Cztery dni nieprzerwanego świętowania za nami. W Wielkej Brytanii, inaczej niż w Polsce, Wielkanoc trwa od Wielkiego Piątku. Wielki Piątek ( Good Friday ) to dzień ustawowo wolny od pracy. Większość tutejszej ludności oddawała się zatem "nicnierobieniu " prócz mnie, ale na mnie proszę nie zwracać uwagi, ja chodzę do pracy z bardzo prozaicznego powodu, ja po prostu nie mam nic do roboty.
Wielkanocne świętowanie w Wielkiej Brytanii ma swoją specyfikę i różni się od naszego, polskiego świętowania. Anglicy to społeczeństwo stadne, więc świętują grupowo. W moim mieście, w większości tzw. Community Centre odbył sie wczoraj Familly day. Nieodzownym elementem Wielkanocy w UK jest również Funfair, więc na większości lokalnych boisk do krykieta stanęły lunaparki z karuzelami i diabelskim młynami, nie zabrakło i dla najmłodszych bounce castle, czyli dmuchanego zamku i zjeżdżalni. Wszędzie nastrój festynowy bo wszędzie koledzy po fachu Waldka Pawlaka z sikawkami w pogotowiu. Nie ma wszak festynu bez straży ogniowej, nawet w UK, gdzie wszystko jest takie inne.
A jak świętowała nasza polska community ? Tradycyjnie. Urodzona już tu dziatwa podreptała z rodzicami do polskich kościołów święcić jajka.. i tak ma być. Tradycja. Bo cóż wart jest człowiek bez zakorzenienia w tym co jego ? w tym o co go uformowało i w tym co pamięta z dzieciństwa. Nic nie jest wart taki wyalienowany człowiek i źle mu z tym, choć czasem nie jest w stanie sobie tego uświadomić. Ja jednej tylko tradycji nie dochowałem. Nie postrzelałem sobie z karbidu. Tylko skąd dziś brać karbid ? a najważniejsze skąd zdobyć metalowe pudełko po kawie " Ince " bo żadne inne tak nie strzelało jak po " Ince " Może za rok ? Bo na taki świąteczny czterodniowy maraton przyjdzie nam poczekać niecały rok. Następna Wielkanoc i Good Friday 27 marca.
Niczego w kwestii takich - prawie ferii - nie da się zrobić, niczego przyspieszyć, bowiem reguły świętowania w UK, jak wszystko co anglosaskie, są niesłychanie proste. Wszystkie święta są zafiksowane w kalendarzu i nie ma żadnej możliwości kombinowania, dobierania jednego dnia z urlopu, odpracowywania itp, po to by okres świętowania przedłużać w nieskończoność. Podobne sztuczki z dobieraniem dni - jak Polacy - robią i Francuzi. U nich nazywa się to " faire le pont " czyli robić most, chyba dlatego, że można cały tydzień przejść suchą stopą, nie pobrudziwszy pracą ni rąk ni nóg. W Anglii niestety tak się nie da. Dni urzędowo wolnych jest zaledwie osiem, cztery z nich to tradycyjne święta chrześcijańskie : Boże Narodzenie, Boxing day ( drugi dzień Bożego Narodzenia ), Wielki Piątek i Poniedziałek Wielkanocny Pozostałe dni wolne to oczywiście Nowy Rok, May Day wypadający zawsze w pierwszy poniedziałek maja, Spring Bank Holiday, ostatni poniedziałek maja i Summer Bank Holiday, ostatni poniedziałek sierpnia. To wszystko. Dodatkowy dzień wolny może sprezentować królowa lub premier z ważnych powodów np. pogrzeb członka rodziny królewskiej, jubileusz królowej czy ślub członka rodziny królewskiej. Wtedy jednak podnoszą się krytyczne głosy pracodawców, którzy mają na tę okoliczność gotowe wyliczenia, twierdząc że gospodarka narodowa straci przez jeden dzień np. 100 milionów funtów. Na co pracobiorcy argumentują : ale my zostawimy w pubach 70 milionów funtów, a dodatkowe 50 milionów zostawią turyści, którzy przyjadą z kontynentu by wziąć udział w ślubie stulecia czy obejrzeć nowonarodzonego następcę tronu. Dochodzi do consensusu, bo już z prostego zsumowania widać, że kanclerz skarbu będzie do przodu.
Lepiej jeślli chodzi o dni wolne mają Szkoci i mieszkańcy Irlandii Północnej. Szkoci mają najmocniejszą whisky, więc po Sylwestrze mają aż dwa dni ustawowo wolne, choć według mnie w Glasgow powinno być, aż trzy dni wolne. Dodatkowy dzień wolny mają w dniu Św. Andrzeja, patrona Szkocji. W Irlandii Północnej jest podobnie, dzień wolny od pracy to imieniny Św. Patryka patrona Irlandii i jedyny dzień wolny w brytyjskim kalendarzu swiątecznym - odwołujący się do historii - to rocznica bitwy nad rzeką Boyne, obchodzona w Irlandii Północnej 12 lipca. Bitwa, w której protestanci spuścili lanie katolikom i ta bitwa trwa do dzisiaj, bo jakoś te świeckie tradycje tak się kotwiczą w świadomości, że do dziś w Belfaście w dzień wolny od pracy oranżyści tłuką się z katolikami. Bo w bitwach nigdy nie ma dwóch wygranych i domaganie się rewanżu jest rzeczą całkowicie naturalną. Z tego prostego wyliczenia jasno wynika, że mieszkańcy Walii i Anglii są w kwestii dni wolnych dyskryminowani, bo Walijczycy idą normalnie do pracy w dniu św. Davida, patrona Walii a Anglicy w dniu św. Jerzego - swojego patrona - wypić mogą, ale dopiero po pracy.
Taki rozkład dni wolnych od pracy w brytyjskim kalendarzu obowiązuje, z niewielkimi zmianami, od roku 1871, czyli od ogłoszenia Bank Holidays Act. Wcześniej było nieco inaczej. W wiek XIX weszła Wielka Brytania z ponad trzydziestoma dniami zwyczajowo wolnymi od pracy, które to nanizały się na ten kalendarz z przyczyn religijnych głównie. Jednak rewolucja przemysłowa jest w stadium kulminacyjnym i taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Dżentelmeni w cylindrach gorączkowo rozprawiają o jakimś kapitale, kredytach, odsetkach, stopach zwrotu, wekslach, obligacjach, akcjach. O jakiejś amortyzacji maszyn. Nie można dopuścić do sytuacji, w której przez 30 dni w roku klasa robotnicza śpi do 10:00. Kasuje się więc cichcem wszystkie dni wolne pozostawiając jedynie najważniejsze święta kościelne. Taka sytuacja nie podoba się z kolei klasie robotniczej. Wtedy na polityczną scenę wkracza Sir John Lubbock. Bo zadanie polityków to znajdowanie consensusu, a nie antagonizowanie społeczeństwa.
Kim był John Lubbock ? Był synem bankiera, który miał jedno życie, a dokonał tylu rzeczy i zajmował się tyloma sprawami, jakby miał tych żyć pięć. Prowadzący z sukcesem odziedziczony po ojcu bank. Wielki filantrop, którego fundacja wspierająca sierocińce działa do dziś. Prezes brytyjskiej izby handlowej, archeolog, antropolog. Przyjaciel i wielki zwolennik Darwina, nazywany czasem " bodyguardem " darwinizmu. Polityk. A na dokładkę uznany entomolog. Gdyby nasz pan prof. Niesiołowski nie skupiał się tylko na tej ostatniej pasji Lubbocka, a zajął się innymi pasjami i znalazł ujście dla swojego ADHD, to nie musiałby szarpać się z dziennikarkami i być może przy okazji napisałby - jak Lubbock - 28 ustaw. Tak dla wspólnej korzyści. Na koniec był Lubbock językoznawcą, więc do spółki z Darwinem działał na rzecz zmian i uproszczenia angielskiej ortografii. W tej kwestii nie nalegałbym akurat na wzmożoną aktywność naszych polityków. Włos się na głowie jeży, kiedy pomyślę, że pan prezydent korzystając z inicjatywy ustawodawczej, przygotowuje projekt zmian w polskiej, skomplikowanej, ortografii.
Ustawa o dniach wolnych przeforsowana przez Lubbocka wywołała taki entuzjazm wśród tych, których pieśń światowego proletariatu określała jako" wyklęty lud ziemi ", że sierpniowy Summer Bank Holiday przez jakiś czas nazywano dniem Św. Lubbocka.
Dziś, zwyczajowo - niepoprawnie - wszystkie dni wolne nazywa się Bank holiday. Bank holiday dlatego, że jedynym sposobem przymuszenia fabrykantów do nieprzychodzenia do pracy, był nałożony przez ustawę nakaz zamknięcia wszystkich placówek bankowych i wstrzymania wszystkich operacji finansowych. A w kapitalizmie tak się utarło, że jak ustaje przepływ kapitału to wszystko staje [ tu akurat mam na myśli maszyny ] Mimo, że Lubbock zrobił większości dobrze, to złośliwcy i tak uważali, że Summer Bank Holiday dopisał do ustawy, mając na względzie swój prywatny interes. Podobno w ostatni poniedziałek sierpnia w hrabstwie Lubbocka był finał rozgrywek w krykieta, a brat Lubbocka był czynnym zawodnikiem, więc wypadało oderwać się od obowiązków i obejrzeć grę brata. Prywata panie, prywata w tej Anglii.


Komentarze
Pokaż komentarze (39)