192 obserwujących
2833 notki
6074k odsłony
  2432   1

Jarosław Kaczyński musi wybrać. Albo Smoleńsk? Albo jedność narodowa?

Dwie niespójne wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego

Moje zwątpienie w mit o zbawcy narodu Jarosławie Kaczyńskim umocniło się w kilka miesięcy po tym jak jesienne wybory roku 2015 wygrała PiS-owi Platforma Obywatelska, która pod koniec swych rządów tak się rozbrykała, że część z natury przekornych Polaków zagłosowała na PiS, - do czego przyznaję ze wstydem też się przyczyniłem jednym głosem.

Na szczęście, jesienne wybory 2015 Prawo i Sprawiedliwość wygrało z przewagą sejmową. Dlaczego na szczęście? Bo ta przewaga sejmowa sprawiła, że Jarosław Kaczyński odsłonił swe kolejne oblicze przeradzając się ze smoleńskiego cierpiętnika w łamiącego prawa konstytucyjne butnego i nieliczącego się z tradycją polskiego parlamentaryzmu i opinią społeczną bezwzględnego despotę dążącego wzorem Erdoğana do osiągnięcia władzy absolutnej. I znowu zaryzykuję tezę, że przyczyną tych autorytarnych zapędów Jarosława Kaczyńskiego nie była bynajmniej chęć budowania „lepszej Polski”, lecz wynikająca z kompleksów i osobistych animozji chęć pokazania królowi Europy Tuskowi, który z nich jest lepszy.

Ale najgorsze cechy charakteru Jarosława Kaczyńskiego wyszły na jaw dopiero w czasie, kiedy Polskę ogarnęła śmiercionośna pandemia kororawirusa, a Polacy musieli się zmierzyć z narodową tragedią o skali porównywalnej, ba! – stokrotnie przewyższającej skutki katastrofy smoleńskiej, - bo pod Smoleńskiem zginęło kilkadziesiąt ważnych w państwie osób, zaś koronawirus zabił ponad sto tysięcy Polaków. A jednak, czego mu nigdy nie wybaczę, mimo śmiertelnego zagrożenia zdrowia i życia rodaków Jarosław Kaczyński celem utrzymania władzy swojej partii zaczął forsować majowy termin wyborów prezydenckich, - choć wiedział, że minister zdrowia przestrzega, iż właśnie na ten okres przypadnie w Polsce apogeum morowej zarazy koronawirusa.

Więc  chyba wszyscy rozsądnie myślący Polacy przyznają mi rację, że tylko szaleniec bez sumienia i serca może myśleć o wyborach w czasie, kiedy umierają jego rodacy, a szalejąca z coraz większą siłą współczesna dżuma może mieć dla Polski i Polaków apokaliptycznie tragiczne skutki.

Tyle wprowadzenia, a teraz wnioski.

Nie dalej jak pięć dni temu, podczas I Zjazdu Krajowego Stowarzyszenia OdNowa Jarosława Kaczyński powiedział, że w obecnej sytuacji politycznej związanej z agresją Putina na Ukrainę, jak nigdy dotąd potrzebna jest nam jedność narodowa.

I co?

Zaledwie pięć dni później pan Prezes w „Sygnałach dnia” w sposób kompletnie nieodpowiedzialny wrzuca do debaty publicznej temat katastrofy smoleńskiej z tezą o ewidentnym zamachu, - co zwaśni ponownie Polaków ze zdwojoną siłą. Dlatego uważam tę wrzutkę za wielce nieuczciwą. Szczególnie teraz, w czasie agresji Putina na Ukrainę, - kiedy Polaków należy jednoczyć, a nie dzielić. Powiem więcej. Ten ruch Jarosława Kaczyńskiego to zahaczająca o zdradę stanu prowokacja  mająca na celu wywołanie burdy narodowej skutkującej skłóceniem Polaków na całe dekady. A wszystko po to by utrzymać władzę i nadal rządzić na zasadzie "dziel i rządź, a po nas choćby potop". Dlaczego zdrada stanu? Bo szczując Polaków na Polaków Jarosław Kaczyński wyręcza Putina, którego marzeniem jest Polska zwaśniona.

Nasuwa się tedy pytanie dlaczego Kaczyński w odstępie zaledwie pięciu dni wysyła w eter dwa tak drastycznie sprzeczne ze sobą sygnały.

Otóż eksperci zapewne powiedzą, że robi to z tej przyczyny, iż wie, że do tej pory na „graniu konfliktem” zawsze wygrywał.

Ja natomiast pójdę dalej i zaryzykuję tezę, że Jarosław Kaczyński najwyraźniej utracił panowanie nad emocjami, czego przyczyną było niepowodzenie, jego życiowego projektu „bohaterskiej wyprawy do Kijowa pod bombami ” mającego go uczynić międzynarodowym mężem stanu. Projektu, który kompletnie zignorował Joe Biden. Zaś ewidentnym potwierdzeniem tej tezy była nieobecność Kaczyńskiego na Zamku Królewskim w czasie przemówienia prezydenta naszego najważniejszego sojusznika.

Otóż moim zdaniem, właśnie to skutkujące niespójnością jego ostatnich wypowiedzi emocjonalne przesilenie sprawiło, że ambicjonalnie pazerny Jarosław Kaczyński popadł w stan przygnębienia, którego przyczyną sprawczą było podejrzenie, iż możni świata zachodniego coś przed nim ukrywają. Tak. Tak. Jarosław Kaczyński to chory człowiek o zacięciu dyktatorskim, jak Wiktor Orban, jeśli nie gorzej.

I ja Proszę Państwa bynajmniej nie żartuję, - patrz zdjęcie, którym zilustrowałem notkę.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka