Za głównych organizatorów inicjatywy uważa się Jana Hoffmana, przewodniczącego Rady Dzielnicy I Stare Miasto, który od początku kadencji Miszalskiego jest jego zdecydowanym krytykiem, oraz stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, którego lider, Łukasz Gibała (przeciwnik Miszalskiego z drugiej tury wyborów w 2024 roku), pomimo publicznego zaprzeczania zaangażowaniu nadal bywa wskazywany jako jeden z inicjatorów całego przedsięwzięcia. Gibała potwierdził również, że stowarzyszenie opłaciło ankieterów zbierających podpisy pod wnioskiem o referendum.
Jakie zarzuty są formułowane wobec Miszalskiego, który Krakowem rządzi dopiero dwa lata? Po pierwsze, trzeba przypomnieć, że druga tura wyborów w Krakowie rozstrzygnęła się na korzyść obecnego prezydenta jedynie pięcioma tysiącami głosów. To oznacza, że już w dniu wyborów kandydat Koalicji Obywatelskiej cieszył się poparciem jedynie połowy głosujących Krakowian. Wśród kluczowych zarzutów merytorycznych wobec prezydenta najczęściej wskazuje się jego decyzje w sprawach transportowych. Strefa Czystego Transportu, która była jednym z większych projektów w Krakowie, jest uważana za dyskryminującą osoby niezamożne oraz mieszkańców gmin sąsiadujących z miastem, którzy z powodu braku alternatywy w postaci sprawnie działającej komunikacji podmiejskiej są zmuszeni dojeżdżać do pracy w Krakowie samochodem. Echem sprzeciwu odbiły się również rozszerzenie strefy płatnego parkowania, podnoszenie opłat parkingowych, wprowadzenie opłat w niedzielę oraz podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej.
Krytycy wskazują także na obsadzanie spółek miejskich i urzędów osobami powiązanymi politycznie z prezydentem, wyrażają sprzeciw wobec wycinki drzew mimo wcześniejszych zapowiedzi „zielonego Krakowa”, a także zwracają uwagę na rosnące zadłużenie miasta oraz brak audytów finansowych. Wśród mniej merytorycznych zarzutów można wymienić problemy wizerunkowe — część opinii publicznej uważa, że Miszalski nie traktuje funkcji prezydenta z wystarczającą powagą, a jego komunikacja, która w dużej mierze opiera się na publikowaniu materiałów w mediach społecznościowych (w tym szeroko komentowanym „tańcu na dachu”), jest nieodpowiednia dla osoby pełniącej taki urząd.
Aby referendum było wiążące, musi w nim wziąć udział 60% liczby osób, które głosowały w wyborach, w których prezydent został wybrany, czyli minimum 158 555 osób w przypadku obecnego głosowania. Miszalski zdecydował się na strategię polegającą na zachęcaniu wyborców do niebrania udziału w referendum, aby nie osiągnęło ono progu ważności. Czy Aleksandrowi Miszalskiemu uda się, podobnie jak Hannie Gronkiewicz-Waltz w Warszawie w 2013 roku, skutecznie zbojkotować referendum, czy też czeka go los Jerzego Kropiwnickiego, byłego prezydenta Łodzi, który w 2010 roku został odwołany w referendum pomimo przyjęcia tej samej strategii?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)