27 obserwujących
459 notek
534k odsłony
  2080   0

Gliński II czyli czar starszego pana.

Piotr Gliński sprawia wrażenie, że od bardzo dawna siedzi okrakiem na barykadzie. Po jednej stronie umocowany w Prawie i Sprawiedliwości, wypromowany na wicepremiera i chyba nadal lubiany przez prezesa. Po drugiej - z liberalnym odchyleniem, wywodzący się z warszawskiej elity intelektualnej i cały czas chcący do niej należeć. Gliński nigdy do końca nie opowiedział się po którejś ze stron mocy. Bycie w strukturach PiS daje mu  władzę, jeśli nie prawdziwą to przynajmniej jej miraż  i na pewno poczucie znaczenia. Dobra znajomość z prezesem to także rzecz nie do przecenienia, a sama pozycja z pewnością zaspokaja jego próżność. Jednak Gliński chce czegoś innego. Pragnie uznania środowiska, z którego wyszedł owej profesorsko-salonowej liberii, na opinii której, z nieznanych powodów tak bardzo mu zależy. Jej akceptacji pożąda bardziej niż Trump głosów wyborczych i dla zdobycia poklasku i uznania owych ludzików o mentalności napiętego intelektualnie, że aż szwy trzeszczą, przebiegłego Dulskiego, gotów jest udzielić wsparcia finansowego nie jednej ale tysiącom Jand i Karolaków i Bóg wie komu jeszcze, byle by tylko pochodzi z salonu.

Basen, w którym ów delfin w skórze starszego pana pływa z prezesem wydaje się bezpieczny. Oboje radośnie skaczą przez zrobione z ich ulubionej, specyficznej dialektyki i retoryki, obręcze, a sam prezes zdaje się nie dostrzegać, że za Glińskim snuje się smuga liberalizmu. Widzą to jednak inni i fakt ten nie czyniąc wyraźnej szkody Glińskiemu uderza w samego Kaczyńskiego. Czyni bowiem z niego wodza, który stracił czujność i stępił polityczny refleks. Fakt ten w końcu zostanie przez prezesa dostrzeżony, a wtedy dymisja i ostracyzm będą najmniejszymi z problemów Piotra Glińskiego. 

Nic nie broni wicepremiera i ministra kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. Nie idą za nim żadne sukcesy, zaś wcześniejsze, szczytne zapowiedzi brzmią teraz jak pęknięty dzwon. Gliński okazał się bowiem jedynie mało rzutkim administratorem "masy kulturowej", nie wnoszącym absolutnie niczego do wizji IV RP prezesa Kaczyńskiego. Nie potrafił wybudować nawet pomnika upamiętniającego Bitwę Warszawską, a jego zrzucanie winy na samorząd warszawski, brzmiał jak pomawianie przez złośliwego Jasia. Polska kultura skrzeczy, zaś usadowieni w owej kulturze wrogowie obecnej opcji politycznej mają Glińskiego za głupca albo za karierowicza a w najlepszym razie za chorągiewkę na PiSowskim wietrze. 

Miała być erupcja polskiej kultury, a skończyło się na starszym panu, tłumaczącym się dla czego dał kilkaset tysięcy Jandzie. Taki Gliński nie tylko szkodzi kulturze, ale szkodzi Polsce. Dożyliśmy bowiem czasów gdy nie wolno karmić tych, którym marzy się zmieniać Polskę na modłę Sylwii Spurek czy profesora Krzemińskiego. Dzisiaj nie można mieć wątpliwości, a siedzenie okrakiem na barykadzie skutkować powinno, dyskredytującymi politycznie, wielkimi jak arbuzy hemoroidami. 












Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka