No i stało się to, co wcześniej czy później stać się musiało.
Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przyniósł rządowi Donalda Tuska zimny prysznic: 58 procent Polaków ocenia jego dotychczasowe rządy negatywnie, a tylko 35,9 procent pozytywnie. Co gorsza, wśród wyborców opozycji krytyka sięga aż 95 procent.
Krótko mówiąc: jest źle. A właściwie — jak mawiał pewien klasyk — jest bardzo źle, ale mogłoby być jeszcze gorzej.
I właśnie dlatego postanowiłem przedstawić premierowi Tuskowi genialny, a przy tym niezwykle tani sposób na uratowanie jego rządu.
Otóż proponuję, żeby rząd natychmiast zapuszkował Grzegorza Brauna.
Tak, proszę Państwa. W trybie wyższej konieczności. Bez oglądania się na sądy, które mielą powoli. Nie dlatego, żeby komuś dokuczyć. Nie dlatego, żeby zemścić się politycznie. Nie dlatego nawet, żeby poprawić sobie samopoczucie.
Tylko — i tu proszę o powagę — dla bezpieczeństwa państwa i obywateli Rzeczypospolitej.
Bo ileż można?
Najpierw gaśnica i świece chanukowe. Potem kolejne awantury. W 2023 roku podczas wykładu Jana Grabowskiego w Niemieckim Instytucie Historycznym Braun wszedł na podium, uszkodził mikrofon, wyrwał przewody i przewrócił głośnik, przerywając wydarzenie. Później przyszły następne spektakle, włącznie z niszczeniem wystawy w Sejmie w 2025 roku.
A więc mamy już nie politykę, lecz polityczny performance z elementami demolki.
Człowiek normalny idzie na konferencję naukową, żeby posłuchać naukowców. Braun idzie na konferencję naukową, żeby sprawdzić, czy mikrofon wytrzyma kontakt z polską historią. Człowiek normalny widzi wystawę, która mu się nie podoba — odwraca się i wychodzi. Braun widzi wystawę, która mu się nie podoba — i najwyraźniej uznaje, że kultura osobista polega na potraktowaniu jej własnymi rękami.
A kiedy pojawia się problem, zawsze można przecież powiedzieć, że działało się w „stanie wyższej konieczności”.
No to świetnie.
Skoro pan Braun tak bardzo lubi stan wyższej konieczności, dajmy mu wreszcie okazję do przemyślenia tego pojęcia w miejscu, gdzie meble są przykręcone do podłogi.
I tu dochodzimy do sedna.
Polska znajduje się w sytuacji, w której Rosja prowadzi przeciwko Zachodowi, a także przeciwko Polsce, działania hybrydowe. Mamy dezinformację, prowokacje, wojny informacyjne, próby rozbijania społecznego zaufania i podsycania konfliktów.
W takich warunkach państwo powinno być szczególnie wyczulone na ludzi, którzy próbują zamienić przestrzeń publiczną w arenę politycznych bójek.
Dlatego uważam, że państwo powinno wreszcie przestać traktować kolejne wybryki Brauna jako zabawny folklor polskiej polityki. Nie jesteśmy już w czasach, kiedy można było wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Ot, Braun znowu coś odwalił”. Bo kiedy człowiek posiada mandat, dostęp do mediów, możliwość oddziaływania na tysiące ludzi, a do tego konsekwentnie przekracza granice tego, co w demokratycznym państwie uchodzi za dopuszczalną formę
protestu, państwo musi reagować.
Oczywiście — zgodnie z prawem. Ale skutecznie i bez pobłażania.
Nie chodzi mi więc o żadne polityczne „zapuszkowanie” na telefon premiera. Chodzi o to, aby odpowiednie organy państwa zrobiły to, co do nich należy: zastosowały obowiązujące przepisy, wyciągnęły konsekwencje z udokumentowanych czynów i nie pozwoliły, żeby immunitet czy polityczna kalkulacja były tarczą chroniącą przed odpowiedzialnością.
I teraz najważniejsze.
Panie Premierze Tusk!
Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Grzegorz Braun znalazł się nagle tam, gdzie człowiek ma dużo czasu na refleksję, a bardzo mało okazji do organizowania konferencji prasowych.
Sondaże poszłyby w górę! Gwarantuję!
Nie o jeden punkt. Nie o dwa. O całe dziesięć punktów procentowych!
Bo połowa społeczeństwa powiedziałaby:
— Nareszcie ktoś zrobił porządek.
Druga połowa powiedziałaby:
— No dobrze, wprawdzie nie popieramy Tuska, ale przynajmniej jedno zrobił jak należy.
A pozostali?
Pozostali powiedzieliby:
— Wreszcie można spokojnie obejrzeć wiadomości bez zastanawiania się, czy za chwilę ktoś nie wyciągnie gaśnicy.
I proszę bardzo.
z 58 procent robi się 48.
A z 35,9 robi się 45,9.
I już mamy polityczny cud nad Wisłą! Rząd odzyskuje oddech. Premier odzyskuje uśmiech. Koalicjanci odzyskują apetyt. A Polska odzyskuje spokój.
Oczywiście wiem, że ktoś natychmiast powie:
— Panie Pasierbiewicz, tak nie wolno! Jest prawo! Są sądy! Są procedury! Są immunitety!
Owszem.
I właśnie dlatego napisałem: zgodnie z prawem.
Ale prawo nie może być traktowane jak instrukcja obsługi pralki, którą można przeczytać po zakończeniu prania. Państwo musi działać wtedy, kiedy trzeba działać. Nie po trzech latach. Nie po pięciu latach. Nie wtedy, kiedy wszystkie sądowe młyny przemielą ostatnie ziarenko.
Bo — jak mówi stare polskie porzekadło — już pieje kur.
A jutro może nam się ostać ino sznur.
I dlatego uważam, że rząd Donalda Tuska powinien potraktować sprawę Grzegorza Brauna nie jako jeszcze jeden odcinek politycznego kabaretu, lecz jako test tego, czy państwo rzeczywiście potrafi bronić własnych instytucji, obywateli i porządku prawnego.
Niech więc premier Tusk zrobi to, czego nie potrafi zrobić większość polskich polityków: niech przestanie się oglądać na słupki, a zacznie patrzeć na państwo.
Paradoksalnie może wtedy słupki same pójdą w górę.
A jeśli przy okazji Grzegorz Braun dostałby możliwość odbycia dłuższej rozmowy z wymiarem sprawiedliwości — oczywiście w granicach prawa — byłaby to być może najdziwniejsza „ostatnia deska ratunku” dla rządu Tuska, jaką wymyślono od czasu, kiedy politycy odkryli, że wyborca ma pamięć dłuższą niż jedna kadencja.
I jeszcze jedno. Niech premier nie czeka na cud. Cud jest już na wyciągnięcie ręki. Nazywa się Grzegorz Braun.
Trzeba tylko przestać traktować go jak atrakcję objazdowego cyrku politycznego i zacząć traktować jak obywatela podlegającego dokładnie temu samemu prawu, co każdy inny.
A wtedy — kto wie? Może za miesiąc następny sondaż przyniesie wiadomość:
Tusk 45 procent!
I premier, zamiast dziękować wyborcom, będzie musiał podziękować Braunowi.
Za to, że swoją gaśnicą, mikrofonem, wystawą i całą resztą politycznego arsenału zrobił dla notowań rządu więcej niż niejeden minister przez całą kadencję.
**Ot, polska polityka.
Czasem wystarczy jeden Braun, żeby rządowi przybyło dziesięć punktów.**
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)
Ilustrację felietonu na moją prośbę wykonała sztuczna inteligencja


Komentarze
Pokaż komentarze (8)