166 obserwujących
2113 notek
4993k odsłony
12010 odsłon

Pękną, czy nie pękną? Rzecz o bojowości Naczelnej Rady Adwokackiej

Posłowie PiS: Jacek Ozdoba, Jan Kanthak i Sebastian Kaleta w czwartek (12 grudnia) złożyli projekt nowelizacji ustawy o Ustroju Sądów Powszechnych. Fot. Sławomir Kamiński
Posłowie PiS: Jacek Ozdoba, Jan Kanthak i Sebastian Kaleta w czwartek (12 grudnia) złożyli projekt nowelizacji ustawy o Ustroju Sądów Powszechnych. Fot. Sławomir Kamiński
Wykop Skomentuj97

Portal internetowy Salon24 news – vide: https://www.salon24.pl/newsroom/1005999,kaczynski-sadownictwo-w-polsce-to-anarchia-projekt-pis-ma-to-ukrocic informuje:

Kaczyński: Sądownictwo w Polsce to anarchia, projekt PiS ma to ukrócić. - Mam nadzieję, że tym projektem powstrzymamy wysadzenie w powietrze wymiaru sprawiedliwości - powiedział Jarosław Kaczyński o projekcie nowelizacji przepisów o ustroju sądów, którego celem ma być dyscyplinowanie sędziów (…) Przeciwko temu projektowi protestuje opozycja i środowiska sędziowskie. Działacze opozycji demokratycznej w PRL wystosowali oświadczenie, w którym skrytykowali działania PiS. "Przywódcom partii rządzącej marzy się system PRL-owski, kiedy jedynie słuszna partia mogła sterować wszystkimi dziedzinami życia" – napisali (…) Naczelna Rada Adwokacka wezwała do wsparcia petycji, w której postuluje natychmiastowe wycofanie projektu zmian ustawy o sądach powszechnych i Sądzie Najwyższym oraz zaniechanie wszelkich prac legislacyjnych godzących w fundamenty ustrojowe Polski…

Mój komentarz:

Stanowisko Naczelnej Rady Adwokackiej w rzeczonej sprawie, z którym w pełni się zgadzam, skłoniło mnie wszakże do opowiedzenia członkom Szanownej Rady pewnego autentycznego zdarzenia, jakie miało miejsce w Krakowie z początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Jak nam w latach 50. ubiegłego wieku bezpieka wykończyła Ojca, Mama chcąc wychować dwóch dorastających synów sprzedawała kolejno biżuterię, srebrne zastawy, obrazy, dywany… a gdy i to się skończyło, nie była w stanie utrzymać naszego wielkiego mieszkania pod Wawelem i dała ogłoszenie do gazety o zamianę na mniejsze. Na nowym mieszkaniu okazało się, że za ścianą mieszka ubek. Na domiar złego, ten ponury człowiek miał na parterze kolesia, a jakże by inaczej również pracownika Urzędu Bezpieczeństwa. Dopóki mama żyła dawali mi spokój, ale jak zmarła, z początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku ów ubecki duet zaczął się domagać bym się wyprowadził, bo, cytuję: „Oni w swoim bloku inteligenta nie potrzebują”. Na pomoc reszty sąsiadów nie miałem, co liczyć, gdyż byli tak zastraszeni, że się przemykali jak duchy po klatce schodowej, a większość mi doradzała, żebym z ubecją nie walczył, gdyż z nimi nie wygram. Rad tych nie posłuchałem, bo by się w grobie przewrócił mój kochany Tata, zasłużony Akowiec i odważny człowiek - vide: https://katalog.bip.ipn.gov.pl/informacje/143605 

Chcąc mnie wykurzyć z mieszkania, ubecy wybrali znaną w tamtych czasach ubecką metodę robienia z ludzi nauki chuliganów. A jak? Przy pomocy kolegium orzekającego. Ich plan był prosty. Zawsze, gdy miałem gości, po dwudziestej drugiej ubek zza ściany dzwonił po milicję, a przybyły patrol legitymował nas i nie stwierdziwszy niczego zdrożnego jechał dalej. Jednak po dwóch tygodniach dostawałem wezwanie na rozprawę w Kolegium Do Spraw Wykroczeń, w oparciu o treść łgarskiej notatki służbowej tychże milicjantów, którzy u mnie byli dwa tygodnie wcześniej. Kolegium składało się zwykle z trojga aktywistów, najczęściej ormowców. Wszyscy w przedziale wiekowym typu leśny dziadek. Świadków obrony nie przesłuchiwano i po krótkiej naradzie składu orzekającego, dostawałem czapę, czyli karę zasadniczą w najwyższym wymiarze. Była to grzywna pieniężna trzech tysięcy złotych, co przy mojej pensji asystenta Akademii Górniczo – Hutniczej sięgającej w porywach do dziewięciu stówek, stanowiło sumę nie do przeskoczenia. Zasądzanych mi grzywien zatem nie płaciłem, próbując się odwołać do wyższej instancji. I choć Wam pewnie będzie trudno w to uwierzyć, po kilku latach nalotów na moje mieszkanie, wydano takich wyroków siedemdziesiąt sześć, co jak niektórzy twierdzą daje wynik lepszy od Jacka Kuronia. Do dzisiaj mam w domu pożółkłą książeczkę zrobioną z oprawionych wezwań na kolegium.

Jednakże, gdy ilość orzeczeń kolegium zaczęła mi zagrażać wyrzuceniem z pracy stawiając mnie w jednym rzędzie z recydywistami, postanowili mi pomóc lokalni prawnicy, których w ówczesnym Krakowie znałem prawie wszystkich. Sprawę wziął w swoje ręce prawdziwy tuz tamtych czasów Stanisław Warcholik, ówczesny dziekan Izby Adwokackiej. Po serii narad postanowiono wykonać w Kolegium Orzekającym coś w rodzaju wejścia smoka, w oparciu, o jak się zdawało, niepodważalne zeznania świadków obrony wyselekcjonowanych starannie z grona najbardziej szanowanych krakowskich prawników. Na nadchodzącej rozprawie miałem mieć tedy za świadków, oprócz dziekana krakowskiej Izby Adwokackiej, tak potężnych oligarchów ówczesnej palestry jak super mecenas od spraw karno kryminalnych, śp. profesor Karol Buczyński i znany cywilista, śp. profesor Franciszek Studnicki. I jeszcze na dobitkę wzięto ówczesnego szefa Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych profesora Marka Waldenberga. Wszyscy, a jakże by inaczej, z Jagiellońskiej Wszechnicy. Więc musicie Państwo przyznać, że jak na sprawę w kolegium mocne uderzenie.

Wykop Skomentuj97
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo