SquareWrestler SquareWrestler
184
BLOG

Głos premiera zależy od paszportu ofiary

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 1
Donald Tusk zażądał od prezydenta, żeby „przestał milczeć” po pobiciu obywateli Ukrainy. Niespełna trzy tygodnie wcześniej sam milczał, gdy trzech obywateli Ukrainy skatowało Polaka, który później zmarł, a jego partnerka również została pobita. Nie było alarmu. Nie było moralnego oburzenia. Nie było posiedzenia rządu rozpoczynanego od słów o przemocy. Głos premiera pojawił się dopiero wtedy, gdy paszport ofiary pasował do politycznej narracji. To nie są dwa kodeksy karne. To są dwie kategorie ofiar.

Tusk każe prezydentowi „przestać milczeć”. Sam milczał, gdy Polaka pobito na śmierć


Donald Tusk zażądał od prezydenta Karola Nawrockiego, żeby „przestał milczeć” wobec przemocy.


Powodem było pobicie we Wrocławiu obywatela Ukrainy i jego partnerki.


Premier rozpoczął posiedzenie rządu od moralnego alarmu.


Mówił o „wojnie przemocy i nienawiści”.


O bandytach.


O politycznych patronach.


O odpowiedzialności prawicy.


Zażądał wypowiedzi prezydenta.


Wszystko to po zdarzeniu, którego okoliczności nadal wyjaśniały policja i prokuratura. 


Tusk odzyskał głos.


Tylko dlaczego nie miał go kilkanaście dni wcześniej?


W Bytowie umiera Polak


9 lipca w centrum Bytowa trzech mężczyzn pobiło 36-letniego Polaka i towarzyszącą mu 44-letnią kobietę.


Mężczyzna trafił do szpitala.


Dwa dni później zmarł.


Trzej podejrzani — według informacji przekazanych przez prokuraturę obywatele Ukrainy — zostali zatrzymani i tymczasowo aresztowani. Wstępne wyniki sekcji potwierdziły związek między pobiciem a śmiercią pokrzywdzonego. Śledczy zapowiedzieli zmianę zarzutów na pobicie ze skutkiem śmiertelnym. 


To nie był spór polityczny.


To nie była awantura w internecie.


Człowiek został pobity.


Człowiek zmarł.


Jego partnerka również została zaatakowana.


Policja zadziałała.


Prokuratura zadziałała.


A premier?


Nie rozpoczął posiedzenia rządu od śmierci polskiego obywatela.


Nie ogłosił wojny z przemocą.


Nie wezwał ministrów przed kamery.


Nie zażądał od ukraińskich władz, żeby „przestały milczeć”.


Nie rozpoczął ogólnokrajowej debaty o bezpieczeństwie Polaków.


Nie znalazłem żadnego porównywalnego publicznego wystąpienia Donalda Tuska ani komunikatu Kancelarii Premiera po tragedii w Bytowie.


W Bielsku-Białej Polak został pobity dwa razy


Kilka dni wcześniej, w nocy z 27 na 28 czerwca, trzech obywateli Ukrainy miało zaatakować 27-letniego Polaka, który zwrócił uwagę głośno zachowującej się grupie.


Najpierw bili go pięściami po głowie.


Gdy upadł, kopali go po całym ciele.


Uciekli, ale po około dziesięciu minutach wrócili.


Polak próbował uciekać.


Został dogoniony i pobity ponownie.


Doznał obrażeń głowy, twarzy oraz złamania kości nosa. Jeden z podejrzanych został aresztowany, drugi wyjechał na Ukrainę, a trzeci był poszukiwany. 


Czy premier mówił wtedy o narastającej przemocy?


Czy pytał, kto stworzył atmosferę przyzwolenia na atakowanie Polaków?


Czy rozpoczął posiedzenie rządu od tej sprawy?


Nie.


Ponownie zadziałały służby.


Ponownie zabrakło premiera.


A potem Tusk zaczął rozliczać innych z milczenia


Po pobiciu ukraińskiej pary we Wrocławiu premier nie ograniczył się do potępienia sprawców.


Powiedział do prezydenta:


> „Zwracam się bezpośrednio do Pana Prezydenta, żeby przestał milczeć w tej sprawie”.




Następnie połączył przestępstwo z działalnością politycznych przeciwników, mówił o „politycznym patronacie” i zaapelował do ministrów o zdecydowane działania. 


Hipokryzja jest tu widoczna bez lupy.


Najpierw Tusk milczał, gdy po pobiciu zmarł Polak.


Potem urządził moralny spektakl i rozliczał prezydenta z milczenia po pobiciu Ukraińców.


Pałac Prezydencki odpowiedział, że za sprawne egzekwowanie prawa i porządek publiczny odpowiada Rada Ministrów. Rzecznik prezydenta potępił każdą formę agresji, ale przypomniał, kto faktycznie kieruje policją oraz administracją odpowiedzialną za bezpieczeństwo ulic. 


I trafił w sedno.


Prezydent nie dowodzi policją.


Nie zarządza Ministerstwem Spraw Wewnętrznych.


Nie prowadzi postępowań prokuratorskich.


Za bezpieczeństwo odpowiada rząd.


Donald Tusk próbował więc przerzucić własną odpowiedzialność na człowieka, który nie kieruje służbami.


Nie chodzi o narodowość sprawcy


Przestępca jest przestępcą.


Polak, Ukrainiec czy obywatel dowolnego innego państwa.


Każde pobicie powinno zostać wyjaśnione.


Każdy sprawca powinien odpowiedzieć.


Każda ofiara powinna otrzymać taką samą ochronę państwa.


Ale właśnie z tym ostatnim rząd Tuska ma problem.


Bo reakcja polityczna nie jest taka sama.


Gdy ofiarą jest Polak, sprawa pozostaje komunikatem policji i prokuratury.


Gdy ofiarą jest Ukrainiec, pojawia się premier, ministrowie, polityczne oskarżenia i ogólnokrajowe moralne wzmożenie.


Polak pobity dwa razy — cisza.


Polak pobity na śmierć — cisza.


Ukrainiec pobity — premier rozpoczyna posiedzenie rządu i nakazuje innym „przestać milczeć”.


Dwie temperatury państwa


Nie twierdzę, że polskie służby nie ścigają obywateli Ukrainy.


Ścigają.


W Bytowie podejrzani zostali aresztowani.


W Bielsku-Białej jeden z podejrzanych również trafił do aresztu.


Problemem nie jest brak kodeksu karnego.


Problemem jest polityczny cennik współczucia.


Jedna ofiara otrzymuje postępowanie karne.


Druga otrzymuje postępowanie karne, wystąpienie premiera, oburzenie ministrów i kampanię przeciwko opozycji.


Donald Tusk nie stworzył dwóch kodeksów.


Stworzył dwie temperatury reakcji.


I dlatego jego wezwanie do prezydenta brzmi dziś wyjątkowo cynicznie.


Panie premierze, zanim zacznie pan rozliczać innych z milczenia, proszę odpowiedzieć:


Gdzie był pański głos, gdy trzech obywateli Ukrainy pobiło polskiego obywatela, który później zmarł?


Bo najwyraźniej głos premiera zależy od paszportu ofiary.

Donald Tusk zażądał od prezydenta, żeby „przestał milczeć”.

Najpierw powinien jednak odpowiedzieć, dlaczego sam milczał, gdy Polak umierał po pobiciu przez trzech obywateli Ukrainy.

Bo jeśli głos premiera zależy od paszportu ofiary, to nie mamy równości wobec państwa.

Mamy polityczną selekcję współczucia.

To nie są dwa kodeksy karne. To są dwie kategorie ofiar.

A najgłośniej o milczeniu krzyczy dziś ten, który milczał wtedy, gdy powinien mówić.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka