24 obserwujących
365 notek
455k odsłon
710 odsłon

Stephen King znienawidził Trumpa, a Gretkowska - Kaczyńskiego

Maciej Łoś
Maciej Łoś
Wykop Skomentuj7

W kilku swoich książkach, także ostatniej - "Instytut" Stephen King - mistrz grozy i suspensu przemyca  niechęć do republikanów w tym szczególną do prezydenta Donalda Trumpa. Ustami swoich bohaterów wygłasza niepochlebne aby nie powiedzieć knajackie opinie o Trumpie nie mogąc jak widać nie dać ujścia owej żółci trawiącej demokratów i ich zwolenników po wygraniu wyborów przez obecnego prezydenta. W owej, ostatniej książce przemyca jednocześnie malutki peanik na cześć Hilary Clinton udowadniając, że sterowana ślepota polityczna to nie tylko domena niektórych polityków, ale także także pewnych autorów poczytnych powieści grozy.

King znany jest z niemal lizusowskiej postawy wobec byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baraka Obamy. Hołubi go i "panegirykuje orgazmotronicznie" jak gdyby ów murzyn był przykładem, idąc za Stanisławem Lemem, najwyższej fazy rozwoju ot takie połączenie Martina Lutera Kinga z Dalajlamą i Gandalfem Szarym. Rzecz jasna Chilary Clinton to taka emanacja Obamy jak  Śiwa jest emanacją Wisznu, zaś osiem lat rządów tego ostatniego to dla Stephena Kinga okres prosperity i królowania demokracji wbrew oczywistym faktom, że owe osiem lat było dla Stanów Zjednoczonych okresem stagnacji, rozkwitu bezrobocia, rozgrywania przez Rosję i utraty supremacji na rzecz Chin.

Dla mistrza grozy to jednak małe piwko. Ważne, że kingowskie standardy demokracji zostały zachowane - afirmacja homoseksualizmu, lgbt, aborcja i rzecz jasna rozbuchana do niepojętych rozmiarów poprawność polityczna. Dla Kinga te rzeczy liczą się najbardziej i czasami, tak jak w przypadku posła Mieszkowskiego, lansowanie takich wartości wbrew logice, wbrew dobru społecznemu pojmowanemu jako zbiór działań mających w dłuższym okresie czasu wzmacniać społeczeństwo oraz wbrew elementarnej przyzwoitości, sprawia wrażenie że muszą być one skutkiem jakiegoś szaleństwa albo psychologicznego spętania żeby nie powiedzieć - opętania!

Jednak nie tylko w USA i nie tylko ze Stephenem Kingiem  rozkręcają się klimaty nowej inżynierii społecznej i czarnej dekadencji.  Symptomy parcia ku społecznej anihilacji pojawiły się w Polsce kilka lat temu, kiedy to  wielka zwolenniczka luzu moralno- politycznego - Kazimiera Szczuka stwierdziła, że powinniśmy najpierw przyjąć kilkadziesiąt tysięcy hebanowych emigrantów, a dopiero później martwić się o skutki tej decyzji. Obecnie w konwencji Stephena Kinga o Jarosławie Kaczyńskim wypowiadają się u nas Manuela Gretkowska czy Szczepan Twardoch.

Trudno zrozumieć ową chwalbę lewacko libertyńskich zasad tworzących nową inżynierię społeczną jaką prezentują niektórzy ludzi sztuki, czasami bardzo znani i popularni. Wygląda na to, że mamy tu do czynienia, tak jak w przypadku starego Stuhra, z przypadkami jakiegoś spętania dalekowzroczności jaką powinni cechować się artyści, zdawać by się mogło najbardziej do dalekowzroczności predestynowani. Wszystko wskazuje, że ową lewacko liberalną bohemę usatysfakcjonuje jedynie zburzenia starego porządku i zastąpienia go czymkolwiek innym, choćby piekłem sprowadzonym na ziemię. Wychodzi na  to, że wystarczy pragnienie diametralnie czegoś innego wynikające ze znudzenia starymi paradygmatami aby podjąć próbę zarżnięcia dotychczasowego porządku i utopienia w mrocznym stawie wszystkich, wynikających z dekalogu, wartości i zasad, po to tylko aby powstało coś nowego, choćby pozszywanego z trupiej skóry i przerażającego...


Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura