168 obserwujących
2149 notek
5073k odsłony
933 odsłony

Marszałek profesor Terlecki, jak zawsze opanowany, roztropny, zwarty i gotowy!

Zawsze opanowany, roztropny, zwarty i gotowy! Raz, wda, trzy, lewa! Wojsko śpiewa! A gdy nam wojnę, wypowie Ghana...
Zawsze opanowany, roztropny, zwarty i gotowy! Raz, wda, trzy, lewa! Wojsko śpiewa! A gdy nam wojnę, wypowie Ghana...
Wykop Skomentuj37

Portal internetowy TVN24 – vide: https://tvn24.pl/polska/bialorus-wybory-prezydenckie-2020-ryszard-terlecki-o-reakcji-polskich-wladz-czy-pani-mysli-ze-najedziemy-bialorus-albo-wyslemy-tam-czolgi-4661422  informuje:

"Niewiele możemy zrobić dla Białorusi poza oświadczeniem prezydenta i apelami o nieużywanie przemocy. W tej chwili w Mińsku jest spokojnie, nie ma żadnych demonstracji, zobaczymy, co będzie pod koniec dnia - powiedział szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Zapytany przez reporterkę TVN24, czy będzie bardziej zdecydowana reakcja polskich władz, odpowiedział: - Ale co pani myśli, że najedziemy Białoruś albo wyślemy tam czołgi?...

Mój Komentarz:

Bodaj po raz pierwszy muszę się z marszałkiem profesorem Terleckim w całej rozciągłości zgodzić.

Dlaczego?

Wystarczy rzucić okiem na zdjęcie tytułowe, które pozwoliłem sobie opatrzyć tytułem:

                                           "Zawsze opanowany, roztropny, zwarty i gotowy"

Żeby wszystko było jasne, - ręczę moją siwą głową, że ta fotka nie jest fotomontażem.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)

Post Scriptum

Nie wiem, jakiego stopnia wojskowego dochrapał się marszałek profesor Terlecki. Zaryzykuję jednak w ciemno tezę, że jego kariera wojskowa mogła być podobna do mojej. A dlaczego tak myślę wyjaśni Państwu następująca opowieść.

W roku 1962 ubiegłego wieku, w ramach studenckiego szkolenia wojskowego wcielono mnie do artylerii przeciwpancernej, gdzie ledwie mówiący po polsku politrucy uczyli nas miłości do Związku Radzieckiego, zaś pułkownik Winek szkolił nas w strzelaniu z armaty, przepraszam haubicy 76 mm. Do dziś śni mi się po nocach obliczanie poprawki na wiatr oraz wzór na widły boczne, od czego zależało trafienie w cel. 

Przez cztery lata, w każdą środę, o godzinie szóstej rano budziłem sąsiadów waleniem w schody podbitymi ćwiekami wojskowymi buciorami, a na ulicy wprowadzałem w zdumienie przechodniów na widok długowłosego młodzieńca odzianego w wojskowy mundur, a dokładniej mówiąc, wpadającą na oczy furażerkę i wlokący się po ziemi o kilka numerów za duży szynel z rękawami do połowy łydek, gdyż mundury wydawano nam bez przymiarki. 

Pan pułkownik Winek uczył nas mozolnie kunsztu artyleryjskiego przez osiem semestrów, a ja co semestr, celem zdobycia zaliczenia pisałem odręczne oświadczenie: "Ja, niżej podpisany kanonier Krzysztof Pasierbiewicz zobowiązuję się, że w przyszłym semestrze będę uczęszczał na wszystkie zajęcia i nadrobię wszystkie zaległości".

Aż nadszedł dzień egzaminu praktycznego, kiedy miałem oddać pierwszy, i jak się okazało ostatni w moim życiu strzał z armaty na poligonie wojskowym nomen omen w tym samym Orzyszu.  Sądnego dnia, gdy na horyzoncie pojawiło się ciągnięte na linach tekturowe pudło w kształcie czołgu, pan pułkownik Winek z marsową miną wydał rozkaz: „Żołnierze! Zza zalesionego wzgórza - koduję „ogórek” - naciera na nas pluton czołgów piątej kolumny Stanów Zjednoczonych! Ogłaszam gotowość bojową działonu pierwszego! Załoga! Odłamkowym! Przeciwpancernym! Cel! Pal!!”

I wtedy nastąpiła prawdziwa masakra. Bo choć nam mówiono, że to działo głośno strzela nie mieliśmy pojęcia, że do tego stopnia i jak ta armata przepraszam za wyrażenie pierdyknęła, byłem święcie przekonany, że mi wybuchł w rękach odbezpieczony zapasowy pocisk, który jako amunicyjny drugi, zgodnie z regulaminem trzymałem oburącz w pozycji klęczącej. Bałem się otworzyć oczu. A jak się w końcu odważyłem, zobaczyłem coś, czego do grobowej deski nie zapomnę.  Podmuch wystrzału porozrzucał załogę mojego działonu w promieniu kilkunastu metrów. Celowniczy leżał w trawie z rozkwaszonym łukiem brwiowym, z którego sikała krew jak z fontanny, gdyż z wrażenia zapomniał o odrzucie i nie cofnął głowy. Parę metrów dalej kiwał się w pozycji siedzącej przypominający żydowskiego płaczka kompletnie oszołomiony zamkowy. Zaś amunicyjny pierwszy, któremu krew ciekła z ucha, bo zapomniał o otwartych ustach biegał w pokracznych podskokach wokół działa wydając z siebie jakieś dziwne dźwięki. A spanikowany dowódca działonu wczołgał się ze strachu pod stojący opodal gąsienicowy wóz bojowy.

A niczym niezrażony pan pułkownik Winek z ukontentowaną miną obwieścił tubalnym barytonem: „Zadanie wykonane! Nieprzyjacielski czołg trafiony i zniszczony! Gratuluję wam żołnierze! Od tej chwili jesteście podoficerami artylerii przeciwpancernej!...”  A teraz wojsko śpiewa dodał. A my, świeżo upieczeni obrońcy Ojczyzny zaśpiewaliśmy gromko naszą ulubioną piosenkę wojskową: „A gdy nam wojnę, wypowie Ghana, my jej powiemy, ty w d…ę j...na. O k...wa mać ” - przez wzgląd na szarmancką formułę mojego blogu nie mogę zacytować w całości tej pieśni bojowej…”.

Wykop Skomentuj37
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka