację i kieruje gniew ku tym, którzy ogromną falę sprzeciwu umieli odpowiednio wcześnie wyczuć, a powodujące ją zjawiska nazwać. Czyli użyć mianowników i to w warunkach, gdy posługiwanie się prawdą kosztowało naprawdę dużo. Dlatego w walce na wiarygodność partie starego układu nie mają najmniejszych szans z obiema Konfederacjami. Mówimy tu oczywiście o tym elektoracie, który nie nosi betonowych skarpetek w partyjnych barwach.
A zatem inicjatywa Morawieckiego jest nieudolną próbą wytworzenia takich podziałów wśród wyborców, aby wpływy obu Konfederacji zminimalizować, tak, aby po przyszłorocznych wyborach wiszący na cudzych "zniciach" system mógł wyłonić jakąkolwiek większość parlamentarną bez udziału Grzegorza Brauna. Kto naszym "suwerennym" politykom wydał takie polecenie, to dość oczywiste.
Co w tej sytuacji musi zrobić lider "Korony"? Użyć gaśnicy. Oczywiście w działaniach Morawieckiego jest więcej dymu niż ognia, ale i tak zgaszenie tego przedsięwzięcia właśnie teraz jest nakazem chwili, bo obecnie daje największe korzyści. Braun bowiem na skasowaniu "plusiarzy" w typie byłego premiera, niedoszłego premiera, czy byłego szefa radiokomitetu może tylko zyskać. Dlaczego? Realne społeczne emocje które niosą obie Konfederacje mają bardzo głęboki charakter i nie da się ich zlikwidować, ani nawet ograniczyć przy użyciu technik jakimi dotychczas posługiwał się mainstream. Tu już nic nie działa, o czym najlepiej mogliśmy się przekonać śledząc ostatnie wzmożenia na rzecz ochrony przybyszy ze wschodu. Im bardziej wzywano do miłości, tym bardziej jej nie było.
To oszołomienie przeciwnika Braun musi wykorzystać, co powoduje konieczność bardzo twardej gry, przynajmniej wobec Morawieckiego. To jego w tej chwili można i należy trwale z polskiej polityki wyeliminować. Jak? Tu mogę radzić jako potencjalny wyborca "Korony" w nadchodzących wyborach parlamentarnych i osoba głosująca na Grzegorza Brauna w ubiegłorocznej elekcji prezydenckiej. Otóż już teraz lider "Korony" powinien jednoznacznie zadeklarować, że nie poprze żadnego układu rządowego, w którego skład wszedłby Morawiecki ze swoimi ludźmi. To powinno "plusiarzom" odciąć tlen, a przy okazji nieco wzmocnić PiS - formację niezbędną do utworzenia przyszłej koalicji. Partii Kaczyńskiego o tyle bym się nie obawiał, że to obrotowi koniunkturaliści, od których w zamian za przywileje władzy można uzyskać korzystne dla Polski świadczenia.
Oczywiście konieczne jest też określenie warunków absolutnie minimalnych przyszłego układu rządzącego z udziałem "Korony". Tu uważam, że trzy postulaty są najważniejsze:
1. Konstytucyjne gwarancje dla gotówki i złotówki;
2. Zlikwidowanie administracyjnej funkcji banków i wprowadzenie realnej tajemnicy bankowej;
3. Poddanie działań administracji kontroli sądowej, tak aby traciły moc wszystkie decyzje administracyjne, jeśli w ciągu roku od ich zaskarżenia sąd nie wyda orzeczenia.
W tej chwili Grzegorz Braun ma wszystkie karty, aby grać bez strachu i z pewnością siebie. Akcja Morawieckiego pokazuje bowiem jak żałosny i jak bezradny jest główny nurt, w sytuacji pojawienia się ponad dotychczasowymi podziałami realnej i potężnej emocji społecznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)