Siukum Balala Siukum Balala
697
BLOG

Sowińcowi do sztambucha II

Siukum Balala Siukum Balala Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 58

Sowińcowi, który powiedział, że nie zeżarłby żaby, żeby nie wiem co

W ubiegłym miesiącu zaliczyłem  bardzo solidne studia językowe. Zagłębiałem  się równolegle w pięć języków  po to by za moment zagłębiać się  w talerzu. W większości portugalskich restauracji menu podawane jest w pięciu językach. Portugalskim, hiszpańskim, francuskim, angielskim i niemieckim. W Estoril natknąłem się nawet na menu rosyjskie, dlatego nie musiałem szukać w słowniku co to jest bacalhau, ani jak smakuje tреска с жара. W Estoril jest jednak kasyno, a nikt tak nie umie tracić pieniędzy w kasynie jak potomkowie Dostojewskiego. Dlatego frontem do klienta i dlatego na przykład w Nicei taksówkarze tak pilnie uczą się rosyjskiego. Z tych moich studiów wniosek wysnułem jeden : najlepiej do opisu potraw, najlepiej do zasyganlizowania klientowi jakich to spécialité de la maison możemy spodziewać się po kucharzu, nadaje się język francuski. Potem w kolejności : hiszpański, portugalski, angielski i niemiecki. Nie bądźmy jednak  jakimś Jürgenem  Schnitzlem czy jakąś Hannelore Klopse i nie pytajmy dlaczego. Bo dlatego. Zamawiamy na przyklad  Hauptspeisen i kelner serwuje nam :
 - Heu und Stroh mit Räucherlachsstreifen ... 3,90 €
    lub
 - Perlhuhnbrust im Speckmantel mit Schnittlaucharoma ... 4,70 €
No jak to brzmi ? Jeśli jesteśmy głodni to zjemy, ale jakoś bez apetytu.
 No to może dessert ?
  -  Apfel im Schlafrock ... 1,90 €
  ... że stary Apfelbaum chodził po sklepie w szlafroku to wiem, ale jabłko ?
Ten mój wniosek, że francuski jest najlepszym językiem do oddania kulinarnych niuansów, żadnego uzasadnienia oczywiście nie ma. To się bierze ze stereotypów, z takich klisz w jakie życie nas wyposażyło, nic więcej. Francja to najwykwintniejsza kuchnia, elegancja - Francja, szyk i sznyt, więc to chyba stąd się wzięło.

Istnieje powszechne przekonanie - uzasadnione - że Niemcy bardzo łatwo dają się zapędzić do koszar. Tu mamy sytuację podobną jak z językiem francuskim w kuchni. Do opisania całej koszarowej egzystencji i sytuacji jakie mogą zdarzyć się w czasie musztry, najbardziej nadaje się język niemiecki :

Maschinengewehr vor!

Abteilung, kehrt!

Im Gleichschritt! Marsch!

Około roku 1870 udało się zapędzić do koszar bardzo dużą grupę Niemców, ponieważ życie w koszarach jest bardzo monotonne i dość obciążające kieszeń podatnika, dlatego wyższe dowództwo stara się po krótkim szkoleniu wypchnąć rekrutów w pole. Organizowane są dla żołnierzy tzw. Feldzugi. Już w tamtym  czasie można było pchnąć tych żołnierzy nach Osten, jednakże car rosyjski Aleksander II zwracał się do pruskiego króla Wilhelma Kartätschenprinza  " per wuju " i głupio byloby posyłać własnych  żołnierzy przeciw własnemu siostrzeńcowi. Dlatego pchnięto ich na Zachód, na Francję. Jako, że Francuzi po śmierci Napoleona zapomnieli jak się walczy z Prusakami dlatego dość szybko doszli do wniosku, że walka nie ma sensu. Lepiej koło południa udać się na dejeneur : tak też po krótkiej pogawędce Napoleona III z Bismarckiem uczyniono. Francuzi udali się na swoje dejeneur a Niemcy zjedli Eintopf i pomaszerowali Gleichschrittem nach Paris.
Ponieważ mieszkańcy ówczesnego Paryża do najzamożniejszych nie należeli, dejeneur a nawet petit dejeneur nie był dla nich czymś powszechnym, więc jako ludzie mający niewiele do stracenia postanowili Paryża bronić. Rozpoczęło się oblężenie miasta, trwające przez zimę 1870/71. Paryż zamieszkiwało wówczas ponad 1,5 miliona ludzi. Blokada zwykle oznacza kłopoty z aprowizacją, tak stało się i tym razem. Dość szybko poradzono sobie z zapasami sklepowymi i z zapasami magazynowymi. Następnie pod nóż poszły konie w liczbie 65 tysięcy, w tym dwa konie cesarza Napoleona III, dar cara Aleksandra II. Te konie nie były cesarzowi potrzebne ponieważ w tym czasie dosiadał już konia pruskiego. Konie w oblężonym mieście również nie są potrzebne, gdyż mogłyby pozabijać się o kamienice. Żaden szarżujący szwadron nie jest w stanie skręcić pod kątem 90 stopni jeśli w czasie szarży natrafi na przykład na przecznicę. Po zjedzeniu koni, głodne oczy Paryżan obróciły się w stronę ogrodu zoologicznego. Zjedzono najpierw jaki, bizony, antylopy oraz zebry. Hipopotam ocalał ponieważ cena ustalona na 80 tysięcy franków była jednak zbyt wygórowana za mięso, o smaku którego nie wiedziano nic. Nawet Francuzi nie wiedzą wszystkiego o smakach. Z powodów symbolicznych ( męstwo i odwaga ) nie zjedzono jedynie lwa i tygrysa. Oszczędzono również małpy człekokształtne, odezwała się gatunkowa solidarność. Uznano, że krewniaków się nie zjada. Handel mięsem z zoologu zmonopolizował niejaki Monsieur De Boos, mający swoją masarnię przy bulwarze Haussmana. Stać było tego " paryskiego Stokłosę " na wyłożenie 28 tysięcy franków za dwa słonie : Castora i Polluxa, które również trafiły na stół. Tu największą przebitkę osiągnął De Boos na trąbach, wyceniając je na 40 franków za funt. Czasem i trąbę docenią. Po zjedzeniu ogrodu zoologicznego zaczęto niestety zjadać czworonożnych przyjaciół : psy i koty. Wcześniej odłowiono oczywiście wszystkie ryby w paryskich fontannach. W końcu zaczęły się polowania na szczury i półtuszki tych miłych gryzoni zawisły na rzeźnickich hakach. Nie wiadomo co jeszcze zjedliby Paryżanie gdyby książe Kartaczy nie koronował się wreszcie w ich francuskim Wersalu na cesarza Niemiec. Niemcom też zdarza się mieć poczucie humoru. Trzeba jednak przyznać Francuzom, a raczej ich językowi, że nawet w czasie kiedy jedli psy, koty i szczury robili to z wielką elegancją.
Przykładowe menu na sezon zimowy 1870/71 :
- Consommè de cheval au millet
( Zupa z prosa i koniny )
- Brochettes de foie de chien à la maître d'hotel
  ( Psie wątróbki z grilla )
- Émincés de râble de chat sauce mayonnaise
  ( Comber z kota w sosie majonezowym )
- Épaule de filet de chien sauce tomate
  ( Łopatka z psa w sosie pomidorowym )
- Civet de chat aux champignons
   ( Gulasz z kota z grzybami )
- Côtelettes de chien aux petits pois
  ( Kotleciki z psa z groszkiem )
- Salmis de rats á la Robert
  ( Potrawka ze szczurów à la Robert )
- Gigot de chien flanque de ratons
  ( Udziec z psa ze szczurkami )
- Plum pudding au jus à la moelle de cheval
  ( Pudding śliwkowy z sosem ze szpiku końskiego )
PS. Przepraszam, że tyle tu wtrętów francuskich i niemieckich, ale ja do każdego posiłku zamawiałem wino i dzięki temu bardzo mi się materiał utrwalił. Dużo słówek wpadło.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (58)

Inne tematy w dziale Kultura