26 obserwujących
464 notki
541k odsłon
  2080   0

Gliński II czyli czar starszego pana.

Gliński II bo to już druga notatka o tym panu, w której  ponownie chcę rozładować swoją frustrację odnośnie mechanizmów utrzymujących go w rządzie. Jestem normalnym człowiekiem z prawem do zgrzytania zębami i pewnej czynności zaczynającej się na "wk",a  uruchamiającej się automatycznie na widok tego, co wyrabia się w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zapowiedzi były szczytne. Nowa jakość kultury, nowy sposób tworzenia jej. Chcąc budować IV Rzeczpospolitą trzeba  zreformować kulturę. Zmienić wartości dydaktyczne, akcenty położyć gdzie indziej zaś patriotyzm pokazać w nowym świetle, tak aby wizja tego, co było splatała się z tym, co jest i co będzie. W praktyce miało to przełożyć się na nowe, prężne kino, premiowanie wartości ważnych dla społeczeństwa i polityczne umacnianie idei IV RP.

Piotr Gliński, który jak czytam, kiedyś, dawno na jakimś spotkaniu partyjno-rządowym pomylił Jarosława z Lechem Kaczyńskim wcale tym faktem sobie nie nagrabił. Bracia Kaczyńscy byli pewnie przyzwyczajeni do takich pomyłek, więc żaden negatywny tuman nie przesłonił ich relacji z Glińskim. Wręcz przeciwnie, podobne pochodzenie, powstańczy sznyt ich rodziców oraz wspólny język i pozornie wspólne poglądy dały mocnej próby wzajemną sympatię i zrozumienie osoby jak i idei przez nią głoszonej, zwłaszcza pomiędzy Glińskim, a Jarosławem Kaczyńskim. Sądzę, że najzwyczajniej w świecie, dobrze im się gadało i przebywało w swoim towarzystwie. Przeszli na "ty", co z Jarosławem Kaczyńskim jest trudne jak oswojenie basiora i owa zażyłość trwa ponoć do dzisiaj.

Kultura dla nowej, patriotycznej ojczyzny, jako ta  która buduje społeczeństwo katolicko-patriotyczne i jednocześnie mu służy. Takie były założenia. Podporządkowanie idei miało stać się jeśli nie dominujące, to przynajmniej znaczące, a na pewno równoważące liberalno-lewackie wpływy na kulturę jakie zaistniały za Tuska, ale także i grubo przed nim, bowiem w Polsce pookrągłostołowj mało kto czynił z patriotyzmu i religii wartość dodaną. Gliński miał to zmienić, a Jarosław Kaczyński sprawiał wrażenie jakby w tym zakresie ufał mu bezgranicznie. Przełom jednak nie nastąpił, a rządy Glińskiego, bardzo szybko, zamieniły się w najzwyklejsze na świecie administrowanie i tak mocno kontestowane przez opozycję. Aż żal było patrzeć jak góra rodziła mysz i rodzi nadal.

Jarosław Kaczyński powierzając Piotrowi Glińskiemu tekę ministra kultury i dziedzictwa narodowego i czyniąc go wicepremierem nie zauważył, jak się wydaje, jednej rzeczy. Gliński nie jest ulepiony, nomen omen, z tej samej gliny co Jarosław Kaczyński. Prezes Prawa i Sprawiedliwości, albo nie widzi tego, albo nie chce widzieć bowiem z  Piotrem Glińskim czują się obaj  jak dwa wesołe delfiny w dużym basenie z wodą morską. Po prosu i najzwyczajniej w świecie dobrze prezesowi z ministrem kultury, a  częstotliwość na której nadaje Kaczyński jest taka sama jak u Glińskiego. Jest jednak rzecz, która diametralnie i organicznie niemal różni obu panów. Jarosław Kaczyński to heavy patriota, wychowany na kulcie marszałka Piłsudskiego z jasnym, do bólu negatywnym stosunkiem do lewicy i liberalizmu. Gliński, współtwórca polskich zielonych, którego dom, gdy był jeszcze tylko profesorem  zawsze jawił się jako dom otwarty, gdzie dobrze czuli się zarówno opozycjoniści jak i zieloni, liberałowie, lewacy i hipisi, nigdy nie był ultra konserwatystą. Zawsze skrywał w sobie liberała, czego dowiódł wstępując swego czasu do Unii Wolności. Trudno powiedzieć czy ów "dom otwarty", nad którym unosił się liber-socjalizm z pacyfą w tle i zieloną prawdą wiary, uczynił z Glińskiego liberała, czy też jego liberalizm motywował go do spraszania do niego takich, a  nie innych gości? 

Miały być filmowe superprodukcje i wspaniały pomnik Bitwy Warszawskiej. Obietnice promowania prawdziwej sztuki i idei polskiego patriotyzmu jawiły się jako realne zapowiedzi powstania nowej jakości i nowego świata  jakże potrzebnych, cementujących naród w duchu patriotyzmu i wiary, treści. Skończyło się na kilku filmikach nie leżących nawet obok superprodukcji, projekcie wielkiego "świdra" mającego robić za pomnik Bitwy Warszawskiej, połączenia Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte oraz kupienia za pół miliarda złotych kolekcji Czartoryskich, o której złośliwi mówią, że według prawa zainicjowanego jeszcze przez Komorowskiego, a zatwierdzonym przez Dudę, i tak nie mogłaby zostać wywieziona z Polski. Na samym końcu jest także, co tu ukrywać, mało chwalebna, pomoc dla artystów i przedsięwzięć artystycznych w dobie pandemii. Zarzuty odnośnie, nazwijmy to, mało frasobliwego podziału środków były tak duże, że pomoc tą wstrzymano. Obok wspierania sztuki mało ambitnej oraz tych, których  ze względu na ich własny potencjał wspierać nie trzeba było. Zarzucono Glińskiemu wspieranie takich tuzów estrady jak Janda. Karolak czy Egurola, co samo w sobie mogło być uznane za szczytne, ale również przeciw skuteczne, bowiem osoby te i tak nie docenią owej pomocy i robić będą to, co robiły do tej pory czyli sypać piach w tryby państwa i działać przeciw rządowi. Liberalny egalitaryzm Glińskiego wygrał z politycznymi interesami jego partii i państwa. Gliński zachował się jak ktoś podający tlen zmęczonemu mordercy z siekierą, który go gonił i fakt ten z pewnością nie zostanie zapomniany.

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka