166 obserwujących
1841 notek
4423k odsłony
7332 odsłony

Dlaczego Władysław Kosiniak-Kamysz pokona Andrzeja Dudę w drugiej turze?

Wykop Skomentuj328

Motto: W polityce często najtrudniej jest dostrzec tak zwane oczywiste oczywistości (Aleksander Kwaśniewski)

Portal internetowy Salon24 news – vide: https://www.salon24.pl/newsroom/997444,tusk-chce-wystawic-kosiniaka-kamysza-przeciwko-dudzie-lis-to-nie-wybory-ministranta informuje:

Według doniesień "Wprost" Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, natomiast ma swojego kandydata. Jest nim lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Sceptycznie odnoszą się do tego władze PO i niektórzy dziennikarze. W ubiegły piątek w Brukseli doszło do spotkania Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza. – Rozmawiali ze sobą 2,5 godziny – mówi informator "Wprost". Podczas spotkania padł m.in. temat wyborów prezydenckich. – Donald Tusk powiedział Kosiniakowi, że uważa go za najpoważniejszego w tej chwili konkurenta Andrzeja Dudy. Dodał, że szef ludowców powinien kandydować na prezydenta, ale zastrzegł, że przy dużej liczbie kandydatów jest bardzo realne ryzyko, iż Władek nie wejdzie do II tury wyborów prezydenckich. Dlatego za główny cel Stronnictwo powinno sobie postawić wprowadzenie swojego lidera do II tury – relacjonuje tygodnikowi działacz związany z ludowcami…

Mój komentarz:

Jesienią 2015 PiS wygrał wybory prezydenckie, ale nie oszukujmy się i powiedzmy sobie otwarcie, że nieznany wcześniej nikomu poseł Andrzej Duda został prezydentem w znaczącym stopniu dzięki Bronisławowi Komorowskiemu i Platformie Obywatelskiej. Bo walczący o drugą kadencję prezydent Komorowski, zwiedziony sondażami, które dawały mu 70% punktów procentowych popadł w zgubną dla niego butę i pewny zwycięstwa kompletnie zlekceważył kampanię wyborczą, a Platforma Obywatelska już wtedy odsłoniła swoje prawdziwe oblicze, a jej niegdyś skuteczna polityka miłości zmieniła się tak obłąkańczą nienawiść do wszystkiego, co prawicowe, że straszenie PiS-em przestało działać i Polacy, "z braku laku", postanowili zagłosować na wygadanego Andrzeja Dudę, któremu w drugiej turze pomogły głosy kukizowców. Słowem, nie bójmy się powiedzieć, że Andrzej Duda został prezydentem szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie będąc ani mężem stanu, ani urzędnikiem państwowym stosownie przygotowanym do pełnienia funkcji Głowy Państwa, o czym pisałem w notce pt. „Polityk, czy mąż stanu? Oto jest pytanie” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/614972,polityk-czy-maz-stanu-oto-jest-pytanie , co zdaje się potwierdzać tezę, że Jarosław Kaczyński celowo namaścił Andrzeja Dudę, bo znał dobrze słabość jego charakteru, a do realizacji swoich planów takiego właśnie człowieka potrzebował. 

Powiem więcej. Andrzej Duda z pewnością nie zostałby prezydentem, gdyby nie posłanka Beata Szydło i poseł Krzysztof Łapiński, którzy trzeba przyznać po mistrzowsku poprowadzili mu uwieńczoną sukcesem kampanię prezydencką, wykonując dla niego gigantyczną pracę w terenie na obszarze całej Polski, a Andrzej Duda przyjeżdżał już na gotowe zakładając polityczny bajer, co trzeba przyznać umie świetnie robić.

I tak, pierwszym kardynalnym błędem prezydenta Andrzeja Dudy był brak jego reakcji i bezwolne przyzwolenie na brutalne upokorzenie i bezpardonowe zrzucenie Beaty Szydło z fotela premiera przez bezwzględnego egzekutora Jarosława Kaczyńskiego, celem zastąpienia jej Mateuszem Morawieckim. A był to błąd kardynalny z tej przyczyny, że Beata Szydło była uwielbiana przez żelazny pisowski elektorat, a nielojalność Dudy w stosunku do Beaty Szydło, której de facto zawdzięcza prezydenturę, będzie mu zapamiętane na zawsze, tak, jak zapamiętano niegdyś Cimoszewiczowi nielojalność w stosunku do powodzian.

W kilka miesięcy później PiS wygrał wybory parlamentarne z przewagą sejmową. Ale mimo tego, iż Jarosław Kaczyński po wygranych wyborach zapowiedział, że nie będzie zemsty i odwetu, w podświadomości ludu pisowskiego tkwiła chęć zemsty na tych, którzy ich przez osiem lat w ordynarny i brutalny sposób wyśmiewali, lżyli i poniżali odżegnując od czci i wiary. I było to w pewnym sensie zrozumiałe, gdyż „dorzynania watah" i sikania na znicze złożone pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim po smoleńskiej tragedii narodowej po prostu zapomnieć się nie da.

I tak młody prezydent Duda stanął na czele zwaśnionego narodu podzielonego na dwie nienawidzące się wzajemnie połowy.

Paradoksalnie, ten społeczny podział mógł być wielką szansą dla młodego prezydenta Dudy, który stał się jedyną i ostatnią nadzieją na pojednanie zwaśnionych Polaków. Dlaczego? Bo PiS do takiej powszechnej zgody narodowej nie był w stanie doprowadzić, gdyż jego prominentni działacze, szczególnie ci starsi, jak Terlecki, Kuchciński, Lipiński, Macierewicz, et consortes,  którym powierzono decyzyjne stanowiska w państwie, - nie byli już w stanie zmienić swej anachronicznej mentalności obciążonej zaszłościami komuny, okrągłego stołu, na Smoleńsku kończąc, więcej o tym pisałem w notce pt. "Widziały gały kim kluczowe stanowiska w państwie obsadzały - vide: http://salonowcy.salon24.pl/740497,widzialy-galy-kim-kluczowe-stanowiska-w-panstwie-obsadzaly .

Wykop Skomentuj328
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka