Pod zamkiem natknąłem się na info, które sprawiło, że wsiadłem w auto i natychmiast odjechałem w stronę Kornwalii. Okazało się, że w roku 1066 pod Hastings rozegrała się najważniejsza bitwa w historii Anglii. Przegrana wprawdzie, ale ten " normandzki bękart " wprowadził sprawny system poboru podatków, a jak wiemy sprawnie zbierane podatki potrafią zbudować sprawne państwo. Co oczywiście nie jest regułą , bowiem są państwa, w których sprawnie zbierane podatki potrafią wyrwać sporych rozmiarów dziurę budżetową. Jadąc w stronę Kornwalii miałem dylemat, istniało ryzyko, że jak się zagapię to dojadę na koniec Kornwalii a tam niechybnie natknę się na najbardziej na zachód wysunięty dom w Anglii. Wolałem nie ryzykować dlatego skierowałem się z powrotem na północ i wjechałem do hrabstwa Wiltshire.
Cudowna pogoda, cudowna zieleń, pora sianokosów, zapachy jak w Polsce. Widać wysoką kulturę rolną, pola elegancko wysprzątane, w jednej z wiosek zauważyłem sporą kupę kamieni na polu. Dbają tu o pola, zbierają kamienie by maszyn nie uszkodzić - pomyślałem i dodałem gazu by szybciej dojechać do wsi. Niestety wieś nazywała się Stonehenge i okazało się, że są to najstarsze kamienie w Europie. Straciwszy nadzieję na normalność postanowilem jechać do Szkocji. Edynburg i Glasgow znam bardzo dobrze, klimaty mocno industrialne, resztę Szkocji znam z okna pędzącego Pendolino, zieleń zawsze migała w oknie pociągu, wprawdzie innego koloru niż w Europie, bardziej surowa, ale zieleń to zieleń - pomyślałem jak Waldemar Pawlak wstępujący do ZSL.
Ustawiłem GPS i z powrotem autostradą M1 ruszyłem na północ. Chciałem ominąć Birmingham i Sheffield, bo pierwsze dumne jest z koegzystencji Anglików z największym skupiskiem muzułmanów w UK, a Sheffield to najnowocześniejsza na świecie metalurgia, stąd wywędrowała w świat stal nierdzewna. A ja szukałem normalności, czegoś na ludzką miarę. Yorkshire wpadło mi w oko, szczególnie po żniwach przypomina Warmię, wyzłocone pola i gigantyczne baloty zrolowanej słomy. Kępy drzew przypadkowo porozrzucane po polach. Wszystkiego w sam raz. Tylko architektura inna bo w każdym domu dwa kominy, przy każdym szczycie, a nie jeden jak na warmińskich, czerwonych dachach chałup. Widocznie mają po dwa kominki w domu, więc w przypadku kłótni rodzinnej każdy idzie do swojego kominka i niezależnie suszy mokre skarpety. Praktyczne rozwiązanie dające kobiecie sporą niezależność.
Do Szkocji chciałem jechać przez Newcastle, choć lepiej i wygodniej przez Carlisle, ale tam już byłem i wiedziałem czego można się spodziewać. Najważniejsza twierdza na granicy ze Szkocją, klucz do Anglii, miejsce gdzie przetrzymywano Marię Stuart, proszę jednak nie sądzić, że i Juliusza Słowackiego. Byłem w celi Marii Stuart, ze swoimi płucami to osadzony Juliusz S. wytrzymałby tam góra miesiąc. Kiedy byłem już tuż, tuż przy szkockiej granicy, drogę zagrodził mi wysoki na 3 m mur. Pomyślałem, że i tu wysoka kultura rolna, pola grodzą, szkockie krowy nie wchodzą w szkodę a Szkoci przebrani za kobiety w tych swoich spódniczkach w kratę, dzięki takiemu murowi nie uprowadzają angielskich krów. Pojechałem wzdłuż muru, po 3 km natknąłem sią na wielki parking i muzeum open air. Okazało się , że ten mur to jakiś mur Hadriana i jest to najstarszy mur graniczny w Europie. Bracia Walter Ulbricht i Erich Honecker urodzili się wiele, wiele lat po tym całym Hadrianie.
W tym momencie załamałem się psychicznie, postanowiłem wrócić do domu i już nie szukać niczego normalnego. Jadąc do domu zajechałem do niewielkiego miasteczka Durham, cały czas jednak zachowywałem czujność, aby nie natknąć się na jakieś " naj " W miasteczku był duży wiadukt kolejowy, mniejszy jednak niż w Stockport, wiedziałem więc, że nie jest największy w Anglii ani tym bardziej w Europie. Przechodząc przez most na rzece Wear natknąłem się na rzecz jakiej nigdzie w świecie nie widziałem, kaskada na rzece biegła nie w poprzek rzeki lecz wzdłuż, uznałem to za podstęp. Miałem jednak już pewne doświadczenie i wiedziałem, że nie zaskoczą mnie tablicą informacyjną, że w Durham jest najdłuższa kaskada na świecie. I nie zaskoczyła mnie ta informacja, zaskoczyło mnie jednak coś innego. Okazało się, że mieszkańcy Durham dumni są z tego, że do szkoły w ich mieście chodził Jaś Fasola.
Wróciłem tedy złamany do domu i jutro lecę do kraju gdzie wprawdzie nie wszystko jest " naj ", gdzie wiele rzeczy mi się nie podoba, ale przynajmniej mam gwarancję, że mamy najlepszego premiera od czasów Józefa Cyrankiewicza, najlepszego ministra finansów od czasów księcia Druckiego - Lubeckiego i najlepszą prezydent stolicy od czasów Zygmunta III Wazy, bo o ile dobrze zapamiętałem z historii to on był pierwszym prezydentem Warszawy, jako stolicy. Muszę wesprzeć panią Hanię naszą kochaną, dlatego lecę na to grzybobranie, mam nadzieję że trud mój nie będzie daremny. Jeśli jednak pani Hania nasza kochana nie utrzyma sie na stołecznym stolcu, to ja nie mam zamiaru czekać z założonymi rękami. Taki głupi jak red. Jacek Żakowski to ja nie jestem, mnie pisowska insurekcja warszawska nie zaskoczy, ja nie dam się ciągać po warszawskim bruku za włosy, dlatego na wszelki wypadek wykupiłem sobie rezerwację na samolot do Lizbony i w razie czego czmycham tam. Wrócę jak sytuacja się ustabilizuje z panią Hanią i z tym szczytem klimatycznym.
Dlatego umiłowani czytacze [ lubię czasem sięgnąć po klasyka ] powrócę tu po 17 listopada 2013 roku. Mam nadzieję spotkać wszystkich w znakomitym zdrowiu i w znakomitych humorach. Do widzenia.




Komentarze
Pokaż komentarze (50)