169 obserwujących
2184 notki
5137k odsłon
1358 odsłon

Zetempowscy bolszewicy "Zjednoczonej Prawicy"

Wykop Skomentuj47

Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że „zetempowcy” to działacze Związku Młodzieży Polskiej (ZMP) – młodzieżowej organizacji ideowo-politycznej, działającej w Polsce w latach 1948–1957 i wzorowanej na radzieckim Komsomole. Organizacji będącej ówczesną młodzieżówką Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, - powołaną przez rządzących wtedy krajem komunistów do realizowania polityki PZPR-u wobec młodzieży i służącą indoktrynacji młodych umysłów, kształceniu nowych kadr dla władzy ludowej oraz pomocy w przebudowie społeczeństwa na modłę komunistyczną. Obecnie organizacja ta jest uważana za jeden z symboli polskiego stalinizmu. 

A teraz do rzeczy.

Jak pierwszy raz zobaczyłem zdjęcie, którym zilustrowałem notkę, - przypomniały mi się mroczne czasy stalinowskie, kiedy byłem uczniem Szkoły Podstawowej nr 30 imienia Kazimierza Pułaskiego w Krakowie. I mimo tego, że od tamtego czasu minęło już ponad sześć dekad zdjęcie to sprawiło, że wyświetliły mi się przed oczami sceny, które na zawsze wryły mi się w pamięć.

Otóż, przed naszą podstawówką był wielki podworzec, na którym każdego dnia przed lekcjami mieliśmy poranne apele rozpoczynające się od obowiązkowego odśpiewania przez uczniów komunistycznej pieśni pt. „Naprzód młodzieży świata ”, a dyrektorka szkoły baczyła pilnie, czy wszyscy śpiewają. Potem następowały wyróżnienia uczniów, którzy wykonali najlepsze gazetki ścienne o Józefie Stalinie, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A na koniec komunistyczni politrucy, a nie rzadko zetempowscy działacze, - wygłaszali doktrynerskie pogadanki okolicznościowe. Zaś w szkolnej świetlicy na ścianach wisiały pisane wielkimi literami wyciętymi z kartonu hasła, do dzisiaj pamiętam: „Agitator  ZMP – to  kierownik, przyjaciel  i  pomocnik  młodzieży”; „Miano ZMP–owca  zobowiązuje”; „Miliony rąk, tysiące rąk, a serce bije jedno”; - zaś między tymi hasłami wisiały portrety Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina, Bieruta i Cyrankiewicza.

Dlaczego o tym piszę? Otóż z tej przyczyny, że ilekroć oglądałem w telewizji publicznej pisowskiego doktrynera Jacka Kurskiego konferencje prasowe "Solidarnej Polski" Zbigniewa Ziobro, których trzema tenorami byli młodzi partyjni politrucy: Kanthak, Kaleta i Ozdoba, ich narracja, mowa ciała, ton wypowiedzi, żarliwość ideologiczna oraz propagowane przez nich partyjne symbole, mity oraz rytuały, - miałem jednoznaczne skojarzenie z indoktrynacją polskich mózgów, jaka miała miejsce w czasach stalinowskich, na które przypadł czas, gdy chodziłem do szkoły podstawowej. Bowiem niemal identycznie się prezentowali i zachowywali zetempowscy politrucy, którzy na apelach porannych w mojej podstawówce wygłaszali często referaty gloryfikujące komunistyczną władzę ludową, przekładane opowiastkami traktującymi nomen omen o tym, jak to Józef Stalin kochał zwierzątka – kumaci wiedzą, do czego piję.

Komentatorzy i eksperci zastanawiają się jak nazwać tę trójkę butnych i pretensjonalnie zadziornych młodych „prawników” ze stajni Zbigniewa Ziobro, którzy, było nie było stali się twarzami pisowskiej „reformy kagańcowej”, po tym, jak suweren pokazał gest Kozakiewicza ulubieńcowi Jarosława Kaczyńskiego komuchowi Stanisławowi Piotrowiczowi, który nie dostał się do Sejmu kandydując z pisowskiego matecznika na Podkarpaciu.

Rzeczone trzy szable Zbigniewa Ziobro nazywane są często „młodymi wilkami Solidarnej Polski”.

Ja wszakże na swój prywatny użytek mówię na nich: „Zetempowscy bolszewicy Zjednoczonej Prawicy”.

Dlaczego?

Bo pod koniec zeszłego tygodnia, w czasie sejmowej debaty nad „ustawą futerkową” oraz „ustawą o bezkarności polityków”, - rzeczeni ludzie Ziobry pokazali Jarosławowi Kaczyńskiemu środkowy palec Lichockiej.

I na polskiej scenie politycznej zawrzało.

Jak oni mogli tak postąpić? (!!!) Oburzają się prominenci PiS-u na czele z Jarosławem Kaczyńskim. Terlecki ostentacyjnie lekceważy niepokornych ziobrowców, ale wargi mu się ze strachu trzęsą, Brudziński im grozi, że ich PiS na zbity pysk wyrzuci z koalicji, choć sam nie wierzy w to, co mówi.

Prawda zaś jest taka, że Jarosław Kaczyński może panu Zbigniewa Ziobro ewentualnie skoczyć na pedał, bo sam przecież zrobił pana Zbigniewa ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w jednaj osobie, co skutkuje tym, że pan Zbigniew trzyma go w szachu mając w swojej pancernej szafie multum stosownych materiałów.

Co za chamy! Złorzeczą pisowcy pod adresem „zetempowców” Zbigniewa Ziobro, - a ja, co do chamów, bodaj po raz pierwszy się z nimi w całej rozciągłości zgadzam.

Ale tak już jest, że nic się nie dzieje bez przyczyny.

Bo jak Jarosław Kaczyński ziobrowców potrzebował, to nie baczył na to, o czym pisał młody historyk Michał Augustyn w eseju pt. „Bolszewicy polskiej prawicy ” – vide: http://liberte.pl/bolszewicy-polskiej-prawicy/ , cytuję za Augustynem:

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka