Do narratora (alter ego Kiplinga) przyjeżdża kolega Penfentenyou z Dominium (Kanady)– polityk z wielkimi ambicjami. Przywozi ze sobą Agenta-Generalnego i pewnego pana Lingnama – entuzjastę, który potrafi perorować o Imperium, rzec można nawet z liny cyrkowej i nie przestaje mówić nawet wtedy, gdy już wszyscy wokół błagają o litość. Lingnam ma wizję: młodsze narody mają wziąć na siebie ciężar obrony Imperium, stworzyć Pan-Imperialną Radę przyszłości, wszystko będzie pięknie, o ile tylko on będzie mógł wygłaszać monologi.
Lingnam od razu po przyjeździe zaczyna długą, elokwentną przemowę o tym, jak niemoralne i strategicznie błędne jest, że 44 miliony Brytyjczyków dźwigają cały ciężar obrony Imperium. Dominia powinny ponosić wspólną odpowiedzialność w przyszłej „Pan-Imperialnej Radzie”.
Po kolacji, do późnej nocy Lingnam wciąż mówi o sprawach imperialnych.
Narrator budzi się w dobrym nastroju i w piżamie odwiedza Lingnama, który znowu mówi o Pan-Imperium przez pół godziny przed kąpielą. Zdesperowany, proponuje, by Lingnam zobaczył okolicę. Wyruszają. Lingnam prowadzi i przez cały czas kontynuuje orację zza kierownicy. Atmosfera jest już napięta; towarzysze są znudzeni i zirytowani.
Dzień jest upalny, wjeżdżają do wsi pełnej ludzi i festynów.
Na moście kolejowym z uliczki wyjeżdża chłopiec na rowerze z czterema pudłami pełnymi pszczół. Lingnam gwałtownie skręca; samochód uderza w porzucony rower. Trzy pudła roztrzaskują się, czwarte ląduje Lingnamowi na kolana. Rozlega się syczenie.
Cztery pełne roje wylatują z pudeł. Penfentenyou dzwoni do drzwi domu, gdzie znajduje schronienie. Narrator, chroniony kocami, obserwuje z dystansu bezcelowy, ponury chaos, jaki tworzą pszczoły.
Pszczoły roznoszą się po całej wsi, tworzą migoczące chmury, grona na parapetach i rynnach. Powodują panikę wśród dzieci, kotów i mieszkańców, którzy chronią się, zamykając okna i drzwi.
Lingnam, myśląc, że pod mostem jest rzeka, rzuca pudło wprost na peron stacji.
Pszczoły atakują oczekujących na pociąg. Ludzie uciekają do poczekalni i kas, zamykając się hermetycznie.

Gwiżdże nadjeżdżający pociąg; maszynista dostaje rozkaz odjechać i wysadzić pasażerów dalej. Lingnam, poszatkowany użądleniami, ucieka i chowa się w stawie – mokry, opuchnięty i... całkowicie pozbawiony ochoty na dalsze dyskusje o współodpowiedzialności Dominiów.

Dzieje się to, co w literaturze zdarza się rzadko: absolutny chaos.
Pozostają puste karuzele, opuszczone strzelnice, porzucone przez orkiestrę instrumenty, zatrzymany organ parowy...
W końcu nadchodzi angielska burza z piorunami – jedyna rzecz, przed którą pszczoły się cofają. Deszcz gasi roje.
Po burzy Lingnam zostaje obarczony całą winą. Musi zapłacić za zniszczony rower (który przy okazji jeszcze raz demoluje pod kołami samochodu w swojej pszczelej furii). Wszystkie chęci do dalszych negocjacji, planów imperialnych i monologów opuszczają go. Staje się niemal ludzki i „prawie sympatyczny” w swojej rozpaczy. Narrator i pozostali wychodzą z opresji, a gadatliwy teoretyk został wciągnięty w wir rzeczywistości.
Opowiadanie jest satyrą na nadmiernie teoretycznych biurokratów, a jednocześnie klasyczną kiplingowską farsą, w której abstrakcyjne idee zderzają się z żywiołowym, fizycznym chaosem (tu – pszczołami, które Kipling znał jako pszczelarz).
To nie jest kiplingowska opowieść o wielkości Imperium. To opowieść o tym, jak pompatyczny ideolog zostaje upokorzony przez naturę w najgłupszy możliwy sposób. Pszczoły nie interesują się ani „White Man’s Burden”, ani „Pan-Imperialną Radą" ani tym, czy ktoś jest z Dominium, czy z Metropolii. Po prostu żądlą. I to jest piękne. Kipling mistrzowsko buduje komizm sytuacyjny, śmiech staje się tu niemal duchowym doświadczeniem.
Badacze Kiplinga zgodnie uważają „The Vortex” za wybitny przykład jego późniejszej farsy – technicznie dopracowany, pełen energii, satyryczny i czysto komediowy. Doceniają kunszt konstrukcji i bogactwo szczegółów Jednocześnie otwarcie przyznają, że humor jest czasem okrutny i nie dla każdego – stąd skrajnie różne reakcje czytelników.
Wśród krytyków pojawiają się też i takie odczytania: opowiadanie napisane w sierpniu 1914 r. (tuż przed wybuchem I Wojny Światowej) bywa interpretowane jako aluzja do „wiru” militaryzmu i nadchodzącej katastrofy, a nie tylko czysta farsa o pszczołach.
Opracował K. Rafalski
PS
Nie mamy polskiego tłumaczenia opowiadania, stąd niektóre sformułowania w streszczeniu powstały z pomocą AI
Ilustracje pochodzą z Scribner's Magazine (PDF do pobrania)



Komentarze
Pokaż komentarze