Kiedy człowiek usiądzie okrakiem na południku zerowym na głowę zwala się takiemu nieszczęśnikowi dziasiątki życiowych dylematów, dziesiątki pytań na które trzeba znaleźć natychmiastową odpowiedź, jeśli chce się iść dalej.
Południk Greenwich to miejsce gdzie wszystko się zaczyna i kończy, więc takie kołatające się po głowie szekspirowskie zagwozdki są chyba czymś naturalnym. Czy iść za głosem serca, czy ulec podszeptom zdrowego rozsądku ? Wschód, zachód, południe, północ, tu wszystkie kierunki idealnie wskazane, czas na 24 - godzinnym zegarze Shepherda z dokładnością do 0,5 sekundy.

W którą stronę zatem podążać ? Na północ ? Do Szkocji, która ostatnio mizdrzy się do Unii ? Oni zawsze się mizdrzyli, jak nie do Francji to teraz do Unii. Raz to się tak mizdrzyli do Francji, że aż trzeba było skrócić o głowę ich królową. Pożytek z tego taki, że Słowacki miał o czym pisać. Na południe ? tam rośnie w siłę islam i ISIS, też można podzielić los Marii Stuart i zostać skróconym o głowę przez jakiegoś Jihadi Johna. Na wschód ? Tam pułkownik Putin i zielone ludziki podnoszą Rosję z kolan, a tam gdzie kogoś lub coś podnoszą z kolan również może być niebezpiecznie, bo ktoś lub coś podnoszone z kolan może runąć powtórnie ze skutkiem jeszcze tragiczniejszym. Na zachód ? Tam - jeśli wierzyć Gazecie Wyborczej - kły szczerzy Donald Trump. Ania Jabłonka, żona Radka twierdzi, że wybór Trumpa zwiastuje rychły koniec amerykańskiej demokracji jaką znamy. Też uważm, że demokracja zabrnęła w ślepy zaułek. Jakieś korekty są niezbędne, bo takie przypadkowe wybory są nieszczęściem naszych czasów. Ludzie mniej wyrobieni politycznie, słabo wykształceni, nieorientujący się w meandrach polityki powinni cedować swoje prawa wyborcze na tych, którzy wiedzą najlepiej. Obecnie bowiem mamy sytucję małpy z brzytwą. Kartka wyborcza w nieodpowiedzialnych rękach wyborcy powoduje, że sprawy nie chcą toczyć się tak jak chcieliby Ania Jabłonka, jej mąż Radek i reszta towarzystwa, które wie najlepiej czym jest władza w rękach ludzi stworzonych do tego. Na razie kursem rekomendowanym przez mnie podąża Austria, tam wiedzą co robić, aby wybór był odpowiedzialny.
Czy jest jakiś bezpieczny kierunek w tym świecie oszalałych profetów, zwykłych wariatów, politycznych hochsztaplerów i sprzedajnych mediów ? Czy iść za głosem serca, czy iść za głosem rozsądku ? czy kupić butelkę Cutty Sark z tym pięknym kliperem na etykiecie, czy za resztę pieniędzy kupić jedzenia na tydzień. Tych pieniądzy coraz mniej, do czwartku nie wystarczy, ten Londyn taki drogi. To jest chyba to o czym wspominał kanclerz skarbu Osborne : koszty wychodzenia z Unii, pieniędzy mam coraz mniej.
Poszedłem za głosem serca do pubu Gipsy Moth pokosztować tego ciemnobursztynowego płynu, rozjaśniającego umysł, popatrzeć na Cutty Sark i galion o kształcie piersiastej Szkotki pod bukszprytem.


Nie miałem innego wyboru. " Gipsy Moth okrąża świat " Pamiętam tę książkę z czasów bardzo zamierzchłych. Błękitna obwoluta, z tyłu notka biograficzna Sir Francisa Chichestera, a na stronie przedniej niepozorny staruszek mocujący się z kabestanem. Trzeba odwagi niebywałej, hartu ducha, wiedzy, doświadczenia i pokory żeby w wieku 65 lat pozwalać sobie na takie forsowne pływanie po oceanach, przechodzić Horn i przy okazji zaliczyć kilka rekordów. Francis Chichester dokonał tego wszystkiego w pojedynkę. Musiałem za niego wypić. Dzięki takim ludziom wiadomo, że nie należy dawać dmuchać się przypadkowemu wiatrowi - temu rzeczywistemu i temu w przenośni - wiatr musimy zaprząc do swoich spraw i celów. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli coś na pokładzie zaniedbamy, jeśli obierzemy zły kurs, to bez wątpienia zostaniemy wydmuchani przez każdy wiatr, z których najgroźniejszy jest wiatr historii.




Komentarze
Pokaż komentarze (66)