Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
146 obserwujących 1586 notek 3316844 odsłony
echo24, 30 marca 2017 r.

Czemu purpuraci milczą w sprawie Światowych Dni Młodzieży?

3390 28 0 A A A


Zbliża się dzień Zmartwychwstania Pańskiego, najradośniejszego święta Kościoła Katolickiego, więc wracam myślami do szczęsnego czasu festiwalu radości młodych katolików, którzy latem ubiegłego roku przybyli do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży z najodleglejszych zakątków naszego globu w sile blisko trzech milionów rozmodlonych „pięknych dwudziestoletnich”. Nigdy nie zapomnę tych zwołanych do Krakowa przez papieża Franciszka dziewczyn i chłopców demonstrujących dumnie flagami wszystkich narodów świata swą katolicką wiarę. Pięknych! Kolorowo odzianych! Uśmiechniętych! Rozśpiewanych! Radosnych!  

Szczególnie zapadła mi w pamięć noc, kiedy zrobiłem obchód otwartych dla wszystkich krakowskich kościołów zwykle o tej porze na cztery spusty zamkniętych. I bez wahania powiem, że był to najpiękniejszy w moim życiu spacer. W drodze do domu, w środku nocy, zajrzałem do Sanktuarium Matki Bożej Pani Krakowa przy ulicy Karmelickiej, gdzie jest kaplica Matki Boskiej Piaskowej. Wstąpiłem, bo zawsze tam zachodzę jak wracam z południowej kawy w mieście, gdyż do tej Parafii należało nasze III Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie, a matka Boska Pisakowa była naszą patronką. Wstępowałem tam także zawsze jak mi było ciężko.

Odkąd sięgam pamięcią w kościele tym panowała atmosfera powagi i dzwoniącej w uszach ciszy, której naruszenie, jak mi się zawsze zdawało byłoby śmiertelnym grzechem. Zaś po przekroczeniu progu tej świątyni pomyślałem w pierwszej chwili, że to chyba jakiś sen nocy letniej. Bowiem ów zwykle posępny kościół okazał się miejscem eucharystycznej ekstazy fantazyjnie odzianych młodych ludzi rozmodlonych w śpiewie i tańcu. W kościele rozbrzmiewała radosna muzyka grana na egzotycznych instrumentach, a przed ołtarzem spostrzegłem tańczącą grupę nastolatków o wszystkich kolorach skóry, klaszczące w rytm bębnów zakonnice i rozanielonych mnichów. Wszystko bajecznie kolorowe i szczęśliwością tętniące. Ale nie wszyscy tańczyli. Część klęczała w kościelnych ławach modląc się w głębokiej zadumie i o dziwo nie przeszkadzało im wcale, że o krok dalej odbywa się taneczne misterium. Słowem, obecni w kościele łączyli się z Bogiem na modłę swych narodowych obyczajów i potrzeb duchowych.   

Kościół był, jak nigdy rozświetlony i tak piękny, że dech mi zaparło, a Matka Boska Piaskowa z dzieciątkiem na ręku, zwykle pogrążona w półmroku i smutna, zdała się uśmiechać do tańczących, a ja dopiero wtenczas dostrzegłem, jaka ona piękna!

Jak przyszedłem do domu kończyło się właśnie spotkanie z papieżem Franciszkiem na krakowskich Błoniach, a że mieszkam opodal słyszałem przez otwarte okno odgłosy Mszy Świętej odprawianej dla dwu milionów kochających Boga dziewcząt i chłopców. Wracająca z Błoń młodzież wlała się na moją ulicę, jak wartka rzeka szumiąca wszystkimi językami świata, a ja stojąc w oknie machałem im polską flagą. Oni zaś odmachiwali narodowymi sztandarami z najbardziej egzotycznych zakątków kuli ziemskiej wołając do mnie entuzjastycznie: Alleluja!, Polska!, Poland!, Pologne!, Polen!…

Z telewizora zaś dobiegły mnie retransmitowane słowa homilii papieża Franciszka o hierarchii wartości, których nie odważę się powtórzyć, bo tak pięknie mówił, - normalnie, bez patosu i zadęcia, po ludzku, od serca. Czuło się, że Franciszek odnalazł kod komunikowania się z młodym pokoleniem, które porozumiewa się w języku dla ludzi sędziwych już niezrozumiałym. Franciszek mówił tak, jak chcą młodzi, a więc zwięźle, na temat i zgodnie z formami porozumiewania się, jakie młodzi preferują. Bez marudzenia, pouczania i moralizowania, krótko, migawkowo, z podaniem konkretnych przykładów, a jak trzeba, jak na papieża wręcz nieprzystojnie ostro. Franciszek mówił, że jak patrzy na tę radośnie rozmodloną młodzież, to On, namiestnik Chrystusa "chce się od nich uczyć nowej kultury modlitwy".

To były niesamowite dni. Pamiętam, jak nazajutrz spotkałem na krakowskim Rynku Przyjaciela, legendarnego tenisistę Andrzeja Faruzela, który jeszcze grywał z polską finalistką Wimbledonu Jadwigą Jędrzejowską, który na mój widok krzyknął: "Krzysiek! Popatrz, jaki Kraków piękny! Wszystkie diabły pouciekały spod Wawelu". A gdy go spytałem, co zacz, odpowiedział: "Co ja ci będę dużo gadał! Chodź to ci pokażę". I zrobił ze mną obchód kultowych krakowskich kawiarni, gdzie jak to pod Wawelem bywa, zawsze ci sami ludzie piją kawę niezmiennie o tej samej porze. Byliśmy w „RIO”, „DYMIE”, „VIS a VIS”, „Pod Kurantem”… I rzeczywiście, ani jednego komucha i żadnego platformersa nie było, a przecież zawsze tam siedzą o tej porze. Ani śladu po walecznych szwadronach bojowników KOD-u, którzy na czas ŚDM uciekli za miasto. Zostali sami przyzwoici krakowianie. Oczy przecierałem ze zdumienia, bo Kraków zrobił się jakiś taki dostojniejszy i lepszy, a ludzie stali się znów dla siebie mili, życzliwi i uśmiechnięci, jak podczas wizyt Jana Pawła II w ich Królewskim Mieście – pamiętacie jeszcze te rozradowane twarze? - vide: https://www.youtube.com/watch?v=he0Bt00_RLA

Opublikowano: 30.03.2017 18:48.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @AldoMoro    "Panowie o których jest notka przecież tylko powtórzyli to co mówią od 2 dni...
  • @NoseOfTheBeholder   Spoko! Sprawa dopiero się rozkręca.
  • @detoxic   Po prawdzie mało wiem, o Panu Czarneckim.

Tematy w dziale Społeczeństwo