Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
132 obserwujących 1311 notek 2550092 odsłony
echo24, 27 kwietnia 2016 r.

Kolesie z tytułami profesora

                      Dedykowane Prezesom Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego
 
"Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy" - powiedziała rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek. W ten sposób skomentowała wtorkową uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego o respektowaniu wszystkich wyroków TK, także nieopublikowanych.
 
Po tej wypowiedzi rzeczniczki PIS-u salon III RP wzorem starego prześcieradła rozdarł się z oburzenia i psy się rozwyły.
 
A ja nie dość, że się w pełni zgadzam z wypowiedzią pani rzeczniczki to jeszcze chcę dodać, że de facto prawie wszyscy ci kolesie posiadają tytuł profesora. Więc jako nauczyciel akademicki z blisko czterdziestoletnim stażem chciałbym teraz nieco bliżej scharakteryzować menażerię polskich profesorów tworzących mafię opiniotwórczych instytucji prawnych, na przykładzie tego, co się dzieje na polskich uczelniach i w urzędach o mocy uchwałodawczej, a także, co, do czego nie mam wątpliwości, również w konstytucyjnym trybunale i najwyższym sądzie.

Otóż chciałbym przypomnieć ich magnificencjom rektorom, dziekanom i dozgonnym panom profesorom o naczelnej zasadzie ich posłannictwa, że instytucje, w których pracują mają służyć przede wszystkim studentom i obywatelom, a nie akademickiej biomasie wypasionej na studenckiej i obywatelskiej bryndzy, o czym znakomita większość obrosłych mchem sławy profesorskich tuzów zdaje się na śmierć zapominać. Tak. Tak. Trzeba powiedzieć otwarcie, że nasze kadry profesorskie to od wielu dekad nietykalne święte krowy.

Myślę także, iż już czas najwyższy żeby złamać tabu i powiedzieć na głos, iż gros ludzi zajmujących się nauką wykonuje swoją „pracę” kompletnie na darmo, gdyż albo im brak wyobraźni by spostrzec, że się do tej roboty krótko mówiąc nie nadają, albo, że pływają w środowisku naukowym jak pączuszki w maśle wyłącznie dzięki zespołom kolesi właśnie.

W czasie mojej blisko 40-letniej pracy na uczelni po wielokroć byłem świadkiem, jak tacy delikwenci silą się na „robienie nauki” grzęznąc w coraz to mniej istotnych szczegółach uznawszy, jakże błędnie, to, co robią, za zgłębianie wiedzy. I zaryzykuję tezę, że śmiertelnym grzechem umocowanych urzędowo polskich profesorów jest właśnie pozorowanie działań naukowych, a także wstręt do pracy dydaktycznej, która jest dla nich wyłącznie zawadą w nieustannej pogoni za szmalem. Oczywiście są chlubne wyjątki, lecz jedynie potwierdzające regułę.

Jutro mnie wbiją na pal, lecz cóż, ktoś w końcu musi się odważyć i uchylić rąbka tajemnicy, na jakiej zasadzie się kręci ta zakłamana karuzela.

Otóż trzeba sprawiedliwie przyznać, że prawie na każdej polskiej uczelni jest kilka katedr na prawdziwie europejskim bądź nawet światowym poziomie zarządzanych przez rzeczywiście mądrych ludzi. To dzięki nim nauka polska wciąż istnieje. Niestety te lokomotywy stanowią znakomitą mniejszość uczelnianych sił naukowych ciągnąc wagony pełne nieudacznych darmozjadów.

Jak to możliwe?

Otóż od wielu dekad naszymi uczelniami, instytutami naukowym i urzędami państwowymi o profilu opiniotwórczym rządzą akademickie miernoty z tytułami profesora, w znacznej mierze docenci marcowi o komuszym rodowodzie, bądź ich przefarbowani na różowo wychowankowie. Ludzie ci opletli te instytucje pajęczyną, którą na własny użytek nazywam „interaktywną mafią pseudonaukową”. I nic tu nie pomogła „Solidarność”, bo wtenczas, gdy jedni walczyli o uczciwą Polskę narażając życie i karierę, cwani marcowi dekownicy, obecnie trzęsący uczelniami i urzędami państwowymi, w zaciszu swoich gabinetów „naukowych” tworzyli na sępa obłudne pryncypia Trzeciej Rzeczypospolitej.

Ten para-feudalny system uprawomocniony jeszcze za komuny z powodzeniem prosperuje do dnia dzisiejszego dzięki prostej zasadzie. Zbiera się kilku takich utytułowanych dekowników i zakłada jakieś opłacane z budżetu ciało naukowe. Na uczelniach i w decyzyjnych urzędach państwowych aż się roi od przeróżnych „naukowych” stowarzyszeń, komitetów, komisji, asocjacji, rad… i tak dalej. Beneficjenci tych „szacownych” gremiów produkują, co roku tysiące artykułów „naukowych” na poziomie pism kolorowych dla lemingów, których szeregi, nota bene sami tworzą. Po czym te „dziejowe” prace wzajemnie sobie recenzują, hołdując zasadzie, że opinia jest tym lepsza, im mniej zrozumiałym językiem napisana - vide "Konstytucja 1997" napisana (dlaczego?) w sposób na tyle zawiły i niejednoznaczny by Ją można było w każdej sytuacji wielorako zinterpretować, w czym przodują instytucje prawne z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.

Następnie ten kakofoniczny bełkot publikują w przez siebie nadzorowanych monitorach, bo żadna szanująca się witryna by takich bredni do druku nie dopuściła. A potem czytamy: „autor kilkuset publikacji naukowych”. A jakie są te publikacje już nikogo nie obchodzi.

Opublikowano: 27.04.2016 15:54.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Armaniak " W tym wypadku już nie ma żartów, jedna błędna decyzja ,może zniszczyć...
  • @detoxic Na obecną chwilę niewiele wymyślimy i trzeba czekać na rozwój wypadków.
  • @Armaniak "Zmiany muszą być radykalne. Żadne tam lelum polelum , bo tego oczekuje...

Tematy w dziale