Spór o nieopublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego trwa, istota sporu o Trybunał stała się tak zagmatwana, że poradzić sobie z nią nie mogą nie tylko zwykli zjadacze chleba, ale i prawnicy z najwyższych półek. Dlatego też najtęższa głowa pośród dziennikarskich tuzów III RP, red. Gugała wziął sie za objaśnianie sedna tej jurystycznej zagwozdki na antenie TOK FM. Ponieważ sprawa jest naprawdę skomplikowana, dlatego paralela użyta przez redaktora musiała być prosta jak rympał używany przez złodziei samochodów.
- Masz samochód, ja ci go kradnę, a następnie uchwalam ustawę, która mówi, że w określonych okolicznościach mogę go ukraść - zaczął publicysta. - Potem mówię: porozmawiajmy
- Zwrócisz mi cztery koła i kierownicę - wtrąciła się Dominika Wielowieyska.
- Zwrócę ci zimowe opony i będziemy dyskutować. Totalny absurd - żachnął się Gugała.
- Mamy w Polsce obowiązującą konstytucję i prawo - dodał. Jak ocenił, jest ono "złe, przegadane, wielokrotnie sprzeczne ze sobą". - Mamy gąszcz prawny, ale mamy - powiedział Gugała.
- Dopóki nie zmienimy prawa, nie możemy postępować niezgodnie z nim. A zwłaszcza nie możemy postępować niezgodnie z konstytucją, dopóki jej nie zmienimy - zaznaczył publicysta. - W sprawach fundamentalnych nie ma kompromisów - podkreślił.
Na nic wasze tłumaczenia szanowni redaktorzy, tej sprawy nikt już nie rozwiąże, ani nie pojmie, nawet wy. Mendownia trafiła na auto w " dziupli " pod Łomiankami. Już jest w Polmozbycie, prezes Rzepczyński kazał przebić numery. Auto jest nie do odzyskania przez prawowitych właścicieli. Dlatego Jaro z chłopakami z miasta chce kropnąć prezesa Polmozbytu. O czym ten przezornie poinformował pewną redaktorkę na skupie makulatury i butelek. No taka historyjka z półświatka.



Komentarze
Pokaż komentarze (185)