Szeregowiec Iwan Iwanowicz wciągnął ostatni kłębuszek dymu w czeluść swoich żołnierskich płuc. Wstał ze skamiejki i ruszył w stronę Spasskiej Baszty, czuł, że serce wali mu jak młoty Kuźniecka, czuł krople potu wsiąkające w uszankę zawiązaną na staranną kokardkę przez matkę. Ciężkim krokiem szedł w stronę swojego życiowego pragnienia. Dystans między GUM, a Spasską Basztą jest żaden, jemu jednak wydawało się, że przemierza drogę z Moskwy do Semipałatyńska. Kiedy stanął przed basztą nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Zamknął oczy i uszczypnął się w policzek, syknął z bólu. Któż to szczypie się w policzek przy 35 stopniowym mrozie ? Otworzył oczy, a baszta stała nadal. Zadarł głowę do góry i spojrzał na zegar. Nie miał jeszcze zegarka, swój pierwszy zegarek zdobędzie na Niemcu dopiero za trzy miesiące. Moskiewskie kuranty cichutko ( front stał po Moskwą ) wybiły godzinę drugą w nocy. Był tu gdzie pragnął być. Zadarł głowę jeszcze wyżej i wyżej, wzdłuż szpicy, do samego końca. Była tam, była otulona delikatnym płaszczykiem szronu pięcioramienna sowiecka, czerwona gwiazda, taka sama jak na zdjęciach z pierwszomajowych, fotograficznych relacji w radzieckich gazetach. Ona istniała naprawdę, gdyby front nie stał pod Moskwą dziś świeciłaby blaskiem proletariackiej chwały jak do wojny i jak po wojnie lśnić będzie po wsze czasy - myśli pędziły w głowie Iwana jak pośpieszny do Symferopola. Gwiazda umieszczona tu rękoma radzieckiego proletariusza, gwiazda polarna wszystkich postępowych ludzi świata. Drogowskaz, azymut, waserwaga, sekstans, busola dla tych wszystkich, którzy nie szczędzą sił i życia, by wyrwać ludzkość z jarzma kapitalizmu i imperializmu, a od niedzieli 22 czerwca 1941 roku i faszyzmu. Iwan patrzył i patrzył, aż zabrakło mu słów. Po cóż tu jednak słowa, kiedy i tak z nikim wrażeniami podzielić się nie można. Plac Czerwony był kompletnie pusty, druga w nocy, wojna, front stoi pod Moskwą, ludzie woleli siedzieć w domu. Ludzie tak, ale będący na służbie już nie.
- Stój ! Nie ruszaj się !
Iwan odwrócił się powoli. Z mroku wynurzyła się korpulentna postać z pucułowatą twarzą, w błękitnej czapce z dystynkcjami wskazującymi na lejtnanta NKWD. Iwan Iwanow zwrócił również uwagę na świdrujące, czujne oczy funkcjonariusza.
- Czego tu sterczycie o drugiej w nocy ? Może faszystowski najmita dybiący na życie towarzysza Stalina ?
- Towarzyszu lejtnancie pozwólcie zameldować. Jaki ze mnie faszystowski najmita. Szeregowiec Iwan Iwanowicz, 9 gwardyjska, 12 kompania " rozwiedki " Wracam z przepustki od ojczulków. Kołchoz " Pierwomajskoje " rejon Jegorowski.
- Wot durak Iwanow. Wszystkich by was do łagru wysłać. Macie szczęście, że wojna. Weźmiemy się za was po wojnie. Nie pytany zdradziliście jedną tajemnicę wojskową i jedną państwową, zdradziliście numer jednostki i lokalizację kołchozu " Pierwomajskoje " wiecie czym to grozi ?
- A gdybym to ja był faszystowskim najmitą i kropnął was teraz w kark z mauzera, to co ? ubrałbym wasz mundur, uszankę wziął papiery i zameldował się jako wy w 9 gwardyjskiej, 12 kompanii " rozwiedki " to miałby teraz ten gad Hitler szpiega w szeregach Armii Czerwonej czy nie miałby ? Co wy " Stawki większej niż życie " nie oglądaliście ? Nie wiecie, że my potrafimy Giermańcom podmienić naszego lejtnanta na niemieckiego lejtnanta Abwehry tak, że nawet sturmbahnfuhrer Hermann Brunner się nie zorientuje.
- Towarzyszu lejtnancie, ale jakże to tak ? ja chudy wy tacy bardziej w sobie, dowódca od razu pozna, że obcy na kompanii.
- Głupiście Iwanow jak niemiecki but. Byliście u mateczki w kołchozie ? byliście.
Mogliście się odpaść na kołchozowej śmietanie i blinach ? mogliście. Dowódca nie poznałby, a poza tym w szynelu i uszance każda morda jednakowa.
- Towarzyszu lejtnancie ale jakże to tak odpaść się w 48 godzin ?
- Powtarzam, głupiście Iwanow i jak na sowieckiego człowieka bardzo małej wiary. Człowiek sowiecki jak musi to i w 24 godziny się upasie.
- Zawiedliście Iwanow i partię i towarzysza Stalina, tego ot tak zostawić się nie da.
- Towarzyszu lejtnancie to przez ten otok na czapce, to przez to tak wam zaufałem.
- Jaki otok ?
- Wasz czekistowski, komu można zaufać jak nie czekiście. Nikomu innemu ja nie zdradziłbym numeru jednostki ani lokalizacji kołchozu. Gdzież u was w organach mógłby zagnieździć się faszystowski najmita ? kiedy u was szeregi czyste jak woda w Bajkale.
- To prawda szpiona ani najmity faszystowskiego u nas nie znajdziesz. Hitlersyny trzymają się od nas z daleka, czujność u nas to rzecz najważniejsza. Macie szczęście Iwanow, żeście trafili na mnie. To zdradzicie w jakim celu sterczycie na Placu Czerwonym, o drugiej w nocy, bez rozkazu.
- Kiedy to głupie towarzyszu lejtnancie, wstyd się przyznać.
- Mówcie ! od oceniania co wstyd, a co nie wstyd ja tu jestem.
- Chciałem towarzyszu lejtnancie zobaczyć naszą proletariacką gwiazdę, całe życie chciałem zobaczyć i zobaczyłem. Teraz już mi lżej będzie etapem na Kołymę ciągnąć.
Aresztujcie mnie towarzyszu lejtnancie, wiem że jako czekista inaczej postąpić nie możecie.
- Ech, Iwanow, co z wami począć ? ujęliście mnie proletariacką szczerością. Jesteście wolni, wracajcie na front. Nie stójcie tu dłużej, może towarzysz Stalin zechce wyjechać na Szosę Wołokołamską, żeby osobiście dopilnować frontu, zobaczy was i jak to towarzysz Stalin zechce porozmawiać z prostym żołnierzem. Tu straci kwadrans, tam dwa, gdzie indziej godzinę lub dwie i tak nasze nieuchronne zwycięstwo się odwleka. Idźcie już Iwanow.
- Tak jest towarzyszu lejtnancie. Czas na mnie natarcie zaczynamy o 6:00.
- Wot durak Iwanow, znowu zdradził tajemnicę wojskową. Idźcie już i nie naprężajcie mojej czekistowskiej cierpliwości.
- Tak jest towarzyszu lejtnancie ! - zakrzyknął dziarsko po raz ostatni i ruszył w stronę stacji metra Ochotnyj Riad. CIĄG DALSZY NASTĄPI.
1226
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (114)