Ostatnie wypowiedzi Mariusza Kamińskiego i Tomasza Sakiewicza, opublikowane w kontekście wydarzeń w Wenezueli, stanowią jakościowo nowy – i wyjątkowo ponury – etap degradacji debaty publicznej w Polsce. Choć niejednokrotnie krytykowałem Donalda Tuska – to jednak uważam, że porównywanie demokratycznie wybranego premiera Rzeczypospolitej Polskiej do Assada czy Maduro, ilustrowane dodatkowo prymitywnymi, wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję obrazkami, nie jest już ostrą polemiką polityczną. To jest brutalny hejt, świadome podżeganie i moralnie naganna próba delegitymizacji konstytucyjnych władz państwa.
Forma tych wypowiedzi jest karygodnie skandaliczna. Redaktor naczelny dużej prawicowej stacji telewizyjnej oraz były minister spraw wewnętrznych i administracji PiS – a więc osoby, które doskonale znają wagę słów i ich możliwe konsekwencje – posługują się insynuacją rodem z internetowych rynsztoków. Sugestia, że premier Polski „powinien skończyć jak dyktator”, w kontekście zagranicznej interwencji zbrojnej, nie jest metaforą ani publicystyczną przesadą. To jawne flirtowanie z przemocą symboliczną i polityczną.
Infantylizm tych wypowiedzi poraża. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z krańcową desperacją środowiska, które widzi wyraźny, malejący trend poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości w sondażach. Tak. Tak. Gdy kończą się argumenty programowe, a społeczne poparcie topnieje, do głosu dochodzi najprostszy mechanizm: eskalacja hejtu, personalny atak i odczłowieczanie przeciwnika. To strategia znana, lecz zawsze tak samo niebezpieczna.
Jeszcze bardziej porażający jest brak jakichkolwiek zasad moralno-etycznych, który te wypowiedzi obnażają. Politycy PiS – partii, która tak chętnie poucza innych o patriotyzmie, wartościach i odpowiedzialności – bez wahania sięgają po narracje uderzające w fundamenty państwa. Nawoływanie do obalenia premiera przez „głowę obcego państwa” czy sugerowanie mu losu dyktatorów to zaprzeczenie elementarnej lojalności wobec własnego kraju. Pisałem o tym wielokrotnie, a oto jeden z przykładów: K. Pasierbiewicz, 2021 – „Upokorzenie pisowską metodą zniewolenia niepokornej części społeczeństwa ” - https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1145474,upokorzenie-pisowska-metoda-zniewolenia-niepokornej-czesci-spoleczenstwa
Równie niepokojący jest brak reakcji elektoratu PiS na dziejące się zło. Milczenie wobec tak jawnych skandali świadczy o głębokiej demoralizacji politycznej części wyborców, którzy przyzwyczajeni do permanentnej agresji słownej przestali dostrzegać granice przyzwoitości. Skoro wszystko wolno „naszym”, to znaczy, że te granice zostały już dawno przekroczone – Więcej czytaj: K.Pasierbiewicz, 2024, „Przyczyna sprawcza utraty mojego zaufania do polityków PiS ” - https://www.salon24.pl/u/salonowcy/1409068,przyczyna-sprawcza-utraty-mojego-zaufania-do-politykow-prawa-i-sprawiedliwosci
Konsekwencje takiego języka będą poważne. Bo każdy kolejny akt brutalnego hejtu jeszcze bardziej pogłębia polaryzację społeczeństwa, utrwala podziały i zatruwa przestrzeń publiczną na lata, jeśli nie dekady. Zaufanie społeczne – i tak już kruche – ulega dalszej erozji, a kompromis polityczny staje się słowem pustym.
Nie wolno też zapominać o wymiarze konstytucyjno-prawnym. Polskie prawo przewiduje odpowiedzialność karną za publiczne nawoływanie do obalenia konstytucyjnych organów państwa, za podżeganie i za działania godzące w interes Rzeczypospolitej. Warto tedy przypomnieć, że status posła czy wpływowego publicysty nie daje immunitetu moralnego ani prawnego. Wręcz przeciwnie – zobowiązuje do większej odpowiedzialności.
Wreszcie, są też konsekwencje międzynarodowe. Tego typu narracje są wodą na młyn dla Władimira Putina i innych wrogów Zachodu, którzy z satysfakcją obserwują, jak wewnętrzne spory w krajach demokratycznych przeradzają się w autoagresję. Obraz Polski jako państwa niestabilnego, w którym elity polityczne wzajemnie podważają swoją demokratyczną legitymację, drastycznie osłabia naszą pozycję na arenie międzynarodowej.
Tak więc, strategia drakońsko brutalnego hejtu nie jest oznaką siły. Jest ostatnim orężem dołującej w sondażach formacji politycznej, która zamiast odpowiedzialnej refleksji wybrała drogę karygodnej destrukcji. I to właśnie ta destrukcja – moralna, społeczna i polityczna – może okazać się w przyszłości jej najbardziej trwałym dziedzictwem.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)
Inne tematy w dziale Polityka