160 obserwujących
1669 notek
3574k odsłony
2706 odsłon

Bonus dla miernych, ale wiernych

Wykop Skomentuj233

Ilustracja felietonistyczna (1971): https://www.youtube.com/watch?v=Sv8KUOABArE

Jarosław Kaczyński chce wysłać do „pracy” w Brukseli trzy błogosławione Beaty: Szydło, Kempę i Mazurek, a jajogłowi politycy PiS-u obwieszczają z dumą, iż rzeczone aspirantki już się nawet języka angielskiego uczą.

Otóż moim zdaniem, żeby efektywnie pracować w Parlamencie Europejskim trzeba znać nie tylko język angielski kolokwialny, którego kurs rzeczone posłanki aktualnie przechodzą, - lecz należy jeszcze opanować do perfekcji trzy dodatkowe dziedziny języka angielskiego, a mianowicie: specjalistyczny angielski branżowy, jedyną w swoim rodzaju i de facto poza-podręcznikową unijną nowomowę angielską oraz business English.

Skąd to wiem?

Bo przez kilkanaście lat pracowałem, jako tłumacz-konsultant amerykańskiej korporacji Philip Morris wdrażającej w Krakowie duży projekt. W trakcie tej fascynującej „przygody”, jednym z moich zadań było zapewnienie interdyscyplinarnej komunikacji pomiędzy stroną polską i firmami zagranicznymi biorącymi udział w realizacji rzeczonego projektu. Uczestniczyłem tedy w niezliczonych międzynarodowych negocjacjach, rozmowach techniczno-biznesowych, naradach technologicznych, mitingach operacyjnych i multi-dziedzinowych szkoleniach odbywanych i różnych państwach Europy Zachodniej, gdzie mieli swoje siedziby kooperanci wspomnianej korporacji. Wykonując setki tłumaczeń ustnych i pisemnych zapoznawałem się siłą rzeczy z niepoliczonymi standardowymi dokumentami i procedurami zarówno korporacyjnymi, jak unijnymi, co pozwoliło mi poznać zarówno korporacyjną, jak również unijną nowomowę, czyli tysiące, powtarzam tysiące specjalistycznych angielskich terminów, zwrotów i idiomów używanych w Unii Europejskiej rutynowo, - bez czego moim zdaniem wykonywanie pracy euro-posła jest po prostu niemożliwe.

Więc niech mnie pan prezes Kaczyński, a także pan Premier i rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości z łaski swojej nie rozśmieszają opowiadając, przepraszam za wyrażenie dyrdymały, że panie: Szydło, Kempa i Mazurek świetnie sobie w Parlamencie Europejskim poradzą i będą tam wykonywały pracę ze wszech miar pożyteczną dla Polski i Europy.

Bo kompetencje językowe to jeszcze nie wszystko, gdyż kilkunastoletnia współpraca ze wspomnianą amerykańską korporacją uświadomiła mi, gdzie jest naprawdę dzisiejszy świat, jaki nienotowany dotąd w historii postęp technologiczny nastąpił w ostatnim dwudziestoleciu, jakie są możliwości największych światowych korporacji i koncernów obecnych w obszarze Unii Europejskiej, jak działa unijny system organizacyjny, zasady przetargowe, techniku negocjacyjne i metody poszukiwania partnerów, na czym polegają zasady dobrych praktyk i przepisy dotyczące praw człowieka, jak restrykcyjne są europejskie przepisy związane z ochroną środowiska naturalnego oraz warunkami i bezpieczeństwem pracy, jak wyglądają ujednolicone unijne procedury realizacji poszczególnych zadań i jakich narzędzi się do tego używa… długo jeszcze mógłbym wymieniać, – a więc, zobaczyłem w praktyce to wszystko, o czym nawet, jako wieloletni pracownik polskiej uczelni nie miałem wcześniej zielonego pojęcia!

Słowem do tego, żeby być operatywnym posłem PE konieczne jest, co najmniej kilkunastoletnie specjalistyczne doświadczenie językowe w różnych dziedzinach oraz odpowiednio długi staż pracy w liczących się instytucjach i strukturach europejsko światowych.

I dlatego zaryzykuję tezę, że trzy błogosławione Beaty wybierające się do Brukseli, a także ci, którzy je tam w nagrodę za partyjne zasługi wysyłają, - nie zdają sobie kompletnie sprawy z tego, że przyśpieszony standardowy kurs kolokwialnego języka angielskiego może naszym przyszłym euro-posłankom ewentualnie wystarczyć do znalezienia szatni i stołówek w gmachu europejskiego Parlamentu, a brak stosownych kompetencji sprawi, - iż przez całą pięcioletnią kadencję nasze nowe euro-posłanki miast efektywnie pracować, w obawie przed spotkaniem face to face z anglojęzycznymi fachowcami będą się płochliwie przemykać korytarzami rzeczonego Parlamentu, - jak wystraszone dzieci dzieci we mgle. 

I tylko nie mówcie, że znów się czepiam partii rządzącej, ale Prawo i Sprawiedliwość miało nie robić tego, co Platforma, tymczasem wysyła do Brukseli zainfekowanych starym myśleniem niekompetentnych i zaściankowych dyletantów, zamiast młodych zdolnych, którzy rzeczywiście coś potrafią. O obsadzaniu „swoimi” spółek skarbu państwa nawet nie wspominam.

Tak. Tak. Jak na dłoni już widać, że dla Prawa i Sprawiedliwości liczy się ponad wszystko partyjny interes, - więc sorry, ale ja nie na taki PiS głosowałem jesienią pamiętnego roku 2015.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezawisły bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)

Post Scriptum

Czytam pierwsze komentarze i przepraszam za szczerość i dosadne słowa, ale czy naprawdę nie potraficie Państwo, zwracam się do zaślepionych bezkrytyczną miłością do partii Jarosława Kaczyńskiego ortodoksyjnych pisowców, - chociaż raz się zdobyć na racjonalne podejście to tematu poruszonego w notce? Przecież bronicie sprawy, której nie da się obronić! Rzeczywiście tego nie rozumiecie? Czy idziecie w zaparte i za przeproszeniem rżniecie głupa?

Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj233
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka