165 obserwujących
1818 notek
4365k odsłon
4655 odsłon

Przedwyborczy apel do przytomnych ludzi dobrej woli

Wykop Skomentuj438

Jak starsi pamiętają, w latach powojennych (40/50) komuniści dokonali bardzo przebiegłej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji, piszę prowincji, a nie ze wsi, by polskich chłopów nie urazić, przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. A zrobiono to z tej przyczyny, że komuniści znali odbierającą ludziom zdolność racjonalnego postrzegania rzeczywistości magiczną moc utwierdzenia kmiotka w przekonaniu, że stał się panem właśnie dzięki władzy ludowej.

W miastach pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. Ci z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych osobnicy przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli zdegenerowany twór bez rodowodu. Jednocześnie komunistyczna propaganda przypominała im bezustannie, że swój awans społeczny zawdzięczają dbającej o ich interesy władzy ludu, co się w ich świadomości zakodowało na trwałe w formie ślepej wdzięczności dla komuny. To ci właśnie ludzie stanowili służący wiernie stalinowskiemu reżimowi pierwszy rzut zasilający szeregi PZPR, milicji i urzędu bezpieczeństwa.

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc klasę „nowej inteligencji”, drastycznie odmiennej kulturowo od ideałów wymordowanej przez hitlerowców i sowietów inteligencji „starej” wywodzącej się z czasów przedwojennych. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”. Ta grupa społeczna od inteligencji „starej” różniła się głównie tym, iż nie wyniosła z domu praktycznie żadnych głębszych wartości. I choć nieźle wykształcona zawodowo, nie miała, świadomości, bądź jej nie dopuszczała, iż jest genetycznie skażona piętnem służalczej wdzięczności wobec komunistów, którzy umożliwili ich ojcom społeczny awans. Myślę, że to ci właśnie ludzie popierali wprowadzenie stanu wojennego traktując generała Wojciecha Jaruzelskiego za męża stanu. To z tego właśnie pokolenia w znakomitej większości wywodzi się dzisiejsza opozycja, choć po prawdzie z tego pokolenia wywodzi się również spora część wyborców PiS-u. Mechanizm ogłupiania tych ludzi był identyczny jak w okresie powojennym, czyli sprowadzał się do utwierdzania ich w poczuciu społecznego awansu.

O ile sztuczka z awansem społecznym w latach 40/50 polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to po upadku komuny trik z awansem społecznym polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od ciemnej reszty społeczeństwa postępowych elit III RP. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Podobnie, jak powojenni komuniści, bezsprzecznie sprytny redaktor Gazety Wyborczej doskonale wiedział, że jak takiemu „nowobogackiemu inteligentowi” powie, że przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu bezkrytycznie bronił. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I w tym moim zdaniem leżała tajemnica irracjonalnie wysokich notowań rządzącej w okresie 2007 - 2015 Platformy Obywatelskiej popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popieranej bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek Platformy grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby utratę przywileju bycia „panem”.  

Ale z czasem coraz bardziej zdemoralizowana władzą Platforma Obywatelska zaczęła tak przeginać w swej butnej pysze, że Polacy się zbuntowali i jesienią 2015 zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość, które szło do wyborów z hasłem, że nigdy nie będą robić tego, co robiła Platforma Obywatelska.

I co było dalej?

Otóż, życie pokazało, że wzorem redaktora Gazety Wyborczej, tym razem Jarosław Kaczyński postanowił również zagrać na instrumencie dialektyki utwierdzania ludzi w przekonaniu o ich awansie społecznym. Lecz, o ile Michnik postawił na „nowobogacką inteligencję”, to nauczony doświadczeniem utraty władzy w roku 2007 właśnie w wyniku buntu rzeczonej inteligencji Jarosław Kaczyński postanowił z tej inteligencji zrezygnować, - i jak pokazało życie zastosował dokładnie tę samą sztuczkę, co powojenni komuniści polegającą na utwierdzeniu bardzo prostych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od gorszej reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, co w tym przypadku zawdzięczają „władzy ludowej dobrej zmiany” (zastrzegam sobie prawo autorskie do tego określenia). Bo Jarosław Kaczyński też wiedział, że jak szeregowemu cierpiętnikowi miesięcznic smoleńskich powie, że przynależy do crême de la crême IV Rzeczypospolitej, to on też w to głęboko uwierzy, a na domiar złego będzie władzy, która go nobilitowała na lepszego o gorszej reszty „pana” ślepo bronił do ostatniego tchu. Powiem więcej, takie „pisowskie panisko”, w obawie przed utratą nie przynależnego mu statusu czyniącego go patriotą szlachetniejszym od zdradzieckiej reszty, zrobi dla nobilitującej go władzy wszystko, co mu ta władza nakaże. Powiem jeszcze więcej. Jarosław Kaczyński umiejętnie podsycał nagromadzoną w sercach orędowników PiS-u nienawiść do ludzi Platformy Obywatelskiej, którzy ich upokarzali w okresie 2007 – 2015, - co skutkowało tak silną nienawistną chęcią zemsty pisowców na ludziach Tuska, że przestali dostrzegać, iż po zwycięskich wyborach 2015, - PiS w prostej linii zaczął zmierzać do PRL-u bis, którego twarzą Jarosław Kaczyński, , - z perfidną premedytacją zrobił pezetpeerowskiego kacyka Stanisława Piotrowicza ( czego mu nigdy nie wybaczę) niwelując tym samym w pisowskich sercach niegdysiejszy sprzeciw wobec systemu totalitarnego.  A jeszcze do tego bez skrupułów dał ludziom do ręki gotówkę utwierdzając ich w jakże błędnym przekonaniu, że to prezent od rządu PiS, a nie pożyczka, którą w swoim czasie rządzący sobie ze stosownym oprocentowaniem odbiorą. I w tym właśnie niegodnym postępku zawiera się moim zdaniem sekret irracjonalnie wysokich notowań obecnie rządzącego PiS-u, popieranego bezkrytycznie i bezrefleksyjnie przez masy ludowe w obawie, że ewentualny upadek władzy dobrej zmiany grozi utratą tych pieniężnych konfitur. I niestety takie jednorazowe przekupienie ludzi przed wyborami uważam za czyn z moralnego punktu widzenia naganny i niegodziwy.

Wykop Skomentuj438
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka