28 obserwujących
409 notek
485k odsłon
147 odsłon

Dobro narodu czy dobro demokracji?

Wykop Skomentuj8

Czasami człowieka przestaje dziwić, że historia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej potoczyła się tak, a nie inaczej. Wszak Polska od początków XVII wieku stała się krajem, owszem wzniosłych idei, romantycznego, kordianowskiego męstwa i strzelistych aktów prawnych, ale także do zdrajców, nikczemników i szkodników działających na rzecz wrogów państwa i narodu. Historia poprowadziła nas tak, że ci ostatni z coraz większym natężeniem towarzyszyli nam aż do dnia dzisiejszego. Nie potrafię powiedzieć, czy tak jak w przypadku wirusa mamy tu do czynienia z rozmnażaniem wielopokoleniowym, kiedy to każde kolejne pokolenie drani adoptuje się do czasów, w których żyje tworząc następne pokolenia mające jakąś genetyczną zdolność do wkręcania się tam, gdzie decyduje się o rzeczach ważnych, czy też najzwyczajniej, chodzi o historycznego pecha do takich indywiduów i kanalii...?!

Jednak nie ta konstatacja i nie pytania wyżej zadane budzą prawdziwy niepokój. Budzi go przyzwolenie na niszczenie państwa nawet wtedy gdy rządzą siły dobra, zupełnie tak jakby istniała jakaś odwieczna niemoc, spętanie przed podejmowaniem decyzji o ucięciu łba owej antynarodowej i antyojczyźnianej hydrze. Słowo- demokracja, odmieniane we wszystkich przypadkach, opatrzone różnymi przymiotnikami jawi się jako owe pęta, mroczne zaklęcia umożliwiające istnienia klasy politycznych łajdaków, agentów wpływu i najzwyklejszych zdrajców reprezentujących interesy wrogów Polski. Powszechna relatywizacja wszystkiego utrudnia co prawda rozeznanie co jest dobre, a co złe, jednak własny, prywatny kompas moralnego rozeznania jest tutaj najlepszym wskaźnikiem i wystarczy się go trzymać aby bez problemu wskazać palcem na zło.

Tak się dzieje, że w naszej Ojczyźnie Potockich zastępują Tuskowie, a Branickich Grodzcy. Carycę Katarzynę zastąpiła Angela Merkel, jurgielt zamiast w  talarach i dukatach wypłacany jest w euro, a tytuły szlacheckie i nadania za działanie na rzecz wrogich mocarstw zastąpiły nominacje na intratne stanowiska we władzach Unii i darowizny dla przychylnych stowarzyszeń i fundacji. Zamszowe sakiewki zamieniły się w co prawda bardzo przyziemne koperty, ale zasada pozostała ta sama za działania przeciwko własnej ojczyźnie - judaszowe srebrniki! Co ważne, a może najważniejsze, tak jak zawsze, państwo pozwala aby ci, na których ciążą owe łajdactwo żyli jak gdyby nigdy nic życiem politycznym, a co gorsza zabierali głos, czyniąc się recenzentami i jurorami tego, co dzieje się w Polsce.

W historii Polski tylko dwukrotnie ci którzy sprzedawali Polskę mogli poczuć się zagrożeni. Pierwszy raz podczas Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy to targowickich zdrajców wieszano jak pranie na sznurze, choć i tak wielu uciekło i zdołało schronić się pod skrzydła rozbierających Polskę monarchów. Nie mniej jednak wielu zawisło i dyndało jak ulęgałki dzięki spontanicznemu działaniu zdradzonego narodu. Drugi raz, gdy powstawała Druga Rzeczpospolita. Józef Piłsudski nie miał problemu aby rozgonić, godzący w interesy Narodu sejm czy zamykać wrogów Polski w Berezie Kartuskiej, albo najzwyczajniej - traktować kulą w łeb zdrajców i agentów. Żadna demokracja sama albo z przymiotnikiem nie była przeszkodą dla czynienia sprawiedliwości, a żywotne interesy Narodu i państwa ważniejsze były od ideologii i dawno zmarłych greckich filozofów. Piłsudski doskonale wiedział, że taka demokracja służyła jedynie piewcom chaosu i wrogom państwa.

W obecnych czasach jest inaczej. Ważniejsza od Narodu jest konstytucja (Gerzdorf), a Kaczyńskiemu zależy nie na Europie ale na Polsce (Kidawa - Błońska) owe głoszone przez zwolenniczki i przedstawicielki opozycji totalnej tezy są jedynie zwieńczeniem owego podejścia liberalnych kosmopolitów do spraw zwykłych ludzi do narodów i ich praw. Demokracja stała się motkiem, którym tłucze się po łbach myślących nieprawomyślnie i de facto zamieniła się w werbalną wydmuszkę, zmanipulowany chwyt propagandowy mający dać przewagę tym, którzy stworzyć chcą "nowy, wspaniały świat", a w rzeczywistości utrwalić i wzmocnić panujące obecnie neobarbarzyństwo. To właśnie z taką "demokracją" walczył Józef Piłsudski, walczył i zwyciężał.

Dzisiejszy czas to czas szansy na wyrwanie się z owego zaklętego kręgu "demokratycznych" zależności z których łajdacy uczynili sobie modus operandi tuż przed oczami bezradnych piewców demokracji, którym pomyliła się ideologia z dobrem człowieka. Wielcy mężowie stanu wiedzą kiedy kończy się demokracja, a zaczyna utopia i nie boją się postępować tak jak nakazuje im dobro wsplnoty. Przed Polską, a przede wszystkim przed rządzącą partią i samym Jarosławem Kaczuyńskim nastaje czas aby zadać sobie pytanie: co jest ważniejsze Naród i państwo czy werbalizowana ustami opozycji dyktatura demokratycznych sloganów zciągająca nas ku zatraceniu?

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka