Ludzie umarłej legendy, czyli śmierć elit zrodzonych przy „okrągłym stole”
Przyspieszenia społeczno - polityczne jakie miały miejsce w naszym kraju od rozmów „okrągłego stołu” wykreowały wielu herosów, półbogów – półludzi. Był czas, w którym stanowili przywódców narodu zrodzonego z uzyskanej niezawisłości. Stali się naszymi idolami, niektórzy z nich przypominali przysłowiowe kloce z ociosanego drewna – lecz wierzyliśmy w ich moc uzdrawiania i sprowadzania deszczu.
Protestowali wtedy przeciwko każdej niesprawiedliwości, przyłączali się do każdej słusznej sprawy na kuli ziemskiej. Karmili głodnych zupą. Przejmując władzę obiecywali nam rzeczy oczywiste, jak: rozliczenie totalitarnej przeszłości, reprywatyzacyjne zadośćuczynienie, powszechne uwłaszczenie, państwo prawa i sprawiedliwości, puszczenie aferzystów w samych skarpetkach, znalezienie stu winnych zbrodni stanu wojennego, surowe prawa dla przestępców, parę miesięcy wyrzeczeń i dobrobyt powszechny itd.
Początek ich działalności przypadał na rzeczywistość dwubiegunową, świat totalitarny i ich (nasz) lepszy świat. Po 30 latach wiele osób w Polsce zadaje sobie pytanie – czy można nadal, jak w przeszłości, przeciwstawić sobie te dwa światy, jak gdyby nie łączyło ich obu przypieczętowane w Magdalence, to samo trwanie? Dlaczego wciąż coś na nas ciąży?
A pomiędzy nieudacznictwem i szkodnictwem rządu Millera, Suchockiej, Cimoszewicza, Bieleckiego, Buzka, Pawlaka, Tuska i Kopacz nie widać różnicy? Skąd ta straszna bezradność większej części społeczeństwa, nie biorącej udziału w wyborach? Dlaczego jej świat polityczny zamknął się w sobie i tak ją przytłacza? Mieli być przecież u siebie we własnym domu, z mniejszymi problemami.
A przeszli drogę przez mękę. Widzieli na ulicach polskich miast bezdomnych i żebraków, osoby z powodu ubóstwa popełniające samobójstwa. Oglądali ubóstwo w Polsce które stało się faktem społecznym na tle różnorodnych festiwali politycznych. Biorąc pod uwagę powyższą sytuację należy podziwiać dobre samopoczucie klasy politycznej i środowisk opiniotwórczych odpowiedzialnych za te problemy.
Naród polski odzyskując niepodległość zawierzył fałszywym prorokom, którzy stworzyli na fundamentach już skompromitowanych współpracą z reżimem (społeczeństwo osłabione totalitaryzmem, początkowo tego nie dostrzegło), nowy status dominacji politycznej, obalający pozornie stary świat. Radykalny podział istniejący w systemie totalitarnym przeniósł się na rządzących (ONI) i rządzonych (MY). Klasa polityczna i naród były od siebie oddalone o lata świetlne.
To, co przysłowiowo zatruwa życie klasie politycznej (gry na górze), nie dotyka społeczeństwa. Tragiczne jest to, że w demokratycznym państwie problem identyfikacji i tożsamości politycznej nie dotyczy większości obywateli, którzy czują się jej przedmiotem. Identyfikacja tego typu kojarzy się z korzyściami ludzi władzy. Miejmy nadzieję, że karą dla wielu z nich stanie się za ich życia śmierć ich legendy.
W tych trudnych czasach niewielu się sprawdziło, niewielu zachowało swoją godność jak: Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński et consortes. Z tych, co przetrwali w godności na straży ołtarza narodowego uczyniono oszołomów i oblano ich medialnym błotem.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)