164 obserwujących
1722 notki
3757k odsłon
3464 odsłony

Chciałbym, żeby w przyszłą niedzielę był remis

Wykop Skomentuj249

Skąd ten tytuł?

Bo od trzydziestu lat męczy mnie pytanie, czemu wciąż musi trwać ideologiczna wojna między PiS-em i Platformą zasadzająca się na patogenie ambicjonalnej rywalizacji bawiących się Polską Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim. Zastanawiam się także, dlaczego przez tyle lat na polskiej scenie politycznej nie powstała żadna licząca się nowa jakość polityczna, która położyłaby kres bratobójczej wojnie polsko polskiej?

I dochodzę do wniosku, iż ten zabójczy dla polskiej racji stanu oportunizm partii rządzących po roku 1989 to pokłosie zastosowanej przez komunistów po zakończeniu II Wojny Światowej sztuczki socjotechnicznej, polegającej na przewrotnym utwierdzaniu tylko połowy Polaków w poczuciu awansu społecznego, czego mechanizm wyjaśnię za chwilę.  Chodzi mi o utwierdzanie swych orędowników przez przemiennie rządzące Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość w zabójczym dla spokoju społecznego przeświadczeniu, że tylko oni przynależą do elity tej części narodu, która jest lepsza od gorszej reszty, - czego najlepszym przykładem jest obecna brudna kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego, w której o sprawach związanych z Unią Europejską nie mówi się wcale, bądź prawie, gdyż dla PiS-u liczy się wyłącznie utrzymanie władzy, zaś dla PO tej władzy odzyskanie. Natomiast prawda jest taka, że jedni i drudzy chcą rządzić na zasadzie, że liczy się tylko władza, a po nich choćby potop. Powiem jeszcze więcej. Jedni są nieprzystojnie ulegli wobec lewaków z Brukseli, drudzy zaś wobec nowojorskich górali z Góry Synaj.

A teraz, przypomnę, na czym polega zdradziecko przewrotny mechanizm utwierdzania tylko połowy narodu w przeświadczeniu awansu społecznego, co opisałem w styczniu 2011 w eseju pt. „Nabrani przez redaktora” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/271686,nabrani-przez-redaktora , będąc wówczas, jak dziś widzę błędnie przekonany, iż sprawa ta dotyczy tylko rządów Platformy Obywatelskiej. Ale życie pokazało, iż ten sam trick stosuje Prawo i Sprawiedliwość.

Oto te fragmenty rzeczonego eseju, cytuję:
Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. To ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli bezideowy twór bez rodowodu (…).
W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”.
Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdach polskich elit, ale proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez redaktora Gazety Wyborczej wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu.
O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z awansem społecznym po upadku komuny polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych elit III RP. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.
Bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia ludzi w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor Michnik wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I tu moim zdaniem leży tajemnica irracjonalnie wysokich notowań obecnie rządzącej partii, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego.
A więc ważną rolą dziennikarzy jest wytłumaczenie im, że choć w większości przypadków kulturalni i całkiem nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do krajowych elit. Więcej, trzeba ich przekonać, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu (przynależności do elity) to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty….
”, koniec cytatu.

Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj249
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka