
Cinecitta
Ferie szkolne nieubłaganie dobiegły końca. Dziś pierwszy dzień w zwykłych trybach. To żadne odkrycie, ale po raz kolejny okazuje się, że postrzeganie czasu może być dwojakie. Dni wolne mijają niezwykle szybko, te spędzane w pracy mitrężą się w sposób niemożliwy. Dlatego ja zawsze będę preferował dni wolne od pracy, są po prostu przyjemniejsze, a adnotacja HOL, HOL, HOL ... HOL ( Holiday ) na payslipie oznacza, że i tak będzie nam zapłacone. Ostatnia dekada lutego, to jak wspomniałem, w którejś z poprzednich notek, czas poświęcony Berlinale. W tym roku w Berlinie byłem wcześniej, więc o Berlinale nie będzie, ale temat kinowy - zgodnie z tradycją - być musi, bo " film jest najważniejszą ze sztuk " Zaraz po sztuce mięsa... i niech mi tu prawdziwi artyści nie marudzą, tylko niech zrobią dobry film za darmo, bez jakiejkolwiek gratyfikacji, tak aby nie było na ową przysłowiową sztukę mięsa.
Tegoroczne Berlinale zgodnie z przewidywaniami nie było triumfem ( dla recenzentów polskiego środowiska filmowego ) Agnieszki Holland. Film " Obywatel Jones " przepadł, przeszedł niezauważony. Ja naprawdę szczerze żałuje, bo film jest w mojej tematyce. Niestety temat widocznie nie leżał Agnieszce Holland. Hołodomor to jednak nie Holocaust, nie te tryby są poruszane, nie te oczekiwania, nie te pieniądze zaangażowane. Nie da się tu w żaden sposób nakreślić polskich charakterów wyjętych wprost z " Malowanego ptaka " Nie da się. Film przepadł. To nie jest temat dla sponsorów i organizatorów festiwalu, to nie te oczekiwania, nie taka polityka historyczna jest aktualnie realizowana przez dysponentów tematu po stronie Izraela i Niemiec. Zwyciężył film " Synonimy " izraelskiego reżysera Nadava Lapida, choć ten film na pewno nie spodoba się kręgom rządzącym w Izraelu, z powodu krytyki izraelskiego militaryzmu i nacjonalizmu. Być może film dostał nagrodę, bo Niemcy uznali, że mają wreszcie kogoś do pary, w swojej historii nacjonalizmu i militaryzmu. Nagrodzono również film " Grace a Dieu " poruszający aktualny top temat, czyli pedofilię w kościele. Festiwal pokazał również - oprócz filmów - granice twórczej wolności i granice przy przekraczaniu których rozpoczyna się cenzura. Chiny tupnęły nogą i chiński, niewygodny dla władzy, film spadł z afisza. Można dużemu więcej ? oczywiście, że można. Dlatego ja festiwali, tych sanhedrynów hipokrytów i manipulatorów specjalnie nie cenię. Ale o kinie być musi, więc proponuję krótką wycieczkę po Cinecitta, włoskim Hollywood.

Kareta z filmu " Pinokio " ( 2001 )


W warsztacie mistrza Dżepetto
O propagandowej sile rażenia filmu wiedziano już u samego zarania kina. Stąd mnóstwo filmów propagandowych, patriotycznych, które powstały przed i w czasie I wojny światowej. Zatem Lenin z tą maksymą o " najważniejszej ze sztuk " nie był wcale pierwszy, choć oddać trzeba sprawiedliwość, że bolszewicy na tym polu mieli jedne z lepszych osiągnięć. O poziomie bolszewickiej propagandy filmowej może świadczyć to, że sam mistrz nad mistrze, demon propagandy Goebbels zalecał swoim podwładnym, by od czasu do czasu obejrzeli sobie jakiś sowiecki film. Miłość Goebbelsa do kina była niemal dosłowna. Powołanie Reichsfilmkammer, instytucji kontrolującej produkcję filmową III Rzeszy, ciągłe wizyty na Babelsbergu, niemieckiej fabryce snów, najstarszym studio filmowym na świecie, musiały doprowadzić do kryzysu w rodzinie Goebbelsów. Środowisko filmowe jest jednak zakłamane i antysemita tam siedzi na antysemicie. Kiedy Goebbels zmuszał gwiazdę czeskiego kina Lidę Baarovą do zachowań wieloznacznych, sprawę #MeToo musiał rozdmuchać, a może raczej zdusić w zarodku, sam kanclerz Niemiec Adolf Hitler. Nikogo ze środowiska to nie obchodziło. Kiedy producent hollywoodzki niejaki Weinstein zmuszał gwiazdy do zachowań wieloznacznych, zaraz " huzia na Józia " #MeTo, bo on z narodu wybranego. No czyż nie antysemici ?

Poczdam - Babelsberg
Nie do końca jestem przekonany czy ta dygresja o molestowaniu aktoreczek przez tego przystojniaka Goebbelsa jest na miejscu, ale być może to sprawiło, że Il Duce, wódz wszystkich Włochów zapragnął mieć na Tybrem swoje Hollywood i Babelsberg w jednym. Oficjalnie za początek Cinecitta uważa się słowa Mussoliniego - " Kino, nasza najsilniejsza broń " Wzorem było oczywiście Hollywood, choć system organizacyjny wzięto znad Sprewy, bowiem i Włosi powołali swój generalny komitet kinematografii, kontrolujący całość filmowej produkcji, a w roku 1940 - wzorem Niemców - zakazali importu hollywoodzkich produkcji. Nowinki z Hollywood przywiózł syn Mussoliniego, Vittorio - wydawca magazynu Cinema i niespełniony scenarzysta, więc już w 1937 roku powstaje miasteczko filmowe i rusza pełną parą produkcja włoskich filmów, w tym propagandowych.



W 1938 roku powstaje 36 filmów, w 1939 - 51 filmów, w 1940 - 55. Niestety flirt z niemiecką kinematografią nie wyszedł włoskim filmowcom na zdrowie, bowiem od roku 1942, w którym nakręcono aż 87 filmów, produkcja drastycznie spada do 7 filmów rocznie. I tak mieli szczęście, że naszego Franka Dolasa nie wpuszczono na plan, bo nawet tych siedmiu by nie skręcili. Po zbombardowaniu miasteczka snów przez Amerykanów, filmowe reflektory zostają zamienione na świeczki oraz lampy karbidowe i Cinecitta zmienia się w obóz przejściowy dla uchodźców wojennych, jeńców, uciekinierów i ocalonych z Holocaustu. Wielkie dni Cinecitta dopiero nadejdą, wraz z nakręceniem w roku 1945, przez Roberta Rosseliniego filmu " Rzym miasto otwarte " Rozpoczęła się epoka włoskiego neorealizmu. Wielkie dni włoskiego kina, wielkie nazwiska, gwiazdy, wielcy, światowego formatu reżyserzy. Jedyne europejskie kino, które dotrzymywało kroku Hollywood. Co i rusz to wielkie nazwisko : Vittorio de Sica, Giuseppe de Santis, Carlo Lizzani, Federico Fellini, Luchino Visconti, Franco Zefirelli, oczywiście nie mogę pominąć Sergio Leone i sobotnich spaghetti westernów w TVP. Aktorzy - Marcello Mastroianni, Lino Ventura, Ugo Tognazzi, Sophia Loren, Giulietta Masina, Vittorio Gassman, Anna Magnani... itd...itd.

Venusia z filmu " Casanova " w reżyserii Federico Felliniego ( 1976 )
I tej europejskiej multi - kulti mi brakuje. Multi - kulti rozumianej inaczej niż dziś.
Kto był ostatnio w kinie na włoskim filmie ? ręka do góry. Brakuje francuskich piosenek, włoskich i francuskich filmów. Wszystko się zamerykanizowało i zglobalizowało, czyli ( bardzo nie lubię tego słowa ) z gleichschaltungowało.

Babelsberg - hala zdjęciowa Piaskowego Dziadka
Jedyna pociecha, że intencje twórców Cinecitta i wytwórni na Babelsbergu przegrały z historią. W jednym powstało mnóstwo świetnych filmów, w drugim zaś trochę mniej i trochę gorszych, ale za jednego tylko, kochanego Winnetou, Piaskowego Dziadka i serial Polizeiruf 110 wiele możemy enerdowskim filmowcom wybaczyć. Bo każdy serial kryminalny ( nawet bułgarski ) jest lepszy od por. Borewicza.











Scenografia do serialu " Rome " ( BBC )

Niskie koszty produkcji, profesjonalizm zespołu technicznego, rosnąca renoma Cinecitta sprawiają, że w latach 50 - tych i 60 - tych XX wieku do Cinecitta przenosi się Hollywood i zaczyna się mówić o " Hollywood nad Tybrem " Powstaje 27 filmów, w tym superprodukcje " Quo Vadis ? " ( 1951 ), Ben Hur ( 1959 ), urocze " Rzymskie wakacje " (1953 ) oraz " Cleopatra " ( 1963 )

Skąd my to znamy ?

Odnotowano nad Tybrem masowy wysyp gwiazd Hollywood : Liz Taylor, Richard Burton, Erol Flynn, Rock Hudson, Jayne Mansfield, Frank Sinatra, Audrey Hepburn czy Gregory Peck. Nieco później nakręcono w Cinecitta " Ostatniego cesarza " w reżyserii Bernardo Bertolucciego, " Gangi Nowego Yorku " Scorsese, również " Pasję " z Melem Gibsonem i w jego reżyserii.

Kostium Liz Taylor z filmu " Kleopatra "

Kostium Richarda Burtona



Scenografia do filmu U 571 w reżyserii Jonathana Mostowa ( 2000 )



Komentarze
Pokaż komentarze (113)