echo24 echo24
72
BLOG

Vivat Donaldus Trumpius! Czyli od Cezara do delirus Vashingtonensis

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 9
Dzień świra

Miała być Grenlandia, potem Kanada, a teraz — ave, Ormuz! Donald Trump najwyraźniej uznał, że skoro historia nie chce dostarczyć mu nowych terytoriów, to trzeba ją trochę popchnąć w odpowiednim kierunku.

I tak oto świat dowiedział się, że Cieśnina Ormuz może wkrótce zostać… terytorium Stanów Zjednoczonych.

Przyznam, że pomysł jest imponujący rozmachem. Juliusz Cezar musiał latami gromadzić kolejne urzędy, kompetencje i zaszczyty, żeby z republikanina przeobrazić się w człowieka, który właściwie republiki już nie potrzebował. Był więc kolejno — i jednocześnie — konsulem, dyktatorem, a w końcu dictator perpetuo, czyli dyktatorem dożywotnim. Był pontifex maximus, imperatorem, posiadał kompetencje cenzorskie i trybuńskie, kontrolował armię i skarb, miał pierwszeństwo głosu w Senacie, a nawet specjalne krzesło między konsulami.

Senat poszedł zresztą jeszcze dalej. Obsypał Cezara honorami, jakby chciał sprawdzić, gdzie znajduje się granica ludzkiej próżności. Postawiono jego posągi wśród posągów dawnych królów, rozwijano jego kult, ustanowiono kapłanów jego imienia, a miesiąc jego urodzenia nazwano Iulius.

Cezar jednak, mimo całego tego blichtru, nie ogłosił się królem.

I tu właśnie pojawia się kazus Donalda Trumpa.

Bo po cholerę ogłaszać się królem, skoro można po prostu ogłosić, że cieśnina jest amerykańska?

Cezar miał armię, skarb, Senat i dyktaturę. Trump — jak wynika z jego własnych deklaracji — ma najwyraźniej jeszcze coś bardziej użytecznego: Twitter/X, lotniskowce i przekonanie, że odpowiednio stanowczy komunikat może zmienić geografię.

Vivat Donaldus Trumpius!

Cezarowi wystarczyło, że zgromadził władzę nad Rzymem. Trump najwyraźniej doszedł do wniosku, że skoro już jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, to można spróbować rozszerzyć zakres prezydentury również na mapę świata.

Grenlandia? Czemu nie.

Kanada? Zobaczymy.

Cieśnina Ormuz? A dlaczego nie?

Pozostaje tylko pytanie, co będzie następne. Gibraltar? Kanał Sueski? Bosfor? A może — w ramach historycznego kompromisu — cały globus?

W tej sytuacji Juliusz Cezar może się nawet poczuć zakłopotany. On przynajmniej potrzebował legionów, Senatu i całej skomplikowanej machiny politycznej, aby zbudować swoją potęgę.

Trumpowi zaś wystarcza konferencja prasowa.

I dlatego, parafrazując starożytnych Rzymian, wypada dziś ogłosić:

Vivat Donaldus Trumpius — imperator Ormuzensis!

A jeżeli ktoś uważa, że to już nie jest polityka, lecz objaw szczególnego rodzaju geopolitycznej apopleksji, pozwolę sobie zaproponować dla potomności nowy termin medyczno-polityczny:

delirus Vashingtonensis — w podwawelskiem dialekcie — waszyngtoński świrus.

Na koniec drobna przestroga. Z pozoru nieśpieszni Chińczycy trzymają się coraz mocniej zacierając ręce.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka