Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
94
BLOG

Zmarnowane talenty polityczne...

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Polityka Obserwuj notkę 15

Kazimierz Marcinkiewicz, Jan Rokita i Ludwik Dorn. Co łączy te osoby, jakże ważne jeszcze do niedawna w życiu politycznym naszego kraju? Nie wykorzystanie ogromnego potencjału i talentu mimo wszelkich ku temu możliwości, niekiedy przy tym utrata wiarygodności, aż w końcu odejście w polityczny niebyt. Wymienione przeze mnie osoby to tylko małe grono, spośród tych, którzy mogliby stanowić o sile państwa, niewątpliwym patriotyzmie, który - jak w przypadku niektórych - zmienił się w aspiracje indywidualne, jednostkowe.

Zacznijmy rozważanie od postaci cenionej przez Polaków, bijącej rekordy jeśli chodzi o popularność - Kazimierza Marcinkiewicza. Polityk niesłychanie utalentowany, wyważony, który potrafił przekonać "do siebie" znaczną część społeczeństwa, niekoniecznie popierającego PiS. Dla wielu, przed objęciem stanowiska premiera, postać anonimowa, można go było kojarzyć z czasów AWS-u, jako szef gabinetu Jerzego Buzka. Jak pamiętamy, zwycięzca wyborów parlamentarnych z 2005r., Jarosław Kaczyński, chciał by prezydentem został jego brat i chciał powołać na ten niesamowicie odpowiedzialny urząd osobę nie tyle kompetentną, co utalentowaną, niezależną, która będzie wypełniała program wyborczy (zresztą sam go pisał). Początek marzeń - mimo, że nie udało się zawiązać koalicji na skutek zbyt wysokich ambicji Tuska, powołano rząd mniejszościowy, który w ciągu pół roku zlikwidował WSI i przegłosował ustawę (wraz z PO) o CBA. Jednak premier rozmieniał swój polityczny talent na drobne po wynegocjowaniu budżetu unijnego 17 grudnia 2005r. słynnym "yes yes yes".

Od tego momentu, moim zdaniem, zamiast faktycznym rządzeniem, Marcinkiewicz zajmował się częściej konferencjami prasowymi, kopaniem w piłkę pod publiczkę, zupełnie przypominając "dzisiejszego"Tuska. Jego ogromnym błędem, którego do dziś nie zrozumiał, jest naiwność. Nie wobec Kaczyńskiego, który notabene chciał przeforsować go na prezesa PKO (niby miał być konkurs, ale to byłaby ogromna pomyłka JK - upolitycznianie banku) i chciał zostawić w szeregach popularnego polityka. Bo Marcinkiewicz w czasie premierowania był ogromną siłą PiSu. Ówczesny premier za bardzo zaufał Tuskowi właśnie. Jak pamiętamy, przyczyną jego dymisji i - nie ukrywajmy - końcem politycznej kariery, było owiane tajemnicą spotkanie z liderem PO, o którym nie raczył poinformować ani Kaczyńskiego, ani żadnego z ministrów, a przy tym odwołał swój wyjazd do Chorwacji. Marcinkiewicz żalił się liderowi opozycji, że nie ma najlepszych relacji z Kaczyńskim i szukał wyjścia z tej sytuacji. Rozmowa miała pozostać w cztery oczy, tymczasem Donald Tusk następnego dnia, bodajże 7 lipca rano, kilka godzin przed dymisją Marcinkiewicza, wystrychnął go na dudka i wykorzystał naiwność cenionego polityka. Zwołał konferencję prasową i nie obchodziła go już dżentelmeńska zasada rozmowy w 4 oczy. Ogromny, polityczny błąd, który zaważył na jego dalszej karierze politycznej. Dostał stanowisko w EBOiR, ale to nie to samo, co np. prezydentura. A jak widać na przykładzie Lecha Kaczyńskiego, od prezydenta Warszawy do głowy państwa w cale nie jest daleko.

Później Marcinkiewicz tylko się pogrążał. Plótł głupoty nt. rzekomych podsłuchów, zakładanych przez prezydenta bez poparcia słów dowodami, co raz bardziej brnął w krytyce Jarosława Kaczyńskiego, zupełnie nie dostrzegając swojej naiwności. Tusk i Komorowski nie pozostawiali suchej nitki na rządzie Marcinkiewicza, a ten jak gdyby nigdy nic teraz poparł PO. Zupełnie "zaprzedał" swoje ideały, wycofał się z polityki po to, żeby zaraz do niej wrócić i udzielić poparcia Tuskowi, licząc tak naprawdę na atrakcyjny stołek w odpowiednim momencie. Szkoda nie wykorzystanego potencjału.

Drugi z bohaterów PiS, Ludwik Dorn, zupełnie mnie zawiódł. Był to jeden z moich "guru" politycznych, nazywany "trzecim bliźniakiem" z racji swoich stanowczych poglądów i zażyłości z Kaczyńskimi. Krytykowany niesamowicie, nie raz niezasłużenie, gdy był marszałkiem Sejmu, teraz gloryfikowany przez polityków PO. Dorn nie potrzebnie wywlókł w zeszłym roku wewnętrzne animozje z prezesem PiS. Konflikt nie powinien dostać się do mediów ( jeśli takowy był ), ponieważ to kolejny łatwy kąsek dla dziennikarzy w celu osłabienia PiS. I tak pan marszałek go osłabiał, aż doszła sprawa alimentowa. Poza tym, brzydkie fotografie w "Fakcie", które nie przystoją politykowi, pomijam wprowadzanie na teren Sejmu psa Saby. I nie osądzam, czy konflikt (zresztą wyolbrzymiany i zaostrzony przez media) był winą Kaczyńskiego czy Dorna. Wybitny polityk, za jakiego uważałem marszałka, potrafi konflikty łagodzić w imię wyższego dobra. Niestety, znowu aspiracje wzięły górę.

Jan Rokita to niesamowicie charyzmatyczna postać , którą nie sposób mi oceniać jednoznacznie. Zasługą jest działalność badawcza nad MSW na początku lat 90-tych tzw. "raport Rokity". Tyle, że znowu za czasów rządu Hanny Suchockiej miała miejsce najprawdopodobniej inwigilacja prawicy. Mam tylko nadzieję, że założyciel PO nie miał z tym nic wspólnego. Byłby to, nie tylko dla mnie, ogromny cios. I dalej: należy do Unii Wolności, czyli środowiska liberalno - komunistycznego i jednocześnie wychodzi z inicjatywą "3/4", która miała na celu nie dopuszczenie Aleksandra Kwaśniewskiego do prezydentury. Po założeniu Platformy Obywatelskiej, zasiada w komisji ds. afery Rywina, dzięki której staje się "Człowiekiem Roku" wg.  "Wprost" w 2005r. I w końcu żałosne jak na klasę polityczną Rokity, hasło wyborcze "Premier z Krakowa". Później zaczęły się konflikty, oczywiście skrzętnie pomijane ( w proporcjach z tymi w PiSie), między frakcją konserwatywną, do której należał, a liberalno - lewicową. W wyniku tego wystąpił z partii i życia politycznego, by pisać jako publicysta w "Dzienniku" o...polityce. Nie wierzę, że Rokita nie myśli o powrocie do polityki. O wielkiej polityce. Przez swoje nie sprecyzowane (tak myślę) decyzje i poglądy, sam nie wiedział do końca co robić. Zawsze działanie z duchem patriotyzmu, zostało później zepchnięte przez zły wybór. 

Naprawdę szczerze żałuję, zapewne jak spora część Polaków, losów tej trójki polityków. A takich zmarnowanych talentów jest więcej: dość wymienić niezwykle cenionego, ale dopiero po wycofaniu się z polityki ( znowu szkoda ) Marka Jurka, czy Michała Ujazdowskiego. Niestety, nic nie dzieje się bez przyczyny. Często jednostki niezwykle utalentowane, rozmieniają umiejętności na drobne z własnych błędów . Przez to ludzie nie mają na kogo głosować, bo czas na rzeczową dyskusję, gdzie siedzieliby w studiu tv, spierający się w granicach kultury i politycznego rozsądku np. Dorn i Rokita, zajmują "politykierzy" jak np. Janusz Palikot. Z niekorzyścią dla Polski tylko i wyłącznie. 

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka