Sytuacje, kiedy w trakcie rozwodu jeden z rodziców utrudnia bezzasadnie drugiemu kontakty z dziećmi, liczy się co najmniej w grube tysiące. Dzieje się to z przyzwoleniem polskich sądów. Również jeśli zostały ustalone kontakty z dziećmi (aby zapewnić je też drugiemu rodzicowi), gdy ten tzw. "pierwszoplanowy" (u którego dzieci mieszkają) nie realizuje postanowień, sędziowie bardzo często pozostają bierni na zasadzie: "Jakoś samo rozwiąże się..." Władzę i rację w sądzie ma prawie zawsze rodzic, u którego mieszka dziecko - nawet jeśli małoletni doświadcza tam krzywdy. Zazwyczaj jest to jednak krzywda psychiczna - a nie jak w przypadku Emilki w Siedlcach. W perspektywie przemocy psychicznej niewielu sędziów potrafi zaangażować się w sprawę, skoro nie ma siniaków. Tym razem "przestrzelono". Z wycieńczenia zmarło dziecko, które decyzją sądu miało mieszkać przy matce; sygnały o ryzyku zaniedbań składane do miejscowej pomocy społecznej przez ojca nie spowodowały działań instytucjonalnych. Przecież z decyzjami sądów w Polsce nie dyskutuje się... Zresztą urzędnicy lokalnych ośrodków pomocy społecznej, którzy nierzadko znają prawdziwy obraz tragedii dzieci, pozostają bezradni, ponieważ ich sygnały są nierzadko bagatelziowane. Sądy mają czas rozłożony na wiele miesięcy (a nawet lat), aby rozpatrzyć jedną sprawę rodzinną.
W ubiegłym roku poprzedni rząd chwalił się wprowadzeniem obowiązku opracowywania przez podmioty edukacji, ochrony zdrowia, opieki i wychowania, itd. "standardów ochrony małoletnich przed krzywdzeniem". Obecna ekipa, której politycy również poparli uregulowania wprowadzone tamtą ustawą, dalej sprzyja mnożeniu takich papierów, z których niewiele wynika. Chociaż większość nauczycieli, pracowników pomocy społecznej czy wychowawców widzi absurd, robią, co im każą, bo muszą.
Według obecnych przepisów, nawet góralka przyjmująca w pensjonacie kolonistów albo wycieczkę szkolną musi opracować "standardy ochrony małoletnich". Jakby te dzieci na wypoczynek nie przyjechały z wychowawcami lub nauczycielami...
3-latka z Siedlec nie żyje. Jej ojca pozbawiono możliwości uratowania córki. Mnóstwo dzieci w Polsce cierpi psychicznie wskutek nieuzasadnionego odizolowania od drugiego rodzica, chociażby ten rodzic bardzo chciał spędzać wspólnie czas. W końcu jakoś przyzwyczajają się, lecz konsekwencje odległe pozostają. Dzięki temu nie tylko "pomocowy" system publiczny, ale również prywatny będzie syty w następnych kilkudziesięciu latach.
Rafał Osiński
Więcej materiałów na temat działania sądów rodzinnych w podcaście na You Tube: https://www.youtube.com/watch?v=yIUPRgdSNq8&t=141s



Komentarze
Pokaż komentarze (2)